Miejsca w przedszkolach są. Pozwów nie będzie?
02.09.2010
, aktualizacja: 02.09.2010 19:31
Ratusz robi wszystko, by uchronić się przed procesami, które miastu mogą wytoczyć rodzice dzieci nieprzyjętych do przedszkoli
ZOBACZ TAKŻE
- Urzędnicy chcą, by więcej 6-latków zaczynało naukę (15-03-11, 18:40)
- Wójcie, zapłać miastu za swoich przedszkolaków (06-09-10, 18:00)
- "Przedszkolny czynsz dla wszystkich". Wzrosną opłaty? (23-08-10, 18:24)
- Przedszkola sypią się jak z rogu obfitości (15-08-10, 17:23)
- Pięć lat po rewolucji prywatyzacyjnej w przedszkolach (05-08-10, 19:53)
W czasie tegorocznego naboru do przedszkoli miejskich przyjętych zostało ponad 2,9 tys. dzieci. Z kwitkiem trzeba było odesłać blisko 700.
Nie wszyscy o tym wiedzą, ale rodzice dzieci, dla których nie było miejsca w miejskim przedszkolu, mogą domagać się odszkodowania od urzędu miasta lub gminy. Mecenas Stefan Płażka, dr nauk prawnych z Uniwersytetu Jagiellońskiego, radzi, by najpierw złożyć ponowny pisemny wniosek do przedszkola, w którym odmówiono przyjęcia dziecka oraz do władz miasta. W przypadku odmowy może to być podstawą do wystąpienia o wypłatę odszkodowania. - Jego wysokość można wyliczyć, podając na przykład koszty wynajęcia opiekunki - dodaje Płażka.
Są też inne sposoby. ** Zażądać od dyrektora przedszkola pisemnej decyzji o odmowie przyjęcia dziecka i wtedy przed sądem administracyjnym domagać się zmiany tej decyzji, albo ** pozwać gminę i w trybie cywilnym zażądać przyjęcia dziecka.
O procesach, które rodzice wytaczają samorządom, robi się w Polsce coraz głośniej. W olsztyńskim ratuszu urzędnicy zdają sobie z tego sprawę. Dlatego starają się zabezpieczyć przed zarzutami, że kilka lat temu likwidowali miejskie przedszkola, a teraz brakuje miejsc dla dzieci i przed roszczeniami rodziców maluchów nieprzyjętych do miejskich placówek. - Zapewnienie miejsca w przedszkolu rzeczywiście należy do zadań gminy. Realizujemy je na dwa sposoby: prowadząc własne placówki oraz dotując pozostałe [prowadzone przez prywatne podmioty i różnego rodzaju stowarzyszenia - red.] w wysokości 75 proc. kosztów utrzymania każdego dziecka. Wykupujemy więc usługi w niepublicznym przedszkolu - tłumaczy Hanna Kowalska, dyrektor wydziału edukacji Urzędu Miasta.
Ratusz stara się przekonać rodziców, że z przedszkolami w mieście nie jest tak źle. Na swojej stronie internetowej podaje listę z adresami kilku niepublicznych przedszkoli, w których wciąż są wolne miejsca. - Dane zebraliśmy sami, chcąc poznać sytuację - mówi Hanna Kowalska. W sześciu placówkach, które sprawdzili urzędnicy, jest około stu wolnych miejsc. - Wnioskujemy więc, że wolne miejsca mogą być również w pozostałych.
Najwięcej, bo 40, dzieci może przyjąć niepubliczne przedszkole Promyczek przy ul. Kołobrzeskiej. - Jesteśmy nową placówką - mówi Luiza Wnuk, właścicielka Promyczka. - W sierpniu skończyliśmy remont budynku, więc nie wszyscy rodzice mogli wcześniej zobaczyć, w jakich warunkach będą przebywać ich dzieci. Teraz wszystko jest dopięte na ostatni guzik i zapewniamy najmłodszym komfortowe warunki pobytu.
Opłaty w Promyczku są podobne do tych pobieranych w innych niepublicznych placówkach. Miesięczne czesne wynosi 400 zł. W tej kwocie zapewniona jest opieka od godz. 6.30 do 17.30, zajęcia obowiązkowe i dodatkowe, jak: język angielski, rytmika, plastyka, religia. W przedszkolach miejskich nic nie muszą płacić ci rodzice, którzy przyprowadzą dzieci na pięć godzin. Pozostali, którzy zostawiają dzieci na dłużej, muszą wyłożyć 140 zł - to tzw. opłata stała i 130 zł na posiłki i ich przygotowanie. Muszą też płacić za dodatkowe zajęcia, jak tańce, rytmika czy języki obce. Czasami opłaty nie są więc niższe niż w prywatnym przedszkolu.
Dyrektor Hanna Kowalska mówi, że dotychczas żaden z olsztyńskich rodziców nie zdecydował się na proces z miastem z powodu braku miejsc w przedszkolach. - I jestem przekonana, że nikt na to się nie zdecyduje, bo wolne miejsca w przedszkolach niepublicznych są i z zapewnieniem opieki dzieciom nie powinno być problemu - przekonuje.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
Nie wszyscy o tym wiedzą, ale rodzice dzieci, dla których nie było miejsca w miejskim przedszkolu, mogą domagać się odszkodowania od urzędu miasta lub gminy. Mecenas Stefan Płażka, dr nauk prawnych z Uniwersytetu Jagiellońskiego, radzi, by najpierw złożyć ponowny pisemny wniosek do przedszkola, w którym odmówiono przyjęcia dziecka oraz do władz miasta. W przypadku odmowy może to być podstawą do wystąpienia o wypłatę odszkodowania. - Jego wysokość można wyliczyć, podając na przykład koszty wynajęcia opiekunki - dodaje Płażka.
Są też inne sposoby. ** Zażądać od dyrektora przedszkola pisemnej decyzji o odmowie przyjęcia dziecka i wtedy przed sądem administracyjnym domagać się zmiany tej decyzji, albo ** pozwać gminę i w trybie cywilnym zażądać przyjęcia dziecka.
O procesach, które rodzice wytaczają samorządom, robi się w Polsce coraz głośniej. W olsztyńskim ratuszu urzędnicy zdają sobie z tego sprawę. Dlatego starają się zabezpieczyć przed zarzutami, że kilka lat temu likwidowali miejskie przedszkola, a teraz brakuje miejsc dla dzieci i przed roszczeniami rodziców maluchów nieprzyjętych do miejskich placówek. - Zapewnienie miejsca w przedszkolu rzeczywiście należy do zadań gminy. Realizujemy je na dwa sposoby: prowadząc własne placówki oraz dotując pozostałe [prowadzone przez prywatne podmioty i różnego rodzaju stowarzyszenia - red.] w wysokości 75 proc. kosztów utrzymania każdego dziecka. Wykupujemy więc usługi w niepublicznym przedszkolu - tłumaczy Hanna Kowalska, dyrektor wydziału edukacji Urzędu Miasta.
Ratusz stara się przekonać rodziców, że z przedszkolami w mieście nie jest tak źle. Na swojej stronie internetowej podaje listę z adresami kilku niepublicznych przedszkoli, w których wciąż są wolne miejsca. - Dane zebraliśmy sami, chcąc poznać sytuację - mówi Hanna Kowalska. W sześciu placówkach, które sprawdzili urzędnicy, jest około stu wolnych miejsc. - Wnioskujemy więc, że wolne miejsca mogą być również w pozostałych.
Najwięcej, bo 40, dzieci może przyjąć niepubliczne przedszkole Promyczek przy ul. Kołobrzeskiej. - Jesteśmy nową placówką - mówi Luiza Wnuk, właścicielka Promyczka. - W sierpniu skończyliśmy remont budynku, więc nie wszyscy rodzice mogli wcześniej zobaczyć, w jakich warunkach będą przebywać ich dzieci. Teraz wszystko jest dopięte na ostatni guzik i zapewniamy najmłodszym komfortowe warunki pobytu.
Opłaty w Promyczku są podobne do tych pobieranych w innych niepublicznych placówkach. Miesięczne czesne wynosi 400 zł. W tej kwocie zapewniona jest opieka od godz. 6.30 do 17.30, zajęcia obowiązkowe i dodatkowe, jak: język angielski, rytmika, plastyka, religia. W przedszkolach miejskich nic nie muszą płacić ci rodzice, którzy przyprowadzą dzieci na pięć godzin. Pozostali, którzy zostawiają dzieci na dłużej, muszą wyłożyć 140 zł - to tzw. opłata stała i 130 zł na posiłki i ich przygotowanie. Muszą też płacić za dodatkowe zajęcia, jak tańce, rytmika czy języki obce. Czasami opłaty nie są więc niższe niż w prywatnym przedszkolu.
Dyrektor Hanna Kowalska mówi, że dotychczas żaden z olsztyńskich rodziców nie zdecydował się na proces z miastem z powodu braku miejsc w przedszkolach. - I jestem przekonana, że nikt na to się nie zdecyduje, bo wolne miejsca w przedszkolach niepublicznych są i z zapewnieniem opieki dzieciom nie powinno być problemu - przekonuje.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Miejsca w przedszkolach są. Pozwów nie będzie?
rak-kar
03.09.10, 16:19
Jaka dobra Pani Dyrektor H. Kowalska., sama raczyła poszukać wolne miejscai o dziwo 100 znalazła. To dlaczego "Promyczek' do tej pory, przy takimdeficycie miejsc, miał wolne miejsca? »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć