Trybunał Praw Człowieka na pomoc celnikom
2010-04-01
, aktualizacja: 01.04.2010 19:05
Celnik z Bezled, niesłusznie oskarżony o łapownictwo, pozwał Polskę przed Europejski Trybunał Praw Człowieka. W kolejce czekają kolejni poszkodowani funkcjonariusze
ZOBACZ TAKŻE
- Oni też już wygrali przed Trybunałem (01-04-10, 19:06)
- Staną przed sądem, bo obrzucili cegłami celników (08-02-10, 19:11)
- Przemytnicy straszą celników - niszczą im auta (03-08-09, 19:16)
- Wielki zaciąg u celników. Szukają do pracy (16-07-09, 19:00)
- Zamach na celnika, rzucili butelką z płynem zapalającym (03-05-10, 17:55)
Zbigniew Bojarski zaczął pracę na polsko-rosyjskim przejściu granicznym w Bezledach 18 listopada 1993 r. Najpierw zajmował się odprawą samochodów, a od 2000 r. pracował w kasie. U przełożonych miał dobrą opinię. - Dwa dni po 10. rocznicy rozpoczęcia pracy do domu przyszła policja - wspomina. - Dzień później sędzia wlepił mi trzy miesiące aresztu. Żona garściami łykała tabletki uspokajające, dzieci nie chciały usiąść do stołu wigilijnego, a mnie podczas pobytu w areszcie nikt nie przesłuchał. Nie wiedziałem, co się dzieje. Zrobiono ze mnie pospolitego bandytę.
Śledczy zarzucili celnikowi z Bezled przyjęcie od dwóch Rosjan łapówek, co najmniej 500 dolarów w okresie w latach 1998-1999. To miała być cena za przymknięcie oka na przemycane papierosy i alkohol. Podobnych spraw przeciwko celnikom olsztyńska prokuratura prowadziła wtedy kilka. Bojarskiego oskarżał prokurator Piotr Jasiński, który zajmował się potem zabójstwem Krzysztofa Olewnika - w ostatnich miesiącach spadła na niego ostra krytyka za sposób prowadzenia śledztwa związanego z tym głośnym porwaniem.
Bojarski wyszedł z aresztu w połowie marca 2003 r., po blisko czterech miesiącach odsiadki. Już wtedy dowody zebrane przez prokuraturę chwiały się. Obrońcy celnika wykazali, że kilka dni po aresztowaniu sąd w Olsztynie miał urzędowe tłumaczenie rosyjskiego dokumentu, z którego wynikało, że jeden z Rosjan, oskarżający Bojarskiego o branie łapówek, siedział w latach 1996-2000 w więzieniu. - Czyli nie mógł go przekupić. A Rosjanka, druga z oskarżających celnika osób, przyznała na piśmie, że obciążające zeznania złożyła pod presją i były one niezgodne z prawdą - mówi mecenas Józef Lubieniecki, obrońca Bojarskiego.
Prokuratury to nie przekonało. Dwa lata po aresztowaniu Bojarskiego śledczy wysłali do sądu akt oskarżenia. Zaczął się proces. Sąd oczyścił celnika ze stawianych zarzutów w 2007 r. - W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że były postawione bezzasadnie - przypomina Lubieniecki.
Bojarski pod koniec grudnia 2003 r. - zaraz po aresztowaniu - został zwolniony z pracy. By utrzymać rodzinę, szukał różnych zajęć i grał w zespołach weselnych. Do pracy został przywrócony po czterech latach, po uniewinniającym wyroku. Wtedy wystąpił o odszkodowanie za utracone zarobki i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Wyliczył, że należy mu się ok. 175 tys. zł. Pod koniec 2008 r. olsztyński sąd zasądził jedynie 45 tys. zł. Apelacja nie zmieniła tej kwoty i dlatego obrońca Bojarskiego złożył skargę na Polskę do Europejskiego Trybunały Praw Człowieka w Strasburgu. Zarzucił w niej kilku instytucjom, w tym Prokuraturze Okręgowej w Olsztynie i sądowi rejonowemu, naruszenie Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wartości z 1950 r., bo uznały winę celnika na podstawie niezweryfikowanych zeznań świadków. Drugi zarzut dotyczy zasądzenia rażąco niskiego odszkodowania w stosunku do poniesionych szkód. - Postąpiono ze mną jak za czasów stalinowskich w myśl zasady: dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf - mówi rozgoryczony celnik. - Dostałem zarzuty wyciągnięte z kapelusza.
Lubieniecki twierdzi, że na skardze Bojarskiego sprawa się nie skończy. W podobnej sytuacji co on są trzy celniczki aresztowane cztery miesiące przed Bojarskim na podstawie zeznań tej samej Rosjanki. - Jednak zanim będą dochodzić swoich praw przed Trybunałem, muszą przejść, zgodnie z prawem, wszystkie szczeble krajowego sądownictwa - mówi mecenas.
W razie uznania skargi celnika państwo będzie miało obowiązek wypłaty zasądzonego zadośćuczynienia.
Napisz:
Kto powinien płacić za błędy urzędników: budżet państwa czy winni tych błędów?
Adres: redakcja@olsztyn.agora.pl
Śledczy zarzucili celnikowi z Bezled przyjęcie od dwóch Rosjan łapówek, co najmniej 500 dolarów w okresie w latach 1998-1999. To miała być cena za przymknięcie oka na przemycane papierosy i alkohol. Podobnych spraw przeciwko celnikom olsztyńska prokuratura prowadziła wtedy kilka. Bojarskiego oskarżał prokurator Piotr Jasiński, który zajmował się potem zabójstwem Krzysztofa Olewnika - w ostatnich miesiącach spadła na niego ostra krytyka za sposób prowadzenia śledztwa związanego z tym głośnym porwaniem.
Bojarski wyszedł z aresztu w połowie marca 2003 r., po blisko czterech miesiącach odsiadki. Już wtedy dowody zebrane przez prokuraturę chwiały się. Obrońcy celnika wykazali, że kilka dni po aresztowaniu sąd w Olsztynie miał urzędowe tłumaczenie rosyjskiego dokumentu, z którego wynikało, że jeden z Rosjan, oskarżający Bojarskiego o branie łapówek, siedział w latach 1996-2000 w więzieniu. - Czyli nie mógł go przekupić. A Rosjanka, druga z oskarżających celnika osób, przyznała na piśmie, że obciążające zeznania złożyła pod presją i były one niezgodne z prawdą - mówi mecenas Józef Lubieniecki, obrońca Bojarskiego.
Prokuratury to nie przekonało. Dwa lata po aresztowaniu Bojarskiego śledczy wysłali do sądu akt oskarżenia. Zaczął się proces. Sąd oczyścił celnika ze stawianych zarzutów w 2007 r. - W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że były postawione bezzasadnie - przypomina Lubieniecki.
Bojarski pod koniec grudnia 2003 r. - zaraz po aresztowaniu - został zwolniony z pracy. By utrzymać rodzinę, szukał różnych zajęć i grał w zespołach weselnych. Do pracy został przywrócony po czterech latach, po uniewinniającym wyroku. Wtedy wystąpił o odszkodowanie za utracone zarobki i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Wyliczył, że należy mu się ok. 175 tys. zł. Pod koniec 2008 r. olsztyński sąd zasądził jedynie 45 tys. zł. Apelacja nie zmieniła tej kwoty i dlatego obrońca Bojarskiego złożył skargę na Polskę do Europejskiego Trybunały Praw Człowieka w Strasburgu. Zarzucił w niej kilku instytucjom, w tym Prokuraturze Okręgowej w Olsztynie i sądowi rejonowemu, naruszenie Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wartości z 1950 r., bo uznały winę celnika na podstawie niezweryfikowanych zeznań świadków. Drugi zarzut dotyczy zasądzenia rażąco niskiego odszkodowania w stosunku do poniesionych szkód. - Postąpiono ze mną jak za czasów stalinowskich w myśl zasady: dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf - mówi rozgoryczony celnik. - Dostałem zarzuty wyciągnięte z kapelusza.
Lubieniecki twierdzi, że na skardze Bojarskiego sprawa się nie skończy. W podobnej sytuacji co on są trzy celniczki aresztowane cztery miesiące przed Bojarskim na podstawie zeznań tej samej Rosjanki. - Jednak zanim będą dochodzić swoich praw przed Trybunałem, muszą przejść, zgodnie z prawem, wszystkie szczeble krajowego sądownictwa - mówi mecenas.
W razie uznania skargi celnika państwo będzie miało obowiązek wypłaty zasądzonego zadośćuczynienia.
Napisz:
Kto powinien płacić za błędy urzędników: budżet państwa czy winni tych błędów?
Adres: redakcja@olsztyn.agora.pl
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć