Wybory już w niedzielę. Namów sąsiada, by głosował

Tomasz Kurs
2010-06-14 , aktualizacja: 14.06.2010 20:11
A A A Drukuj
Jak to zrobić? Można postraszyć złym wyborem. Warto jednak uważać co się mówi, bo nie chodzi to, żeby się pokłócić ze szwagrem albo znajomym - mówi socjolog
Gietrzwałd. Wybory do europarlamentu w 2009 roku
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Gietrzwałd. Wybory do europarlamentu w 2009 roku
Rozmowa z dr. Mikołajem Cześnikiem, politologiem i socjologiem z Instytutu Studiów Politycznych PAN i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, który m.in. bada zachowania wyborców.

Mówi psycholog

Tomasz Kurs: - Podczas ostatniej kampanii do parlamentu w 2007 r. była akcja "zabierz babci dowód". Łatwiej chyba utrudnić i zniechęcić niż nakłonić kogoś do udziału w głosowaniu?

Mikołaj Cześnik: - Jest grupa, może kilkanaście procent społeczeństwa, która zawsze chodzi na wybory i tylko coś wyjątkowego może ją powstrzymać od głosowania. Podobny odsetek nie chodzi do wyborów nigdy. Największa część społeczeństwa, jakieś 50-60 proc., na wybory chadza, choć nie zawsze. A pójście uzależnia od wielu różnych rzeczy. Tacy ludzie, jeśli nie sprzyjają okoliczności, np. wykupili jakiś czas temu wycieczkę, zupełnie nie będą się przejmowali tym, że ominie ich głosowanie. Ich rzeczywiście łatwiej zniechęcić niż zachęcić do wyborów.

Wiele osób mimo deklaracji ostatecznie zostaje w domu. Dlaczego?

- Przekaz medialny przekonuje, że jeśli jesteś dobrym obywatelem, to głosujesz, a inaczej jesteś egoistą. Namawiają też do tego w szkole i kościele. Taki człowiek ma poczucie, że nie wypada nie głosować i niezręcznie mu się przyznać, że tego nie robi. Dlatego twierdzi, że na wybory pójdzie, choć nie bardzo ma ochotę. Czasem wystarczającym powodem do opuszczenia głosowania jest grill u kolegi. Z drugiej strony ktoś taki ma poczucie, że wypada pójść głosować, i jest potencjalnym wyborcą, którego można przekonać do udziału w głosowaniu. Tylko trzeba tego dokonać.

Czy są jakieś chwyty, które pomogą przekonać do udania się do urn?

- Negatywne emocje działają bardziej niż pozytywne. Dlatego politycy korzystają z tego i mówią: "Idźcie głosować na kogokolwiek, byle nie na niego, bo on zabierze zasiłki, pozamyka szkoły itd. To działa mocniej niż mówienie, że jest się najlepszym kandydatem, ma się najlepszy program itd. Poza tym, obywatele niezbyt wierzą w polityków i dlatego mówienie o słabościach przeciwnika jest słuchane chętniej. Na świecie przyciąga się wyborców do urn także na inne sposoby, także "pozytywne". Na Białorusi przejawia się to np. w poczęstunkach w lokalach wyborczych albo możliwością tanich zakupów. W systemach anglosaskich popularne jest chodzenie po domach albo telefoniczne namawianie do głosowania. Można to też robić listownie albo za pomocą mailingu elektronicznego. Najlepszy jest jednak kontakt bezpośredni. Może to być wolontariusz, ale i sam kandydat. Jeśli się uśmiechnie, poda rękę, da autograf albo pogłaszcze dziecko, to wytwarza się specyficzna więź i poczucie, że to "ludzkie panisko". To działa zwłaszcza wtedy, kiedy jest jedynym w ten sposób poznanym kandydatem.

Jak możemy przekonać sąsiada albo znajomego, żeby jednak poszedł na wybory?

- Jeśli chcemy pobawić się w kogoś takiego, kto chce zrobić przysługę demokracji, to potrzebne jest zastrzeżenie. Trudno jest nakłonić do głosowania osobę, która nie ma poczucia obowiązku w tej sprawie. Łatwiej przekonać tych, którzy się wahają. Jeśli czujemy się na siłach, możemy zrobić komuś takiemu wykład o demokracji i potrzebie uczestnictwa. Łatwiej jednak zacząć od przekonywania do głosowania na konkretnego kandydata. Lepiej wcześniej rozpoznać wstępne preferencje polityczne takiej osoby. Inaczej cała para pójdzie w gwizdek. W przypadku swoich bliskich zwykle znamy ich przekonania. Wskazówką może także być wiek, płeć, religijność takiej osoby. Żeby skutecznie kogoś przekonać, należy starać się wykazać związek pomiędzy polityką i życiem konkretnego człowieka. Dla przykładu, tak długo, jak nie wybierzemy polityków, którzy umieją się zająć kolejami, będziemy jeździć brudnymi pociągami. Udowodnijmy, że nie ma sposobu na "wypisanie się" z polityki. Przekonujemy się o tym płacąc podatki, chorując, posyłając dziecko do szkoły. Trzeba przedstawić ten związek i wpływ polityki na życie takiego niezdecydowanego wyborcy. Dotyczy to nawet życia intymnego. Choćby kwestia in vitro.

A jeśli ktoś się uprze? Można go postraszyć?

- Żyjemy w wolnym kraju. Mamy też wolność postraszenia niedobrym wyborem. Gdy ktoś mi tłumaczy, że Iksiński to niedobry wybór, ja się nie obrażam. Warto jednak uważać, bo nie chodzi to, żeby się pokłócić ze szwagrem albo znajomym. Różnice poglądów są czymś normalnym, ale to nie powód, żeby traktować kogoś jak wroga.

Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Podatniku. poprzyj "demokrację",w której ewa1-23 15.06.10, 12:47

    wystarczy, że banda górników pójdzie pod sejm z pałami w rękach i zdobędzie prawo do korzystania z twoich składek emerytalnych! Podatniku, nie bądź chytry - finansuj rolnikom (i mundurowym»