Ukarana samochodowa szarża wiceprezydenta Szmita
2010-02-05
, aktualizacja: 05.02.2010 20:18
Mrągowski sąd uznał w piątek, że Jerzy Szmit przekroczył prędkość, wyprzedzał na pasach, skrzyżowaniu i podwójnej linii ciągłej. Już drugi raz w ciągu jednego roku grozi mu utrata prawa jazdy
ZOBACZ TAKŻE
- PiS-owi turystyka nie wystarcza. Chcą przemysłu (21-02-10, 18:31)
- Szmita pech nie opuszcza, tym razem na drodze (19-02-09, 19:12)
Jerzy Szmit, szef olsztyńskiego PiS-u i wiceprezydent miasta, nie ma szczęścia do drogówki. Na początku 2009 r. pod Pasłękiem dostał 300-złotowy mandat i pięć punktów karnych. W czasie kontroli okazało się, że na koncie Szmita uzbierało się tyle punktów, że przekroczył limit 24 i policjanci zatrzymali mu "prawko". Wiceprezydent, żeby je odzyskać musiał jeszcze raz zdać egzamin.
Pecha miał też 15 sierpnia. Tego dnia jechał z żoną swoim prywatnym volkswagenem z Olsztyna w kierunku Mrągowa. Gdy o godz. 13.30 zamierzał przemknąć przez Sorkwity, funkcjonariusz laserowym radarem zmierzył prędkość jego auta - urządzenie wykazało, że była ona aż o 35 km wyższa od dozwolonej. Do tego policjant zauważył, że kierowca wyprzedzał na podwójnej ciągłej linii, na skrzyżowaniu i przejściu dla pieszych. Za jednym zamachem Jerzy Szmit zarobił 25 pkt karnych i tysiączłotowy mandat.
Wiceprezydent kary jednak nie przyjął - nie kwestionował wprawdzie, że jechał zbyt szybko, ale nie czuł się winnym popełnienia pozostałych wykroczeń - a sprawą zajął się sąd.
Zanim jednak zapadł wyrok, sąd przeprowadził eksperyment procesowy. Obwiniony, policjanci drogówki i sędzia Patrycja Abel-Mordasewicz w piątek udali się do Sorkwit. Tam sprawdzali, czy z miejsca, gdzie stał patrol, można było dostrzec, jak wiceprezydent wyprzedza. Na własne oczy przekonali się, że jest to prosty odcinek drogi, na którym widoczności nie ograniczają np. drzewa. Policjanci doskonale mogli więc widzieć, jak kierowca volkswagena łamie przepisy, mimo że był oddalony o ok. 300 m. Tymczasem Szmit od samego początku bronił się, że zbyt szybko jechał w zupełnie innym miejscu (oddalonym o około 600 metrów od miejsca pomiarowego), więc policjanci nie mogli widzieć, jak popełnia pozostałe wykroczenia.
Kilkadziesiąt minut później, już podczas rozprawy w Mrągowie, wiceprezydent poprosił sąd o ukaranie go za przekroczenie prędkości oraz uniewinnienie od pozostałych zarzutów. - Ta sytuacja nie wyrządziła nikomu krzywdy ani nie zagrażała bezpieczeństwu - przekonywał.
Jednak sąd był innego zdania, uznając Szmita winnym wszystkich zarzucanych mu wykroczeń i skazując go za to na karę 1 tys. zł grzywny oraz pokrycie opłaty sądowej w wysokości 100 zł.
Sędzia Patrycja Abel-Mordasewicz uzasadniając wyrok powiedziała, że wyjaśnienia Jerzego Szmita są sprzeczne z tymi, które złożyli policjanci. - Nie ma wątpliwości, że funkcjonariusz widział obwinionego dopuszczającego się tych wykroczeń. Nie znał go wcześniej i zatrzymał go do kontroli jako zwykłego obywatela - dodała.
Ogłoszenie wyroku było jawne. Ale sąd nie zgodził się, aby media rejestrowały w tym czasie dźwięk i obraz. Zdecydował tak na wniosek Jerzego Szmita, który stwierdził, że jest to jego prywatna sprawa.
Wyrok nie jest prawomocny. Dlatego w piątek wiceprezydent mógł wsiąść za kierownicę swojego auta, aby wrócić do Olsztyna. Po wyjściu z sali rozpraw powiedział dziennikarzom, że prawdopodobnie będzie apelował. - Poprosimy o uzasadnienie wyroku i wtedy podejmiemy wspólnie z panem mecenasem decyzję, czy będziemy się odwoływali, czy nie.
Pecha miał też 15 sierpnia. Tego dnia jechał z żoną swoim prywatnym volkswagenem z Olsztyna w kierunku Mrągowa. Gdy o godz. 13.30 zamierzał przemknąć przez Sorkwity, funkcjonariusz laserowym radarem zmierzył prędkość jego auta - urządzenie wykazało, że była ona aż o 35 km wyższa od dozwolonej. Do tego policjant zauważył, że kierowca wyprzedzał na podwójnej ciągłej linii, na skrzyżowaniu i przejściu dla pieszych. Za jednym zamachem Jerzy Szmit zarobił 25 pkt karnych i tysiączłotowy mandat.
Wiceprezydent kary jednak nie przyjął - nie kwestionował wprawdzie, że jechał zbyt szybko, ale nie czuł się winnym popełnienia pozostałych wykroczeń - a sprawą zajął się sąd.
Zanim jednak zapadł wyrok, sąd przeprowadził eksperyment procesowy. Obwiniony, policjanci drogówki i sędzia Patrycja Abel-Mordasewicz w piątek udali się do Sorkwit. Tam sprawdzali, czy z miejsca, gdzie stał patrol, można było dostrzec, jak wiceprezydent wyprzedza. Na własne oczy przekonali się, że jest to prosty odcinek drogi, na którym widoczności nie ograniczają np. drzewa. Policjanci doskonale mogli więc widzieć, jak kierowca volkswagena łamie przepisy, mimo że był oddalony o ok. 300 m. Tymczasem Szmit od samego początku bronił się, że zbyt szybko jechał w zupełnie innym miejscu (oddalonym o około 600 metrów od miejsca pomiarowego), więc policjanci nie mogli widzieć, jak popełnia pozostałe wykroczenia.
Kilkadziesiąt minut później, już podczas rozprawy w Mrągowie, wiceprezydent poprosił sąd o ukaranie go za przekroczenie prędkości oraz uniewinnienie od pozostałych zarzutów. - Ta sytuacja nie wyrządziła nikomu krzywdy ani nie zagrażała bezpieczeństwu - przekonywał.
Jednak sąd był innego zdania, uznając Szmita winnym wszystkich zarzucanych mu wykroczeń i skazując go za to na karę 1 tys. zł grzywny oraz pokrycie opłaty sądowej w wysokości 100 zł.
Sędzia Patrycja Abel-Mordasewicz uzasadniając wyrok powiedziała, że wyjaśnienia Jerzego Szmita są sprzeczne z tymi, które złożyli policjanci. - Nie ma wątpliwości, że funkcjonariusz widział obwinionego dopuszczającego się tych wykroczeń. Nie znał go wcześniej i zatrzymał go do kontroli jako zwykłego obywatela - dodała.
Ogłoszenie wyroku było jawne. Ale sąd nie zgodził się, aby media rejestrowały w tym czasie dźwięk i obraz. Zdecydował tak na wniosek Jerzego Szmita, który stwierdził, że jest to jego prywatna sprawa.
Wyrok nie jest prawomocny. Dlatego w piątek wiceprezydent mógł wsiąść za kierownicę swojego auta, aby wrócić do Olsztyna. Po wyjściu z sali rozpraw powiedział dziennikarzom, że prawdopodobnie będzie apelował. - Poprosimy o uzasadnienie wyroku i wtedy podejmiemy wspólnie z panem mecenasem decyzję, czy będziemy się odwoływali, czy nie.
- 134 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
37 głosów
-
Ukarana samochodowa szarża wiceprezydenta Szmita
ryszardm1954
06.02.10, 01:43
jeszcze jeden menel ktory uwaza ze polska to ja w polsce utrwala sie praktykaze wladza moze wiecej kodeks drogowy obowiazuje przecietnego kowalskiego alenie naszych wlodarzy oni sa ta elyta »
-
Ukarana samochodowa szarża wiceprezydenta Szmita
mus-zek0
06.02.10, 09:10
Kierowca samochodu służbowego, będzie musiał więcej czasu spędzać w pracy.»
-
"szarżował"? Jak ja bym zaszarżował...
q-ku
06.02.10, 12:03
to by mi odebrano prawkoto ma być demokracja?»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Prohibicja na studniówce, wódka do zlewu. ...
- Rodzinna tragedia w mercedesie na drodze ...
- Kierowca potrącił pieszą na pasach przy ...
- Do Warszawy autostopem, bo autobus złapał gumę
- Policji nie pasował tylko wzrost ...
- Mieszkańcy także zapłacą za parkowanie w ...
- Czwartek słoneczny, piątek ze śniegiem. A ...
- Sąsiedzi rodziny z Węgorzewa: Kolor ...
- Wściekła na Manor: brudna pościel, tapety ...
- Basen UWM tańszy od miejskiej Aquasfery. ...
- Naprawdę ekstremalna dyscyplina sportu ...
- Prohibicja na studniówce, wódka do zlewu. ...
- TOP 7 najbardziej bezmyślnych przykładów ...
- Ojciec spacerował z dzieckiem. Zabił go ...





