Dwa helikoptery w hangarze. Nowy i stary
2011-02-01
, aktualizacja: 01.02.2011 20:06
Połowa kwietnia to termin rozpoczęcia dyżurów w Olsztynie przez EC 135, nowy helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Zaczynamy inną epokę - mówią piloci, którzy szkolą się w lotach śmigłowcem
ZOBACZ TAKŻE
- Dajtki czy Gryźliny? Skąd wyleci śmigłowiec pogotowia (03-03-10, 20:35)
- Helikopter latał 4 godziny nad Likusami. Dlaczego? (01-06-11, 19:17)
- Koniec Mi-2. Nowa era lotniczego pogotowia w Olsztynie (26-04-11, 18:26)
- Nękanie pogotowia. Rekordzista dzwonił 300 razy (10-02-11, 20:05)
- Plan uchylony. Ratowniczy śmigłowiec zostaje w Olsztynie (10-03-10, 19:45)
Ponad 30-letni Mi-2 w żółtych barwach, który dyżuruje w olsztyńskim pogotowiu, jest dobrze znany olsztynianom i mieszkańcom regionu. Jego nieco garbatą sylwetkę widać na niebie, kiedy wiezie ciężko chorego pacjenta. Jak jednak zapowiada Wacław Kocój, szef olsztyńskich pilotów, ten widok niedługo przejdzie do historii.
W hangarze lotniska na Dajtkach stoi już bowiem nowa maszyna, która przejmie obowiązki wysłużonego helikoptera, skonstruowanego jeszcze w latach 60. ub. stulecia. - Szkolę teraz swoich kolegów Romana Kozłowskiego i Grzegorza Jarockiego, którzy przesiedli się na nową konstrukcję - opowiada Kocój. On sam naukę pilotażu śmigłowca przeszedł w niemieckiej siedzibie producenta. - Obaj mają zakaz siadania za sterami starej maszyny, której prowadzenie różni się diametralnie od eurokoptera.
Jak wyjaśniają olsztyńscy lotnicy, EC 135 jest dosłownie naszpikowany elektroniką, której brakuje w Mi-2. Ma m.in. autopilota, który pozwala pokonać większość trasy bez ingerencji pilota, urządzenia sygnalizujące zbliżanie się innych statków powietrznych, radar pogodowy, pozwalający ominąć niebezpieczne obszary burzy, oraz tzw. transponder, umożliwiający pilotaż w dzień i w nocy. - Kokpit to właściwie same monitory, pokazujące wskazania komputerów - mówi Roman Kozłowski. - Nie brakuje też systemu wentylacji, który zapewnia odpowiednią temperaturę w kabinie. Ma to znaczenie szczególnie latem, w szczycie sezonu turystycznego, kiedy latamy po 80 razy w miesiącu, a bywały dni z nawet siedmioma akcjami.
Śmigłowiec ma też kamerę na podczerwień, która ułatwia lądowanie w nocy, choć, jak zastrzegają piloci, nie oznacza to, że może lądować przy każdej pogodzie. - Podstawa chmur musi mieć przynajmniej 150 metrów, a widoczność nie może być mniejsza niż półtora kilometra - wyjaśnia Kocój.
We wtorek miał się odbyć lot szkoleniowy, który wymaga znacznie lepszych warunków - 1200 metrów podstawy chmur i 5-kilometrowej widoczności. Te warunki nie były spełnione, więc śmigłowiec nie mógł wystartować. - Mamy jednak nadzieję, że tak, jak było planowane, uda się nam zrealizować do połowy kwietnia program szkoleniowy i EC 135 zacznie od tej pory dyżury - dodaje Kocój.
Olsztyńskie pogotowie jest jednym z trzech (razem z Gliwicami i Suwałkami), które otrzymują nowy sprzęt w ostatniej kolejności. Pierwsze z 23 maszyn jeszcze w 2009 r. przyleciały do Krakowa i Szczecina.
Piloci podkreślają, że tak silnie skomputeryzowany helikopter potrzebuje lepszych warunków przechowywania. Jak już pisaliśmy, takich standardów nie spełnia hangar Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego, z którego gościnności korzysta LPR. - W użytkowanym przez nas hangarze przechowywane są także inne samoloty, mają do niego wstęp ludzie niezwiązani z LPR - mówił rok temu "Gazecie" Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. - Warta 22 mln zł nowa maszyna, z delikatnym wyposażeniem elektronicznym, wymaga osobnego pomieszczenia, by odpowiednio ją serwisować.
Taki hangar ma zostać wybudowany. Justyna Wojteczek, rzeczniczka LPR, powiedziała nam w marcu 2010 r., że inwestycja potrwa prawdopodobnie dwa lata. Według Wacława Kocója 10 lutego u wojewody ma odbyć się spotkanie w sprawie budowy hangaru. Tę informację potwierdza Alfred Wenzlawski z biura prasowego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie.
W hangarze lotniska na Dajtkach stoi już bowiem nowa maszyna, która przejmie obowiązki wysłużonego helikoptera, skonstruowanego jeszcze w latach 60. ub. stulecia. - Szkolę teraz swoich kolegów Romana Kozłowskiego i Grzegorza Jarockiego, którzy przesiedli się na nową konstrukcję - opowiada Kocój. On sam naukę pilotażu śmigłowca przeszedł w niemieckiej siedzibie producenta. - Obaj mają zakaz siadania za sterami starej maszyny, której prowadzenie różni się diametralnie od eurokoptera.
Jak wyjaśniają olsztyńscy lotnicy, EC 135 jest dosłownie naszpikowany elektroniką, której brakuje w Mi-2. Ma m.in. autopilota, który pozwala pokonać większość trasy bez ingerencji pilota, urządzenia sygnalizujące zbliżanie się innych statków powietrznych, radar pogodowy, pozwalający ominąć niebezpieczne obszary burzy, oraz tzw. transponder, umożliwiający pilotaż w dzień i w nocy. - Kokpit to właściwie same monitory, pokazujące wskazania komputerów - mówi Roman Kozłowski. - Nie brakuje też systemu wentylacji, który zapewnia odpowiednią temperaturę w kabinie. Ma to znaczenie szczególnie latem, w szczycie sezonu turystycznego, kiedy latamy po 80 razy w miesiącu, a bywały dni z nawet siedmioma akcjami.
Śmigłowiec ma też kamerę na podczerwień, która ułatwia lądowanie w nocy, choć, jak zastrzegają piloci, nie oznacza to, że może lądować przy każdej pogodzie. - Podstawa chmur musi mieć przynajmniej 150 metrów, a widoczność nie może być mniejsza niż półtora kilometra - wyjaśnia Kocój.
We wtorek miał się odbyć lot szkoleniowy, który wymaga znacznie lepszych warunków - 1200 metrów podstawy chmur i 5-kilometrowej widoczności. Te warunki nie były spełnione, więc śmigłowiec nie mógł wystartować. - Mamy jednak nadzieję, że tak, jak było planowane, uda się nam zrealizować do połowy kwietnia program szkoleniowy i EC 135 zacznie od tej pory dyżury - dodaje Kocój.
Olsztyńskie pogotowie jest jednym z trzech (razem z Gliwicami i Suwałkami), które otrzymują nowy sprzęt w ostatniej kolejności. Pierwsze z 23 maszyn jeszcze w 2009 r. przyleciały do Krakowa i Szczecina.
Piloci podkreślają, że tak silnie skomputeryzowany helikopter potrzebuje lepszych warunków przechowywania. Jak już pisaliśmy, takich standardów nie spełnia hangar Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego, z którego gościnności korzysta LPR. - W użytkowanym przez nas hangarze przechowywane są także inne samoloty, mają do niego wstęp ludzie niezwiązani z LPR - mówił rok temu "Gazecie" Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. - Warta 22 mln zł nowa maszyna, z delikatnym wyposażeniem elektronicznym, wymaga osobnego pomieszczenia, by odpowiednio ją serwisować.
Taki hangar ma zostać wybudowany. Justyna Wojteczek, rzeczniczka LPR, powiedziała nam w marcu 2010 r., że inwestycja potrwa prawdopodobnie dwa lata. Według Wacława Kocója 10 lutego u wojewody ma odbyć się spotkanie w sprawie budowy hangaru. Tę informację potwierdza Alfred Wenzlawski z biura prasowego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




