Dlaczego konsultacje społeczne w Olsztynie są nudne
2010-08-25
, aktualizacja: 25.08.2010 16:59
Nie jest łatwo urzędnikom spytać mieszkańców o zdanie, tak by zachęcić ich do odpowiedzi. Przy społecznych konsultacjach dotyczących tramwajów nie pomogło nawet wynajęcie firmy. Było smutno, nudno i byle jak
ZOBACZ TAKŻE
- Ratusz: mieszkańcy profesjonalnie wyrażą opinię (14-01-11, 15:47)
- Urzędnicy nas posłuchają. Najpierw w sprawie parku (02-01-11, 18:31)
- Konsultacje społeczne nie muszą być katuszami (27-08-10, 19:25)
- Porozmawiają z urzędnikami o ścieżce nad Długim (21-07-10, 19:01)
- Radni przegłosowali połączenie szkół. Cześć była przeciw (27-01-10, 18:43)
- Którędy pojadą tramwaje - konsultacje po macoszemu (28-12-09, 17:05)
Już sam tytuł spotkania wywieszony na drzwiach sali magistratu, w której odbywało się spotkanie, źle wróżył: "Rozprawa administracyjna w związku z prowadzonym postępowaniem o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia polegającego na modernizacji i rozwoju zintegrowanego systemu transportu zbiorowego w Olsztynie". Uff...
A dalej było jeszcze gorzej. Na podstawie liczby uczestników można dojść do wniosku, że albo bardzo mało osób interesuje się tramwajami, albo, że nie jest najlepszym pomysłem organizowanie takich spotkań w czasie wakacyjnym. Obecni na sali mieszkańcy wskazywali raczej na to drugie.
Jednak konsultacje były nie tylko porażką frekwencyjną. O ile Jan Friedberg z krakowskiej firmy konsultingowej IMS przedstawił kolejny raz założenia projektu i był osobą zorientowaną w problematyce, o tyle do pozostałej części spotkania uczestnicy mieli bardzo poważne zastrzeżenia.
Dlaczego? Organizatorzy uznali, że wszyscy, którzy przyszyli na spotkanie, zapoznali się z liczącą ok. 200 stron dokumentacją, tymczasem najwyraźniej sami nie do końca byli zorientowani, o czym mówią... Przedstawiciele wynajętej przez ratusz firmy z Katowic nie potrafili np. powiedzieć, ile drzew może zostać wyciętych przy okazji budowy linii, a na pytanie, na podstawie czego założono zmniejszenie ruchu samochodowego po uruchomieniu linii tramwajowych, sala usłyszała od konsultanta, że trzeba w to wierzyć... Tymczasem według inwentaryzacji zieleni zawartej w raporcie, w pasie przebiegu linii tramwajowych jest 508 drzew, jednak konkretną liczbę poznamy dopiero po wykonaniu projektu technicznego.
Poza tym na spotkaniu można było pytać jedynie o sprawy dotyczące przyrody. Każdy, kto chciał dowiedzieć się o inne związane z projektem sprawy, był odsyłany do "księgi pytań". Nie dowiedzieliśmy się zatem niczego o rozkładach jazdy czy układzie tras tramwajowych. Urzędnicy zapewniali że odpowiedzi przyślą do zainteresowanych w "terminie późniejszym".
Według opinii większości uczestników, jeśli tak dalej pójdzie, to liczba chętnych do brania udziału w kolejnych konsultacji będzie tylko spadać. - Według mnie wyglądało to tak, jakby ktoś chciał "odfajkować" spotkanie - mówi Tomasz Birezowski, prezes Forum Rozwoju Olsztyna.
- Ja bym w ogóle nie zapłacił firmie przygotowującej te konsultacje - skomentował z kolei były wiceprezydent Tomasz Głażewski.
Dlaczego formuły spotkań z mieszkańcami nie sprawdzają się w Olsztynie? - Z konsultacjami społecznymi jest taki problem, że często są postrzegane jako zło konieczne, a samorząd musi po prostu w pewnym momencie je przeprowadzić - mówi Jacek Biliński, asystent w katedrze socjologii Collegium Civitas w Warszawie. - Wiele zależy od urzędu. Spotkałem się z formami, które z konsultacjami niewiele mają wspólnego: ankiety czy słabo rozreklamowane spotkania.
Biliński uważa, że właśnie bezpośrednie rozmowy mogą być najbardziej efektywne i przyczyniać się do tego, że ludzie będą mieli poczucie wpływu na to, co się dzieje w mieście i co się planuje. Jednak i tutaj kryją się zagrożenia. - Urzędnicy nie zawsze są odpowiednio przygotowani - mówi socjolog. - Nie ma jednej recepty, jednak na takim spotkaniu potrzebny jest dobry mediator, który umie dopilnować, żeby spotkanie przebiegało w odpowiedniej atmosferze.
A dalej było jeszcze gorzej. Na podstawie liczby uczestników można dojść do wniosku, że albo bardzo mało osób interesuje się tramwajami, albo, że nie jest najlepszym pomysłem organizowanie takich spotkań w czasie wakacyjnym. Obecni na sali mieszkańcy wskazywali raczej na to drugie.
Jednak konsultacje były nie tylko porażką frekwencyjną. O ile Jan Friedberg z krakowskiej firmy konsultingowej IMS przedstawił kolejny raz założenia projektu i był osobą zorientowaną w problematyce, o tyle do pozostałej części spotkania uczestnicy mieli bardzo poważne zastrzeżenia.
Dlaczego? Organizatorzy uznali, że wszyscy, którzy przyszyli na spotkanie, zapoznali się z liczącą ok. 200 stron dokumentacją, tymczasem najwyraźniej sami nie do końca byli zorientowani, o czym mówią... Przedstawiciele wynajętej przez ratusz firmy z Katowic nie potrafili np. powiedzieć, ile drzew może zostać wyciętych przy okazji budowy linii, a na pytanie, na podstawie czego założono zmniejszenie ruchu samochodowego po uruchomieniu linii tramwajowych, sala usłyszała od konsultanta, że trzeba w to wierzyć... Tymczasem według inwentaryzacji zieleni zawartej w raporcie, w pasie przebiegu linii tramwajowych jest 508 drzew, jednak konkretną liczbę poznamy dopiero po wykonaniu projektu technicznego.
Poza tym na spotkaniu można było pytać jedynie o sprawy dotyczące przyrody. Każdy, kto chciał dowiedzieć się o inne związane z projektem sprawy, był odsyłany do "księgi pytań". Nie dowiedzieliśmy się zatem niczego o rozkładach jazdy czy układzie tras tramwajowych. Urzędnicy zapewniali że odpowiedzi przyślą do zainteresowanych w "terminie późniejszym".
Według opinii większości uczestników, jeśli tak dalej pójdzie, to liczba chętnych do brania udziału w kolejnych konsultacji będzie tylko spadać. - Według mnie wyglądało to tak, jakby ktoś chciał "odfajkować" spotkanie - mówi Tomasz Birezowski, prezes Forum Rozwoju Olsztyna.
- Ja bym w ogóle nie zapłacił firmie przygotowującej te konsultacje - skomentował z kolei były wiceprezydent Tomasz Głażewski.
Dlaczego formuły spotkań z mieszkańcami nie sprawdzają się w Olsztynie? - Z konsultacjami społecznymi jest taki problem, że często są postrzegane jako zło konieczne, a samorząd musi po prostu w pewnym momencie je przeprowadzić - mówi Jacek Biliński, asystent w katedrze socjologii Collegium Civitas w Warszawie. - Wiele zależy od urzędu. Spotkałem się z formami, które z konsultacjami niewiele mają wspólnego: ankiety czy słabo rozreklamowane spotkania.
Biliński uważa, że właśnie bezpośrednie rozmowy mogą być najbardziej efektywne i przyczyniać się do tego, że ludzie będą mieli poczucie wpływu na to, co się dzieje w mieście i co się planuje. Jednak i tutaj kryją się zagrożenia. - Urzędnicy nie zawsze są odpowiednio przygotowani - mówi socjolog. - Nie ma jednej recepty, jednak na takim spotkaniu potrzebny jest dobry mediator, który umie dopilnować, żeby spotkanie przebiegało w odpowiedniej atmosferze.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Dlaczego konsultacje społeczne w Olsztynie są n...
ewa1-23
27.08.10, 09:21
A po co autorytarnej władzy "konsultacje", skoro władza wie lepiej? »
Najczęściej czytane24 htydzień


