W klasach więcej uczniów, mniej nauczycieli

Grzegorz Szydłowski
2010-06-10 , aktualizacja: 10.06.2010 19:01
A A A Drukuj
To kolejny pomysł ratusza na reformę olsztyńskiej edukacji. Rodzice mówią, że urzędnicy eksperymentują na ich dzieciach
Krystyna Bielska zrobi wszystko, by jej córka Klaudia z IVd nie musiała zmieniać klasy
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Krystyna Bielska zrobi wszystko, by jej córka Klaudia z IVd nie musiała zmieniać klasy
Redukcja dotyczy kilku podstawówek. W Szkole Podstawowej nr 9 na Zatorzu są cztery klasy czwarte. Od nowego roku szkolnego będą trzy. Dzieci z likwidowanego oddziału zostaną przeniesione do pozostałych klas. Rodzice są wstrząśnięci planami ratusza. - Jestem w szoku - przyznaje Krystyna Bielska, której córka chodzi w "dziewiątce" do klasy, która od września przestanie istnieć. - Dla urzędników liczą się jedynie liczby, nic więcej. Nie zdają sobie sprawy, że to jest dramat dla dzieci, które razem uczą się już od zerówki.

Dyrektor "dziewiątki", szukając jak najmniej bolesnego rozwiązania, chce rozdzielić dzieci według ich sympatii koleżeńskich. Ale nawet to nie zadowala rodziców. - Będziemy walczyć, by tę reformę powstrzymać - zapowiada pani Krystyna.

Cięcia o jedną klasę dotkną również SP 10 przy ul. Niepodległości i SP 2 przy ul. Kościuszki. - Dla mnie to najtrudniejsza decyzja w dotychczasowej pracy - przyznaje Iwona Jasińska, dyrektor "dwójki". - Wiem, co czują rodzice i dzieci. Tym bardziej że nie jest to zmiana dotykająca jednej lub dwóch osób. Po sześciu uczniów z likwidowanego oddziału przejdzie do innych klas. Sytuacji od września bacznie będą się przyglądać wychowawcy, pedagog oraz psycholog.

Urzędnicy tłumaczą, że są szkoły, gdzie w klasach jest po 18 dzieci, podczas gdy w innych znacznie więcej. - Dążymy do tego, by liczba uczniów w klasie wynosiła minimalnie 26 i we wszystkich szkołach była porównywalna - mówi Hanna Kowalska, dyrektor ratuszowego wydziału edukacji.

Gdy klas zostanie mniej, będzie też można zredukować liczbę nauczycieli. Te kroki pozwolą obniżyć koszt utrzymania jednego ucznia. - W tej chwili coraz więcej musimy dokładać do ich utrzymania - dodaje dyrektor wydziału edukacji.

- Pierwszy raz muszę podjąć decyzję o połączeniu klas - komentuje Wojciech Tański, dyrektor SP 9. - Z jednej strony miasto pokazuje merytoryczne przyczyny takich decyzji, z drugiej mam rozgoryczonych rodziców, dla których koszty społeczne są niewspółmierne do zysków ekonomicznych.

Statystyki pokazują, że podobnych drastycznych kroków może być w przyszłości więcej, bo liczba uczniów maleje, dlatego reforma prawdopodobnie nie ominie także gimnazjów. Wraca pomysł połączenia trzech z nich: "piątki" przy ul. Konopnickiej, "szóstki" przy ul. Jagiellończyka i sportowej "dziesiątki" przy ul. Gietkowskiej. - Liczba uczniów uczęszczająca do tych szkół powoduje, że z powodzeniem mogą uczyć się w jednym budynku, a i tak nie wpłynie to na jakość nauki i ich bezpieczeństwo - przekonuje Kowalska. Wcześniej ratusz miał pomysł, by połączyć Gimnazjum nr 5 i 15 w Gutkowie, ale po protestach rodziców zrezygnował z tego.

Przypomnijmy, że z raportu o stanie oświaty w Olsztynie wynika, że w szkołach zaczyna się niż demograficzny. Najgorzej będzie za trzy lata, gdy liczba gimnazjalistów z 5 tys. spadnie do 4,3 tys., czyli "wyparuje" ok. 30 klas.

grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl

FELIETON

TEŻ TO PRZESZEDŁEM

W dzieciństwie przeżyłem tę samą rewolucję, jaką teraz szykuje olsztyński ratusz uczniom podstawówek. W swojej szkole podstawowej - nieistniejącej już "piątce" na Zatorzu - w latach 80., gdy zaczynałem naukę, było ok. 60 pierwszaków w trzech klasach. Po trzech pierwszych latach przyszło zarządzenie, by zrobić z nich dwie. Dyrektorka zdecydowała, że rozwiąże tę, która była zdecydowanie najsłabsza. Z kilku uczniami z tej klasy, tymi nadpobudliwymi - jak byśmy dziś powiedzieli - nie chcieliśmy nigdy mieć do czynienia, ale musieliśmy się pogodzić z tym, że ok. 10 z nich zostało naszymi nowymi kolegami z ławki. Najlepiej pamiętam, jak martwiliśmy się, że przyjdzie Piotr, który był od nas starszy, bo nie zdał już w pierwszej klasie i którego wszyscy się obawiali. Baliśmy się też kilku innych, których widywaliśmy dotychczas tylko na przerwach. Nie chciałbym tego przeżywać jeszcze raz.

Dzisiejsi uczniowie podstawówek mają za dużo rewolucji na swojej szkolnej drodze - od egzaminów zewnętrznych po walkę o miejsce w lepszym gimnazjum - by fundować im kolejną.

Maciej Nowakowski

KOMENTARZ

REFORMA BEZ GŁOWY

Poprzednie pomysły urzędników olsztyńskiego ratusza, jak naprawić miejską oświatę, upadły pod koniec lutego. Czasu minęło niewiele, a pracownicy urzędu już zapomnieli o protestach rodziców i dyrektorów, którzy nie zgadzali się na zamykanie szkół, łączenie ich, przenoszenie uczniów, na dodatek nie rozumieli, czym kierował się ratusz typując szkoły do likwidacji. Dla nich te zmiany były wprowadzane na chybił trafił. Wiceprezydent Jerzy Szmit zapewniał wtedy, że nie rezygnuje z reformy, ale następne propozycje będzie konsultował z dyrektorami, związkami zawodowymi, radami rodziców. By każdy powiedział co o planach urzędu myśli.

Czas mijał, a deklaracja wiceprezydenta pozostawała deklaracją. Gdy jakiś czas temu pytałam, kiedy zaczną się obiecane dyskusje, dostałam odpowiedź, że na przygotowanie niekonfliktowego projektu reformy potrzeba czasu. Teraz okazuje się jednak, że urzędnicy znów postanowili zrobić reformę po swojemu, czyli po cichu.

Zmiany w edukacji są potrzebne, bo olsztyńska oświata należy do najdroższych w kraju. Nie jestem przeciw reformie, ale razi mnie sposób jej wprowadzania. Jeśli argumenty za zmianami będą rozsądne i zostaną we właściwy sposób przedstawione rodzicom, będziemy je wspierać. Jednak jak na razie urzędnicy nie lubią rozmów ani konsultacji. I sami narażają się na protesty oraz na słuszną krytykę. Takie działanie na pewno nie uzdrowi miejskiej edukacji.

Marta Bełza

Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

  • Re: W klasach więcej uczniów, mniej nauczycieli kacprzycki 10.06.10, 22:42

    dochodzę do wniosku, że najważniejszy czynnik - niezbędny do rozwoju miasta - edukacja - znalazł się w rekach nieodpowiedzialnych osób. Kolejny raz należy zbadać dogłębnie sprawę - »