Buty jeńców na drodze do Euro 2012
19.04.2011
, aktualizacja: 19.04.2011 19:14
Osobiste rzeczy więźniów jednego z największych obozów jenieckich z czasów II wojny światowej walają się po placu budowy ekspresowej "7". Archeolog prowadzący nadzór jest zaskoczony, że budowa weszła na teren stalagu
ZOBACZ TAKŻE
- Unikalna komora przy Wojska Polskiego będzie przeszklona (04-04-11, 20:01)
- "Wpis kamienic do rejestru zabytków to dla nas kłopot" (14-04-11, 18:51)
- Kamienice zapakowane w styropian. To się musi zmienić (17-06-11, 18:22)
- Konkurs na pomnik ku czci jeńców spod Olsztynka (17-08-11, 14:14)
- Cud-remont na Zatorzu. Inwestorzy jako wzór dla innych (12-06-11, 19:52)
- Stalag pod Olsztynkiem. Teraz czas na archeologów (29-04-11, 17:53)
- Wiaty z dworca zachodniego są w rejestrze zabytków (29-09-10, 17:13)
- Grunwald Niemcom źle się kojarzy, wolą Tannenberg (13-07-10, 18:33)
Od kilku tygodni maszyny budowlane pracują na terenie Stalagu Ib. To miejsce, przez które w latach 1939-1945 przewinęło się 650 tys. więźniów. Przebywali tu żołnierze polscy, francuscy, belgijscy, serbscy, włoscy i radzieccy. Na skutek głodu i chorób zginęło ok. 50 tys. osób. Najwięcej ofiar było wśród najgorzej traktowanych Rosjan. Tylko zimą 1941-1942 zmarło ich 25 tys.
Obóz rozrastał się i pod koniec wojny zajmował ponad 3 km kw. Po 1945 r. przypominały o nim już tylko skromne tablice informacyjne i zarośnięty głaz pamiątkowy. - Wstyd było, gdy przyjeżdżali tu byli więźniowie lub turyści - opowiada Bogumił Kuźniewski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Olsztynka. - Dlatego chcemy tu stworzyć park pamięci i historii obejmujący pobliski cmentarz jeniecki, teren samego obozu, a także obszar mauzoleum upamiętniającego ofiary bitwy pod Tannenbergiem z 1914 roku.
Budowa drogi S7 i obwodnicy Olsztynka ponownie przypomniała o tragicznej historii. W ubiegłym tygodniu Antoni Smoliński, archeolog nadzorujący prace nakazał wstrzymać roboty, bo maszyny natrafiły na ślady przeszłości. - Były to przedmioty należące do więźniów - mówi. - Byłem przekonany, że inwestycja omija obóz.
Jednak już wcześniej niektórzy ostrzegali, że budowa zbyt lekko obchodzi się z wojennymi pozostałościami. - Kiedy zginęła tablica z Auschwitz, był międzynarodowy skandal. Gdy tutaj spychacze rozjeżdżały pozostałości obozu, nikt się nie przejmował - mówi jeden z pasjonatów archeologii, który odwiedzał to miejsce w połowie marca. - Powinny być tu przeprowadzone poważne badania i dziwię się, że nie było na miejscu archeologa.
Smoliński przyznaje, że był tu wczesną wiosną i nie znalazł żadnych powodów do wstrzymania prac. Kolejna wizyta miała miejsce dopiero w kwietniu.
Dziś każdy może oglądać walające się wśród hałd ziemi fragmenty naczyń, butelki, szczotki, menażki. Najwięcej jest jednak jenieckiego obuwia. Są też ślady zabudowań.
Czy znaleziska powinny się tak poniewierać? - Teren budowy teoretycznie jest chroniony, poza tym przedmioty nie mają wartości dla złodziei - uspokaja Antoni Smoliński. - Najlepiej jednak będzie, jeśli możliwie szybko zostaną przekazane do badań.
Karol Głębocki, rzecznik prasowy olsztyńskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad uważa, że za wcześnie mówić o ewentualnych zmianach terminarza robót: - Nie wiedzieliśmy, że był tu obóz, a inwestycja była uzgadniana z wojewódzkim konserwatorem zabytków na etapie decyzji środowiskowej oraz uzyskiwania pozwoleń na budowę. Jesteśmy inżynierami, a nie historykami. Będziemy czekali na decyzje konserwatorów.
Ci wyjaśniają jednak, że stalag to nie zabytek, a wymóg nadzoru stałego archeologicznego był odpowiednim zabezpieczeniem. - Teren obozu nie jest wpisany do ewidencji ani rejestru i w świetle prawa nie jest zabytkiem. Ze względu na jego wartości związane z martyrologią najlepszą formą ochrony byłoby stworzenie tutaj parku kulturowego - wyjaśnia Barbara Zalewska, wojewódzki konserwator zabytków. - W środę wydamy decyzję co dalej. Prawo stanowi, że należy w takich przypadkach przebadać teren archeologicznie.
Na temat sposobu upamiętnienia obozu i przyszłości tego miejsca wypowiedzieć się ma Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa. - Jeśli przebieg drogi nie będzie niszczył istotnych śladów czy obiektów, to duża plansza informacyjna i wyniesione w górę fragmenty murów będą w stanie zatrzymać turystów i zainteresować historią tego miejsca - uważa Joanna Wańkowska-Sobiesiak, członkini rady. - Gmina będzie mogła liczyć na wsparcie wojewody przy zagospodarowaniu terenu.
KOMENTARZ: POTRZEBNY SZACUNEK DLA OFIAR
Prace budowlane w takim miejscu jak stalag wymagają szczególnej troski i pieczołowitości. Teren byłego obozu jest jednak traktowany jak każdy inny plac budowy. Rozjeżdżone fragmenty budynków, splantowany teren, hałdy ziemi i po rozrzucane
wśród nich elementy wyposażenia i przedmioty osobiste pokazują, że po ponad 60 latach obóz to dalej miejsce zapomniane i niechciane. Gdyby miejsce było wcześniej odpowiednio upamiętnione i przebadane, dziś nikt by się nie dziwił, że na drodze obwodnicy Olsztynka znajdują się ślady kaźni.
Niestety o tym miejscu więcej wiedzą Francuzi niż Polacy. Temat obozu nie był przedmiotem poważnych badań historycznych i naukowych. Paradoks polega na tym, że największy w województwie i tej części Europy obóz jeniecki budzi zainteresowanie dopiero, gdy "staje na drodze inwestycji" drogowej.
Uczczenie pamięci tragicznie zmarłych jest dla Polaków bardzo ważne. Pokazała to dobitnie kwestia pomnika dla ofiar
katastrofy smoleńskiej, która wywołała tak wiele dyskusji i kontrowersji. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że trzeba
je upamiętnić.
Pozostaje nadzieja, że po tym, co się stało pod Olsztynkiem, miejscu po obozie zostaną przywrócone należne szacunek i pamięć. To nie zablokuje inwestycji, a będzie świadczyło o naszej kulturze i wrażliwości. Na leży się to 650 tysiącom ludzi, którzy tutaj cierpieli i dziesiątkom tysięcy ofiar.
Obóz rozrastał się i pod koniec wojny zajmował ponad 3 km kw. Po 1945 r. przypominały o nim już tylko skromne tablice informacyjne i zarośnięty głaz pamiątkowy. - Wstyd było, gdy przyjeżdżali tu byli więźniowie lub turyści - opowiada Bogumił Kuźniewski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Olsztynka. - Dlatego chcemy tu stworzyć park pamięci i historii obejmujący pobliski cmentarz jeniecki, teren samego obozu, a także obszar mauzoleum upamiętniającego ofiary bitwy pod Tannenbergiem z 1914 roku.
Budowa drogi S7 i obwodnicy Olsztynka ponownie przypomniała o tragicznej historii. W ubiegłym tygodniu Antoni Smoliński, archeolog nadzorujący prace nakazał wstrzymać roboty, bo maszyny natrafiły na ślady przeszłości. - Były to przedmioty należące do więźniów - mówi. - Byłem przekonany, że inwestycja omija obóz.
Jednak już wcześniej niektórzy ostrzegali, że budowa zbyt lekko obchodzi się z wojennymi pozostałościami. - Kiedy zginęła tablica z Auschwitz, był międzynarodowy skandal. Gdy tutaj spychacze rozjeżdżały pozostałości obozu, nikt się nie przejmował - mówi jeden z pasjonatów archeologii, który odwiedzał to miejsce w połowie marca. - Powinny być tu przeprowadzone poważne badania i dziwię się, że nie było na miejscu archeologa.
Smoliński przyznaje, że był tu wczesną wiosną i nie znalazł żadnych powodów do wstrzymania prac. Kolejna wizyta miała miejsce dopiero w kwietniu.
Dziś każdy może oglądać walające się wśród hałd ziemi fragmenty naczyń, butelki, szczotki, menażki. Najwięcej jest jednak jenieckiego obuwia. Są też ślady zabudowań.
Czy znaleziska powinny się tak poniewierać? - Teren budowy teoretycznie jest chroniony, poza tym przedmioty nie mają wartości dla złodziei - uspokaja Antoni Smoliński. - Najlepiej jednak będzie, jeśli możliwie szybko zostaną przekazane do badań.
Karol Głębocki, rzecznik prasowy olsztyńskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad uważa, że za wcześnie mówić o ewentualnych zmianach terminarza robót: - Nie wiedzieliśmy, że był tu obóz, a inwestycja była uzgadniana z wojewódzkim konserwatorem zabytków na etapie decyzji środowiskowej oraz uzyskiwania pozwoleń na budowę. Jesteśmy inżynierami, a nie historykami. Będziemy czekali na decyzje konserwatorów.
Ci wyjaśniają jednak, że stalag to nie zabytek, a wymóg nadzoru stałego archeologicznego był odpowiednim zabezpieczeniem. - Teren obozu nie jest wpisany do ewidencji ani rejestru i w świetle prawa nie jest zabytkiem. Ze względu na jego wartości związane z martyrologią najlepszą formą ochrony byłoby stworzenie tutaj parku kulturowego - wyjaśnia Barbara Zalewska, wojewódzki konserwator zabytków. - W środę wydamy decyzję co dalej. Prawo stanowi, że należy w takich przypadkach przebadać teren archeologicznie.
Na temat sposobu upamiętnienia obozu i przyszłości tego miejsca wypowiedzieć się ma Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa. - Jeśli przebieg drogi nie będzie niszczył istotnych śladów czy obiektów, to duża plansza informacyjna i wyniesione w górę fragmenty murów będą w stanie zatrzymać turystów i zainteresować historią tego miejsca - uważa Joanna Wańkowska-Sobiesiak, członkini rady. - Gmina będzie mogła liczyć na wsparcie wojewody przy zagospodarowaniu terenu.
KOMENTARZ: POTRZEBNY SZACUNEK DLA OFIAR
Prace budowlane w takim miejscu jak stalag wymagają szczególnej troski i pieczołowitości. Teren byłego obozu jest jednak traktowany jak każdy inny plac budowy. Rozjeżdżone fragmenty budynków, splantowany teren, hałdy ziemi i po rozrzucane
wśród nich elementy wyposażenia i przedmioty osobiste pokazują, że po ponad 60 latach obóz to dalej miejsce zapomniane i niechciane. Gdyby miejsce było wcześniej odpowiednio upamiętnione i przebadane, dziś nikt by się nie dziwił, że na drodze obwodnicy Olsztynka znajdują się ślady kaźni.
Niestety o tym miejscu więcej wiedzą Francuzi niż Polacy. Temat obozu nie był przedmiotem poważnych badań historycznych i naukowych. Paradoks polega na tym, że największy w województwie i tej części Europy obóz jeniecki budzi zainteresowanie dopiero, gdy "staje na drodze inwestycji" drogowej.
Uczczenie pamięci tragicznie zmarłych jest dla Polaków bardzo ważne. Pokazała to dobitnie kwestia pomnika dla ofiar
katastrofy smoleńskiej, która wywołała tak wiele dyskusji i kontrowersji. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że trzeba
je upamiętnić.
Pozostaje nadzieja, że po tym, co się stało pod Olsztynkiem, miejscu po obozie zostaną przywrócone należne szacunek i pamięć. To nie zablokuje inwestycji, a będzie świadczyło o naszej kulturze i wrażliwości. Na leży się to 650 tysiącom ludzi, którzy tutaj cierpieli i dziesiątkom tysięcy ofiar.









