Koniec nudy pod Grunwaldem. Będzie bitwa na całego

Tomasz Kurs
14.07.2011 , aktualizacja: 14.07.2011 19:09
A A A Drukuj
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Przywalić komuś? O, to duża przyjemność. Oczywiście są zasady. Nie uderzamy w okolice stóp i krocza - mówi jeden z rycerzy, który przyjechał pod Grunwald

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta Premier Donald Tusk na Polach Grunwaldu (lipiec 2011 r.)
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Premier Donald Tusk na Polach Grunwaldu (lipiec 2011 r.)

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
GRUNWALD2011_MAPA
GRUNWALD2011_MAPA
Pola grunwaldzkie przed obchodami 601. rocznicy bitwy z Krzyżakami stały się miejscem wypraw polityków. Donald Tusk przyjechał na 40. Ogólnopolski Zlot Drużyn Grunwaldzkich. Mówił harcerzom, że lubi pomidorówkę, ale najbardziej owsiankę i codziennie ją jada. Mimo że program wizyty tego nie przewidywał, zdążył też obejrzeć kramy rycerskie i porozmawiać z Krzysztofem Góreckim, reżyserem sobotniej inscenizacji. W Grunwaldzie w sobotę ma pokazać się także Waldemar Pawlak, a Ludowcy zafundowali 10 tys. butelek wody mineralnej, która ma być rozdawana widzom. - Jeśli to kampania wyborcza, to nie mam nic przeciwko i zapraszam inne partie do podobnych gestów - zachęca Henryk Kacprzyk, wójt gminy Grunwald.

Przygotowania do obchodów idą pełną parą. Kramarze rozstawiają stoiska, a rycerstwo ćwiczy przed sobotnim widowiskiem. Dotychczas rycerze w czasie inscenizacji inspirowanej "Krzyżakami" Henryka Sienkiewicza i oglądanej przez dziesiątki tysięcy widzów posłusznie odgrywali swoje role. Zgodnie z planem delikatnie oklepywali się po zbrojach, udając walkę i uważając, by nikomu nie stała się krzywda. Kto poszedł na całość i ze zbyt dużą siłą używał miecza, natychmiast był eliminowany z zabawy i musiał zejść z pola bitwy.

Dla wielu współczesnych rycerzy to była katorga. Dlatego z utęsknieniem czekali nie na reżyserowaną inscenizację, a na wieczorne bohurty, które dostarczały im potrzebnej dawki emocji. Bohurt to grupowa bitwa, w której - nie do końca oficjalnie - można było walczyć na całego. Najczęściej były to pojedynki polskich rycerzy przeciwko Białorusinom, Rosjanom i Ukraińcom. Bitwy przeważnie wyglądały podobnie i rycerze ze Wschodu rozbijali polskie rycerstwo. Teraz bohurty się zmieniły. Piotr z Nowego Sącza, wojownik z 7-letnim stażem narzeka. - Niektórzy nie są już chętni do prawdziwej walki w obawie o sprzęt - mówi. Mocne uderzenie potrafi zdeformować hełm lub inną część wartej kilka tysięcy złotych zbroi.

On i jemu podobni rycerze zawsze marzyli, by walka na polu bitewnym w czasie inscenizacji była ostrzejsza. To marzenie w tym roku się spełni. Organizatorzy, pisząc scenariusz, zamiast na Sienkiewiczu oparli się tym razem na ustaleniach historyków o starciu z 1410 roku i dopuścili bardziej zdecydowane pojedynki. Najwięcej ma ich być pod koniec przedstawienia, podczas ostatecznego ataku na krzyżackie tabory. - Będzie mniej biegania, a więcej kontaktu z przeciwnikiem - cieszy się Przemysław Rey, dowódca Chorągwi Krakowskiej.

Mateusz z Łącka, na co dzień żołnierz wojsk lądowych: - Mam nadzieję, że zakosztujemy prawdziwej walki. Takie klepanie po zbroi jak w zeszłych latach nie jest interesujące. Przywalić komuś? To jest duża przyjemność. Oczywiście są zasady. Nie uderzamy w okolice stóp i krocza, wykluczone są też sztychy, którymi w średniowieczu zabijano wroga.

Te głosy nie dziwią, bo dla wielu rycerzy spotkania pod Grunwaldem to nie tylko hobby, ale sport ekstremalny, dlatego bez możliwości prawdziwej walki ta impreza nie miałyby dla nich sensu. - Nie ma tu żadnej ideologii. Ja po prostu lubię się nawalać - przyznaje Tomek z Chorągwi Pomezańskiej.

Organizator inscenizacji słucha tych zapowiedzi z przymrużeniem oka i wątpi w możliwości dzisiejszych rycerzy. - W zasadzie co roku słyszę, że chcieliby bardziej dynamicznych starć, a gdy przychodzi co do czego, to w upale na polu bitwy brakuje im sił na cokolwiek - śmieje się Krzysztof Górecki. - Mam jednak nadzieję, że tym razem zachowają tyle energii, by rzeczywiście podjąć taką walkę.

W słowach organizatora jest sporo racji. Sami uczestnicy bitwy mówią, że prawdziwy bój w przeciwieństwie do inscenizacji to ogromny wysiłek. - Jeśli walczysz na 100 procent, sił wystarczy na ok. 2 minuty. Potem potrzebny jest odpoczynek - mówią rycerze z bractwa Świętego Szturmu Jerusalem.

Animuszu rycerzom ma także dodać przesunięcie widowiska z godz. 14 na 16. W upale wielu z nich, zakutych w ciężkie zbroje nie miało ochoty lub nie byli w stanie się bić.

tomasz.kurs@olsztyn.agora.pl

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy