Wiem, dlaczego wetują park narodowy na Mazurach

red.
2009-11-27 , aktualizacja: 27.11.2009 20:27
A A A Drukuj
Nie należy się dziwić, że mazurskie gminy chcą rekompensaty finansowej za dobra, które utracą po utworzeniu parku - pisze do "Gazety" Władysław Kargol, prezes Towarzystwa Miłośników Połomu

Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
SERWISY
Z obowiązku śledzę kampanię prasową na rzecz utworzenia Mazurskiego Parku Narodowego. Co prawda nie można zarzucić autorom poszczególnych artykułów braku wiedzy i determinacji w dążeniu do szczytnego celu, ale niestety nie znalazłem w nich realnych recept na pomyślne zakończenie przedsięwzięcia.

Brakuje rozwiązań

Nawet jeśli autorzy porównują okoliczności powstania innych parków narodowych w kraju, to nijak nie mogę dopatrzyć się w nich rozwiązań dających się przenieść na Mazury. Wynika to głównie z kilku przesłanek.

** Woj. warmińsko-mazurskie do dziś nie może się otrząsnąć z traumy po skutkach transformacji z przełomu lat 80. i 90., kiedy to z dnia na dzień pozbawiono ludzi pracy w rolnictwie, likwidując PGR-y. Poświęcono dobro społeczności wiejskiej na rzecz dobra wyższego - przekształceń gospodarczych o zasięgu narodowym. To doświadczenie mieszkańców Mazur na długo pozostanie w ich świadomości. Do dzisiaj zresztą osiedla popegeerowskie są oazą biedy i niewiary w przyszłość.

** Naukowcy, a także politycy patrzący na sprawę przez pryzmat dobra środowiska naturalnego za winnych zwłoki w utworzeniu Mazurskiego Parku Narodowego uważają albo ministra środowiska, albo też ustawodawcę, który tworząc ustawę o ochronie przyrody, ustanowił "liberum weto" dla samorządów gminnych, na których terenie mieści się obszar parku. Ale przecież ustawodawca kierował się ideą dostosowania prawa państwowego do prawa unijnego, które to można zawrzeć w maksymie "nic o nas bez nas". Przypomnieć tu należy fakt, iż by sprostać przepisom w zakresie ochrony przyrody, powstała w 2008 roku Ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie. Ustawa wspomniana jeszcze bardziej uspołeczniła procesy decyzyjne w sprawach związanych z ochroną środowiska. Nawiasem mówiąc, ustawa ta, regulująca głównie sprawę budowy dróg i autostrad, może dopomóc w rozwiązaniu problemów tworzenia parku. Szczególnie można wykorzystać doświadczenia w zakresie pozyskiwania prywatnych gruntów.

** W oparciu o moje spostrzeżenia dotyczące sezonu turystycznego na Mazurach należy stwierdzić, że trwa on intensywnie jedynie przez dwa miesiące. Nieco dłużej trwa tzw. rekreacja weekendowa, bo jest to okres od kwietnia do września, ale uprawiają ją jedynie właściciele domków letniskowych, ich rodziny i znajomi. Okres listopad-marzec to martwa cisza. Nie należy więc prognozować, że w pierwszych kilku latach po ustanowieniu parku powstanie u nas przemysł turystyczny, który przyniesie wiele miejsc pracy.

W oparciu o obecne przepisy, dające samorządom gminnym prawo do współdecydowania w sprawach ochrony środowiska na ich terenie, nie należy dziwić się, że chcą one "ugrać" godziwe rekompensaty za utracone dobra po utworzeniu parku. W tym stwierdzeniu zawrzeć można cynicznie odpowiedź na pytanie, dlaczego od kilkudziesięciu lat nie można utworzyć Mazurskiego Parku Narodowego mimo sprzyjającego klimatu i atutu, że to obszar objęty ochroną Mazurskiego Parku Krajobrazowego i programem Natura 2000. Ma tu zastosowanie maksyma "jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze". Zwolennicy utworzenia parku nie wskazują żadnych rozwiązań idących w kierunku zrekompensowania miejscowej ludności strat, które poniosą w związku z funkcjonowaniem zakazów parkowych. Są tylko obietnice, jak będzie wspaniale, bo tak jest w innych parkach.

Przez park wiele stracą właściciele gruntów prywatnych na terenie parku lub w jego otulinie. Będą to grunty bez prawa do zabudowy, a więc bezużyteczne rekreacyjnej zabudowie. Trzeba się liczyć z tym, że dla dobra parku zajdzie potrzeba wykupu takich gruntów, oczywiście po godziwej cenie.

Pięć kroków do parku

Powyższe reminiscencje i uwagi poczyniłem, by stwierdzić, że najbliżej panaceum na utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego jest dotychczas - moim zdaniem - Czesław Wodzikowski z uniwersytetu w Bydgoszczy, specjalista w dziedzinie konfliktów społecznych. Jego cenne uwagi zawarte w artykule Magdaleny Spiczak-Brzezińskiej pt. "Przekonywać, nie narzucać" ("Gazeta Wyborcza Olsztyn" z 21 listopada 2009 r.), można śmiało przełożyć na treść programu, który moim zdaniem z dużym prawdopodobieństwem może doprowadzić do utworzenia Mazurskiego Parku Narodowego w niedalekiej przyszłości. Wodzikowski nie ukrywa też, że z jego punktu widzenia budowa parku to bardzo trudne i ryzykowne przedsięwzięcie, co sądzę po jego słowach, że "o potrzebie istnienia parku narodowego powinno się mówić w szkołach, bo droga do jego powstania jest często bardzo długa. Być może dopiero dzisiejsi uczniowie po latach o tym zdecydują". Aby słowa pana Czesława Wodzikowskiego nie stały się ciałem, należy niezwłocznie wdrożyć następujące przedsięwzięcia:

1. Powołać Komitet ds. Ustanowienia Mazurskiego Parku Narodowego o randze krajowej. Celem komitetu winno być koordynowanie prac resortowych, wojewódzkich itd. na rzecz parku, a także utworzenie funduszu rekompensacyjnego i prawnych ścieżek wspomagających poszkodowane gminy i powiaty.

2. Przygotowanie skróconego projektu planu parku i przekazanie go do konsultacji z zainteresowanymi grupami społecznymi. Zgadzam się w pełni z Czesławem Wodzikowskim, który twierdzi, że nie należy ukrywać przed społeczeństwem, jak zmieni się ich sytuacja po tym, gdy zaczną funkcjonować parkowe zakazy.

3. Zażądać od zainteresowanych samorządów i gmin, jak też władz powiatowych i wojewódzkich opracowania i wyartykułowania ich warunków, na jakich zgodzą się, by na ich terenie powstał park.

4. W konstruowaniu projektu planu zalecałbym wykorzystać wieloletni dorobek dyrekcji Mazurskiego Parku Krajobrazowego, która to często z determinacją graniczącą z heroizmem starała się ochraniać najcenniejsze dobra przyrodnicze i krajobrazowe.

5. Niezwłocznie należy wystąpić do Unii Europejskiej o pomoc, tym bardziej że przyszły park leży w obszarze Natury 2000, a więc objętym unijnym programem ochrony przyrody.

Wiem, skąd te problemy

Mój pogląd na powołanie Mazurskiego Parku Narodowego wynika z racji pomieszkiwania od ponad 20 lat w samym sercu Puszczy Piskiej, na skraju Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Znam mentalność tutejszych władz, jak też miejscowej ludności, ciężko doświadczonej warunkami życia w tak trudnym regionie. Nie bagatelizuję też znaczącej ingerencji społeczności warszawskiej i kurpiowskiej w stosunki społeczno-gospodarcze i polityczne tego regionu, które często burzą ustanowiony tam porządek i klimat do tworzenia jakichkolwiek form ochrony przyrody. Zdaję sobie sprawę z trudnej sytuacji dyrekcji Mazurskiego Parku Krajobrazowego, która została znacząco uszczuplona kadrowo. Jako gorący zwolennik powołania parku narodowego - ale bez uszczerbku dla miejscowej ludności - nadmieniam, że w 2009 roku na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego powstało Towarzystwo Miłośników Połomu, którego jestem prezesem. Towarzystwo to powstało, by wspomagać dyrekcję MPK szczególnie, nie dopuszczając do zabudowy letniskowej brzegów jez. Zdrużno koło Połomu oraz by brać udział w przedsięwzięciach zmierzających do ochrony środowiska na tym pięknym skrawku mazurskiej ziemi. Obecnie za punkt honoru postawiliśmy sobie uruchomienie kolektora kanalizacyjnego, który od kilku lat stoi bezużytecznie, bo gminie brakuje pieniędzy na jego podłączenie do prywatnych odbiorców. Powyższy problem to tylko namiastka spraw, jakie czekają na rozwiązanie w ramach Mazurskiego Parku Narodowego, a wymagają dużych pieniędzy.

Władysław Kargol

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów