Zakazali leczyć. Zarzuty za reanimację

Marcin Wojciechowski
2010-04-15 , aktualizacja: 15.04.2010 17:40
A A A Drukuj
Zarzut narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia dostał lekarz, który zdaniem prokuratury nieprawidłowo reanimował 38-letniego mężczyznę. Pacjent zmarł

Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
To, czy olsztyński lekarz prawidłowo reanimował Zdzisława C. ustalał biegły z Akademii Medycznej w Białymstoku. Swoją opinię wydał na podstawie analizy materiału dowodowego, który w ciągu kilku ostatnich miesięcy został zebrany przez prokuraturę. Jego zdaniem, reanimacja 38-letniego mężczyzny była przeprowadzona na tyle nieprawidłowo, że mogło to narazić pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia albo spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. - Zarzut sformułowaliśmy właśnie w oparciu o tę opinię - mówi Jarosław Krzysztoń, szef Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ.

Śledztwo zapoczątkowane zostało tragicznym wydarzeniem, które ujawniła "Gazeta" na początku listopada 2009 roku. Zdzisław C. pracował w Różnowie koło Dywit. Gdy zasłabł, na pomoc przyjechała specjalistyczna karetka, w której był lekarz, ratownik i pielęgniarka. Mężczyzna jeszcze żył, gdy załoga karetki rozpoczynała reanimację. Lekarz chcąc przywrócić normalną akcję serca użył defibrylatora. Mimo to pacjent zmarł. Możliwe, że żadnego śledztwa w sprawie śmierci C. nigdy by nie było, gdyby nie inni lekarze, którzy mieli wątpliwości, czy ich kolega prawidłowo przeprowadził reanimację. Twierdzili, że użycie defibrylatora nie było w tym wypadku potrzebne, a mogło nawet przyczynić się do śmierci pacjenta. Jeden z lekarzy zgłosił tę sprawę policji, twierdząc, że mężczyzna mógł umrzeć właśnie w wyniku błędu lekarskiego.

Śledczy zarzucili medykowi narażenie Zdzisława C. na utratę życia, a nie spowodowanie jego śmierci, choć reanimacja zakończyła się zgonem ratowanego pacjenta. - Biegły wyraźnie dowiódł tylko tego, że błędy, które lekarz popełnił podczas reanimacji mogły narazić pacjenta na utratę życia. Nie powiedział on, że to właśnie te nieprawidłowości były bezpośrednią przyczyną śmierci 38-latka - tłumaczy Jarosław Krzysztoń.

Prokuratura zdecydowała się zakazać lekarzowi wykonywania zawodu do czasu zakończenia tej sprawy. Gdy medyk reanimował Zdzisława C. był zatrudniony przez Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego w Olsztynie. - Z tego, co pamiętam lekarz już na początku roku przestał u nas pracować - mówi Marek Myszkowski, dyrektor stacji.

Lekarz złożył wyjaśnienia w prokuraturze. Nie przyznał się do winy. Śledczy nie potrafią jeszcze powiedzieć, kiedy zakończą postępowanie w tej sprawie. - Zbieraliśmy również materiały dowodowe dotyczące kilku innych przypadków, gdy ten sam lekarz ratował życie pacjentów. Dlatego prawdopodobnie będziemy występować o kolejne opinie biegłych - tłumaczy prokurator Krzysztoń.

Wyjaśnienia tej sprawy z niecierpliwością oczekuje rodzina zmarłego mężczyzny. - Ale nie chcę o niej mówić aż do czasu zakończenia prokuratorskiego postępowania - mówi nam jedna z bliskich zmarłego 38-latka.

Lekarzowi za narażenie Zdzisława C. na utratę życia grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

nie pracuje

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów