Komary, pchły czy meszki? Co gryzie pacjenta szpitala

Robert Robaszewski
20.09.2011 , aktualizacja: 20.09.2011 17:03
A A A Drukuj
Zdaniem poszkodowanego, który leżał w Szpitalu Miejskim w Olsztynie, mogły to być pchły, wszy lub pluskwy. Według pielęgniarki to komary albo rój meszek, które pojawiały się na ortopedii
Szpital tłumaczy, że winne są meszki, które przylatują z pobliskiego parku
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Szpital tłumaczy, że winne są meszki, które przylatują z pobliskiego parku
Panu Sebastianowi lekarze olsztyńskiego Szpitala Miejskiego "złożyli" pod koniec sierpnia złamaną nogę. Mężczyzna obudził się po operacji w szpitalnym łóżku i bardzo się zdziwił, gdy zobaczył na swoim ciele kilka niewielkich ukąszeń. Dzień później z kilku zrobiło się kilkadziesiąt. - Ślady miałem na rękach i stopach, ale najbardziej dokuczały mi te w okolicach genitaliów, które okropnie swędziały - żali się. - Dwa razy pytałem się pielęgniarki, co to może być. Stwierdziła, że... komary. Nie przekonała mnie, bo jaka jest możliwość ukąszeń na pachwinach, które są osłonięte.

I dodaje: - Dopiero po jakimś czasie dostrzegłem niewielkie owady na pościeli. Nie wiem co to było, ale na pewno nie komary, choćby dlatego, że nie miały skrzydeł.

O bezskrzydłe komary zapytaliśmy entomologa prof. Zbigniewa Endlera z Katedry Ekologii Stosowanej olsztyńskiego uniwersytetu. - Nie poznaliśmy jeszcze takiej odmiany - śmieje się naukowiec. - Ale tak poważnie, to komar okolic krocza nie kąsa, bo te, o których wiemy, są zbyt miękkie i delikatne, by uchowały się gdzieś w pościeli.

Miejsca ugryzień, o których wspomina pacjent, są często wybierane przez pchły i wszy. Ręce, stopy, a szczególnie okolice lędźwiowe, mają bardzo cienką skórę, którą łatwo przebić. Poza tym wytwarzają dużo ciepła, co także przyciąga te insekty.

Endler dziwi się diagnozie szpitalnego personelu, bo jego zdaniem ukąszenie komara można gołym okiem odróżnić od ugryzień innych owadów.

Władze Szpitala Miejskiego po telefonie z redakcji "Gazety" potraktowały sprawę bardzo poważnie. Znalazły pielęgniarkę, która opiekowała się panem Sebastianem. Po rozmowie z nią okazało się, że ukąszenia nie były jednak sprawką komarów ani ich domniemaną bezskrzydłą odmianą. Winą obarczono meszki. - Te owady przez kilka dni pojawiały się na oddziale ortopedii, gdzie wówczas przebywał pacjent. Nasz budynek jest tak położony, że w pobliżu znajduje się sporo drzew i rzeka, więc niekiedy mamy wysyp owadów, które mogą wlecieć przez okna - mówi Daria Rodziewicz, rzeczniczka prasowa szpitala. - Jestem pewna, że nie były to pchły ani wszy, ponieważ posiadamy dużo zabezpieczeń, które chronią nas przed insektami.

Ale zdaniem właściciela jednej z olsztyńskich firm dezynfekujących nawet bardzo dobre zabezpieczenia mogą zawieść. - Obsługuję kilka szpitali w regionie i pomimo stosowania wielu środków, zdarza się, że pojawiają się insekty. Nie można jednak stwierdzić, że są one "własnością" szpitala, najczęściej przynosi je ktoś z zewnątrz, np. w ubraniu - wyjaśnia przedsiębiorca.

Wszystkie szpitale mają programy dezynfekcji, opierające się na umowach z prywatnymi zakładami, które monitorują szpitale pod kątem gryzoni i insektów. Szpital Miejski w Olsztynie nie jest wyjątkiem. - Posiadamy ponadto łóżka zaopatrzone w materace z tzw. powłoką barierową, na której nie ma prawa utrzymać się żaden owad - dodaje Daria Rodziewicz. - Poza tym na izbie przyjęć prowadzimy pierwszy wywiad z pacjentem i jeżeli pielęgniarki zauważą, że ma on jakiekolwiek insekty, to wszystkie ubrania są z takiej osoby zdejmowane. Czasami przebieramy pacjentów w kombinezony dezynfekujące. Ich ubrania są umieszczane w podwójnych workach i wywożone z naszego szpitala. Niekiedy przyjeżdża firma, opryskująca taką osobę środkiem dezynfekcyjnym, którą się następnie myje, goli itd.

Chyba już nie uda się ustalić, co było przyczyną ukąszeń - pchła, wesz, komar czy muchówka. Zdaniem pana Sebastiana to zresztą rzecz drugorzędna. - Chodzi o to, że pielęgniarka nie przejęła się mną, zbywając pochopną diagnozą - utyskuje.

- To nieprawda - odpowiada na zarzuty rzeczniczka. - Ona [pielęgniarka - red.] ubolewa nad takim stwierdzeniem, bo nie dość, że się zainteresowała sprawą, to jeszcze zgłosiła to lekarzom. Tylko że oni już wtedy nie mogli niczego zrobić, ponieważ meszki pojawiały się przez trzy dni, a później znikły.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów