Minęły już czasy przedwyborczych wieców

Magdalena Spiczak-Brzezińska
22.09.2011 , aktualizacja: 22.09.2011 19:28
A A A Drukuj
Zanim oddam swój głos, chciałbym osobiście poznać kandydata i zadać mu kilka pytań w ważnych dla mnie sprawach. Tymczasem na stronie internetowej żadnej z partii nie znalazłem informacji, kiedy i gdzie odbywają się spotkania wyborcze - żali się czytelnik
Wybory 2011
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Wybory 2011
Wiele partii zapewnia, że w kampanii wyborczej stawia na bezpośredni kontakt z wyborcami. - Tymczasem spotkać kandydatów na żywo wcale nie jest łatwo - dodaje czytelnik.

Przedstawiciele wszystkich głównych ugrupowań zapewniają, że ich kandydaci nie unikają spotkań z ludźmi. Wręcz przeciwnie. - Starają się jak najczęściej pokazywać. Problem jest raczej w tym, że na spotkania z politykami, mało kto przychodzi. Ostatnio w Kętrzynie było zaledwie kilkanaście osób - tłumaczy Łukasz Łukaszewski z Platformy Obywatelskiej.

Jerzy Szmit z Prawa i Sprawiedliwości: - W środę w Szczytnie była debata "jedynek" na listach do Sejmu. Przyszło może z 30 osób, z czego połowę przyprowadził ze sobą poseł Tadeusz Iwiński.

Osoby odpowiedzialne za partyjne kampanie przyznają, że informacji o większości spotkań próżno szukać na ich stronach internetowych. Obiecują poprawę i umieszczenie w ciągu kilku dni choćby ogólnego kalendarium, gdzie można spotkać kandydatów. Choć dodają, że spotkanie startujących w wyborach nie jest teraz łatwe, bo kandydaci są zapracowani. Czasami nawet koordynujący kampanię, nie wiedzą, gdzie dziś jest kandydat z jego partii. Przekonaliśmy się o tym, gdy próbowaliśmy pomóc czytelniczce "Gazety" Hannie Lutomirskiej, która od dwóch tygodni próbowała się skontaktować z posłem SLD Tadeuszem Iwińskim. - O umówieniu się na osobiste spotkanie nie ma najmniejszych szans, tak powiedziała mi pani z biura posła, i zaoferowała znalezienie pomocy prawniczej [w sprawie, którą miałam do posła] - opowiada. Kilka osób szukało Iwińskiego. W końcu udało się go wczoraj zlokalizować na Kaukazie. Jego asystent zapowiedział, że zajmie się sprawą pani Lutomirskiej.

Sposób, w jaki promują się politycy, mocno zmienił się przez ostatnią dekadę. Bezpośredni kontakt zastępowany jest przez debaty prowadzone w mediach i w internecie. - Każdy polityk musi mieć stronę internetową, prowadzić blog, mieć profile na portalach społecznościowych. Po liczbie wejść na te strony widać, że faktycznie tam funkcjonuje drugi świat. Żyją w nim ludzie, szczególnie młodzi, i to ma wpływ na politykę. Odchodzi się od wieców i spotkań wyborczych w gminach - mówi Zbigniew Ciechomski, który prowadzi już piątą kampanię dla warmińsko-mazurskiego PSL.

Zdaniem Wojciecha Szalkiewicza, specjalisty od marketingu politycznego, bezpośrednie spotkania z wyborcami wychodzą z mody, bo są mało efektywne. Na dodatek to sami wyborcy "zmusili" polityków do zmiany taktyki. - Z reguły na spotkania w salkach czy świetlicach przychodzili albo zwolennicy kandydata i jego partii, których nie trzeba do niczego przekonywać, albo przeciwnicy, których i tak prawdopodobnie nic nie przekona. Tymczasem partie zabiegają przede wszystkim o głosy niezdecydowanych, a oni rzadko uczestniczą w takich imprezach - dodaje.

Jego zdaniem, większym problemem jest nieporadność polityków w korzystaniu z nowych mediów. - Nie zawsze rozumieją, jakie możliwości daje internet. Większość ogranicza się do zamieszczenia na swojej stronie internetowej plakatu, życiorysu i kilku zdjęć. To za mało - przekonuje Wojciech Szalkiewicz.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów