Na jeziorach można budować na dziko

Wioletta Sawicka, man
2010-01-28 , aktualizacja: 28.01.2010 18:55
A A A Drukuj
Cypel na Śniardwach został zbudowany nielegalnie. Ale widocznie można tak robić - tak mieszkańcy i przyrodnicy komentują decyzję Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie, który zgodził się, by nasyp istniał dalej
Cypel wchodzi 70 metrów w jezioro
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Cypel wchodzi 70 metrów w jezioro
ZOBACZ TAKŻE
Sprawę nielegalnego półwyspu opisywaliśmy w październiku. Mimo że właściciel nieruchomości w Nowych Gutach niedaleko Orzysza nie miał wymaganych pozwoleń, zbudował cypel wchodzący 70 metrów w głąb jeziora. Nasyp powstał w miejscu, gdzie do czasów wojny był falochron. Obecny właściciel działki nad jeziorem dawny falochron usypał na nowo, nawiózł kamienie, potem cypel zagospodarował, obsadził roślinami. Nie dostał jednak na to żadnej zgody. - Aby wykonać tego typu budowlę, powinien uzyskać pozwolenie wodno-prawne, a także wystąpić do RZGW z wnioskiem o zawarcie umowy użytkowania gruntów pod wodami, które zostały zajęte. Nie zrobił tego, więc budowla jest nielegalna - tłumaczył "Gazecie" pod koniec października rzecznik RZGW w Warszawie Dariusz Bogacz. Podkreślał przy okazji, że przepisy mówiące o inwestycjach nad wodami nie mogą być łamane, bo byłby to zły przykład dla innych.

Złoży dokumenty i po sprawie

Właściciel cypla, który nie chciał, by podawać jego nazwisko, nie przejmował się tym. W rozmowie z "Gazetą" mówił wprost: nawet jeśli decyzja RZGW będzie dla niego niekorzystna, to i tak nasypu nie rozbierze. Jak przekonywał, nie potrzebował pozwoleń na budowę, bo nasypu nie umacniał - choć mieszkańcy wsi byli świadkami robót na falochronie - a kamienie, z których zbudowany jest cypel... przyniosła fala.

Były dwie możliwości zakończenia sprawy: zburzenie nasypu albo jego zalegalizowanie. - Wybraliśmy drugi wariant - mówi Dariusz Bogacz. Przeważyły argumenty, że właściciel nie zbudował zupełnie nowego obiektu, tylko odbudował falochron, który istniał kilkadziesiąt lat temu, by chronić brzegi jezior. Wystarczy, że budowniczy cypla złoży teraz wszystkie dokumenty niezbędne do rozpoczęcia inwestycji, a dostanie zgodę i będzie mógł legalnie dzierżawić fragment jeziora, na którym jest cypel.

Nie boi się pan, że to będzie zachęta dla innych, żeby budować na jeziorze bez pozwoleń, licząc potem na legalizację? - pytam. - Nie chciałbym, aby ta sytuacja była tak odczytana. To specyficzny przypadek - odpowiada Dariusz Bogacz.

Czyli tak można

Zaskoczona decyzją RZGW w Warszawie jest mieszkanka Nowych Gut (nazwisko do wiadomości redakcji). Była jedną z tych osób, które od trzech lat próbowały powstrzymać budowę cypla i samowolą na Śniardwach starała się zainteresować lokalne urzędy. Mieszkańcy przekonywali, że na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego wszystkie inwestycje są pod szczególną kontrolą. Odnieśli tylko jeden mały sukces. Mężczyzna, który usypał cypel, został ukarany przez sąd 3 tys. zł grzywny za naruszenie linii brzegowej jeziora. Ale samą budową nasypu sąd się nie zajął, dlatego cypel istnieje do dziś. - Bardzo się dziwię tej decyzji. Jak można coś sobie zbudować bez dokumentacji i pozwoleń, a dopiero potem legalizować - mówi zdziwiona.

Nie mniej zaskoczona decyzją RZGW jest Maria Mellin, szefowa Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. - To jest inwestycja nielegalna, wykonana bez żadnych pozwoleń. Ale stąd wniosek, że można tak budować - mówi w rozmowie z "Gazetą".

Mieszkańcy skarżyli się wcześniej, że na cypel nie mogli wchodzić. Opowiadali o przypadkach, gdy ktoś zacumował przy cyplu i był wyganiany przez mężczyznę, który zbudował nasyp. Stanowisko RZGW w tej sprawie jest jednoznaczne: ludzie mogą korzystać z cypla. - W ocenie naszych prawników nawet jeśli [mężczyzna] będzie legalnie dzierżawił grunt, na którym jest nasyp, nie może zakazywać korzystania z niego innym osobom - tłumaczy Bogacz. - W dalszym ciągu są to wody należące do skarbu państwa, a więc publiczne, które służą zaspokajaniu potrzeb wszystkich ludzi.

KOMENTARZ

Urzędnicy twierdzą, że ta sprawa jest wyjątkowa. Jednak takich wyjątkowych spraw nad jeziorami było już kilka. W Olsztynie sprzedano przecież kawałek jez. Krzywego, tak jakby to była działka budowlana, a nie woda, a pod Barczewem dwa jeziora, których sprzedać nie wolno. Może to są wyjątki, ale wrażenie jest takie, że granice prawa chroniącego jeziora są bardzo płynne. Skoro rzeczywiście uważamy je za cud i skarb, czas najwyższy zastanowić się, dlaczego z taką nonszalancją traktuje się ich ochronę.

Tomasz Kurs

Podziel się

  • 40 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

  • Na jeziorach można budować na dziko grimmax 28.01.10, 20:08

    Kolejny przekręt! Legalizowanie samowolki stało się zwyczajem "władzy". Na terenie WM można wskazać b. liczne przykłady.Przecież sąd nałożył horrendalną grzywnę! :)I nic poza tym. Kpiny z »

  • Na jeziorach można budować na dziko shroeder1970 29.01.10, 12:58

    Jezioro należy do Skarbu Państwa. Gość wybudował na cudzym gruncie nielegalnienieruchomość. Zgodnie z zasadą superficies solo cedit nieruchomość należyzatem do Skarbu Państwa.Tym samym - »

  • oczywiście lepiejby było... politykaprorodzinna-hahaha 29.01.10, 13:13

    ... dgyby straszył tam nadal jakiś stary rozwalony przedwojenny falochron... Wtedy było by super!»