Niepewna ul. Kaczyńskich. Coraz więcej wątpliwości

Grzegorz Szydłowski
2010-05-25 , aktualizacja: 25.05.2010 19:56
A A A Drukuj
Radni PiS od dwóch miesięcy próbują znaleźć większość dla pomysłu nadania którejś z ulic imienia Marii i Lecha Kaczyńskich. Dziś kolejna sesja rady miasta i znów nie wiadomo, czy uda im się pomysł przegłosować. - PiS wywiera presję, posługując się żałobą - przekonuje opozycja.
SONDAŻ
Czy chcesz, aby jedna z olsztyńskich ulic nosiła imię Marii i Lecha Kaczyńskich?

Tak
Nie
Odłóżmy decyzję na kilka lat, niech opadną emocje

PiS od katastrofy z 10 kwietnia szuka miejsca na uczczenie pamięci prezydenckiej pary, która wraz z 94 innym osobami zginęła w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Pierwotnie ich imieniem miał być nazwany budowany właśnie odcinek ul. Artyleryjskiej, ale okazało się to niemożliwe. Potem, jak pisaliśmy kilka dni temu, powstał nowy pomysł, by imieniem prezydenckiej pary nazwać ul. Sielską. Na poniedziałkowym posiedzeniu klubów radni PiS i Ponad Podziałami ustalili, że na środowej sesji rady miasta przedstawią projekt uchwały w sprawie zmiany nazwy ulicy. We wtorek miała go zaopiniować komisja gospodarki komunalnej rady miasta, ale dyskusja się nie odbyła. - Potrzeba namysłu - przekonuje radny PO Łukasz Łukaszewski, przewodniczący komisji gospodarki komunalnej. - Nie można pochopnie podejmować decyzji.

Halina Ciunel, przewodnicząca klubu radnych PO, dodaje: - W kwietniu ustaliliśmy z innymi klubami, że dajemy sobie miesiąc na przedyskutowanie, w jaki sposób uczcimy prezydencką parę. Ale żadnej dyskusji nie było. Za to tuż przed sesją dostajemy gotowy projekt uchwały [o zmianie patrona ulicy - red.]. To wywieranie na nas presji, posługując się żałobą.

Radny Grzegorz Smoliński, przewodniczący klubu PiS w radzie miasta, broni się, tłumacząc, że propozycja uczczenia pary prezydenckiej padła już dwa dni po katastrofie pod Smoleńskiem. - Ustalili to wspólnie przedstawiciele wszystkich klubów. Niech więc teraz PO dotrzyma słowa - stwierdził.

Radni PO ponownie mówią o zbytnim pośpiechu. - Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego w Warszawie [lata 2002-2005 - red.] tamtejsi radni przyjęli uchwałę, która zakłada, że kandydat może zostać patronem ulicy dopiero po pięciu latach od śmierci. Może także u nas powinno się zastosować podobne rozwiązanie? Na pewno powinniśmy mieć czas do namysłu - uważa Halina Ciunel.

Mariola Rabczon, przewodnicząca podkomisji zajmującej się nazewnictwem ulic w Warszawie, przekonuje, że te zasady z dobrym skutkiem tłumią negatywne emocje. - My Lecha Kaczyńskiego uczciliśmy pośmiertnym nadaniem mu honorowego obywatelstwa. I to chyba wystarczy, choć mieliśmy kłopot z przedstawieniem uzasadnienia tego wniosku. Trzeba kierować się rozsądkiem, zwłaszcza teraz, gdy trwa kampania wyborcza.

Coraz częściej pojawiają się głosy, że nazywanie ulic imieniem prezydenta odbywa się na siłę i pomija ocenę prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Wiesław Gałązka, specjalista od spraw marketingu politycznego: - Można nawet powiedzieć, że pośmiertne budowanie wizerunku to nic innego jak nekromarketing.

Podziel się

  • 82 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów