Maltretowani mają lokal dla siebie. Od miasta

Marta Bełza
10.07.2011 , aktualizacja: 10.07.2011 19:08
A A A Drukuj
Mąż mnie zdradzał. Gdy postanowiłam się rozwieść, wpadał do mieszkania, demolował je. Groził, że mnie załatwi i żebym nie szła z tym do sądu, bo on wszędzie ma kontakty. Dziś to śmieszne, ale wierzyłam w to
Beata Turkowicz
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Beata Turkowicz
Stowarzyszenie na rzecz Praw Kobiet i Rodziny powstało w 2008 roku. Pomaga kobietom i mężczyznom, którzy są ofiarami przemocy. Do organizacji zgłaszają się osoby bite przez współmałżonków lub bliskich oraz molestowane i upokarzane w pracy. Potrzebują pomocy, bo nie wiedzą, gdzie jej szukać, jak uwolnić się od oprawcy i latami żyją w strachu, tracą wiarę, że ich życie może się zmienić. Stowarzyszenie pomaga pokrzywdzonym wyrwać się z kręgu przemocy i uczy, jak walczyć o swoje prawa i godność. W tej chwili pod jego opieką znajduje się ok. 300 osób. W większości to kobiety.

Działalność utrudniał brak stałej siedziby. Organizacja korzystała z uprzejmości kancelarii prawnej Lecha Obary, który użyczał pomieszczeń na sobotnie dyżury i objął potrzebujących darmową opieką prawną. Teraz stowarzyszenie dostało od Urzędu Miasta lokal przy ul. Kopernika 14. To pozwoli na realizację nowych pomysłów. - Jestem bardzo szczęśliwa, że po trzech latach mamy siedzibę - mówi Beata Turkowicz, założycielka stowarzyszenia.

W nowym lokalu na początek maltretowane kobiety będą mogły skorzystać z półrocznej muzykoterapii pod hasłem "Wygrać ze stresem". Zajęcia będzie prowadzić śpiewaczka z operetki gliwickiej oraz psycholog. Kobiety nauczą się śpiewać publicznie, nieważne, czy będą fałszować. Ważne, by miały odwagę to zrobić. To pozwoli ofiarom przemocy nabrać pewności siebie. - Często bywam z klientkami w sądzie i widzę, jak są nieporadne - tłumaczy Turkowicz. - Muzyka i śpiew ma im pomóc przełamać ten strach, spowodowany obecnością na sali oprawcy.

Szefowa stowarzyszenia chciałaby również, aby w nowej siedzibie odbywały się dyżury policjanta, który tłumaczyłby, jak egzekwować swoje prawa. Marzy o stworzeniu klubu kobiet, gdzie poszkodowane mogłyby się spotykać, podzielić doświadczeniami, wzajemnie zachęcić do działania, podpowiadać innym, jak wyrwać się z kręgu przemocy.

- Bardzo się cieszę, że miasto przyznało stowarzyszeniu lokal - komentuje mecenas Lech Obara. - Na pewno na to zasługuje. Beata Turkowicz to osoba ogromnie zaangażowana w obronę ludzi wykluczonych, ofiar przemocy. Nie przyjmuje do wiadomości, że coś jest niemożliwe. I okazuje się, że to się sprawdza. Nowa siedziba na pewno pomoże jej w realizacji tych celów.

Kobiety, które korzystają z pomocy stowarzyszenia, wielokrotnie opowiadały mi, że dzięki spotkanym w nim ludziom, zmieniło się ich życie. - Mój mąż zdradzał mnie i był agresywny - wspomina jedna z maltretowanych. - Kiedy postanowiłam się z nim rozwieść, potrafił wpaść do mieszkania, zdemolować je i wynieść najcenniejsze rzeczy. Groził, że mnie załatwi. Jak nie on, to jego kumple. Przestrzegał, żebym nie szła z tym do sądu, bo on wszędzie ma kontakty i nikt nawet nie kiwnie palcem w mojej obronie. To może wydawać się śmieszne, ale zaczęłam w to wierzyć, wpadłam w depresję. Nie umiałam napisać pozwu rozwodowego, nie miałam pojęcia, jak starać się o alimenty i obronić przed agresją męża. Dopiero znajoma powiedziała mi o stowarzyszeniu. Zgłosiłam się na dyżur i od razu powiedzieli mi, co mam zrobić, pomogli od strony prawnej. Dzięki temu odzyskałam siły i uwierzyłam, że walka o swoje prawa ma sens. Sprawa rozwodowa jest trudna, ale nie zamierzam się wycofać.

Beata Turkowicz podsumowuje, że działalność stowarzyszenie nie byłaby możliwa, gdyby nie zaangażowanie osób, które bezinteresownie wspierają jego działalność. - Bardzo dziękuję przyjaciołom i sponsorom, którzy mi pomagali i nadal pomagają - mówi.

marta.belza@olsztyn.agora.pl

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów