Przekonywać, do powstaniu parku narodowego, nie narzucać

Magdalena Spiczak-Brzezińska
2009-11-20 , aktualizacja: 20.11.2009 18:26
A A A Drukuj
Argumenty naukowców, że teren trzeba chronić, wcale nie muszą być oczywiste dla miejscowej ludności. Dla nich przyroda to coś zwykłego - mówi Czesław Wodzikowski z Uniwersytetu w Bydgoszczy

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Rozmowa o konfliktach

Magdalena Spiczak-Brzezińska: Śledził pan protesty związane z powstaniem parków narodowch, w tym w Borach Tucholskich. Czy można uniknąć tych konfliktów?

Czesław Wodzikowski*: Raczej nie, ale można je minimalizować. Taki park jest dobrem narodowym, ale nie zawsze to dobro jest tak samo postrzegane przez wszystkich. Inaczej widzą je mieszkańcy terenu, na którym miałby powstać, a inaczej turyści czy naukowcy. Żeby zminimalizować konflikt, trzeba przede wszystkim zmienić świadomość mieszkańców tych obszarów. Bez ich zgody nie ma szans na powstanie parku, bo potrzebna jest w tej sprawie uchwała samorządów lokalnych.

A one często nie są przychylnie nastawione do tego pomysłu.

- Szczególnie trudno jest uniknąć konfliktów, gdy chroniony ma być teren cenny nie tylko przyrodniczo, ale i turystycznie. Park wprowadza pewne ograniczenia w inwestycjach, nie można np. budować wszystkiego czego się chce, a to wymaga od samorządów zrewidowania planów na przyszłość. Nic dziwnego, że lokalni politycy bywają źle nastawieni. Leśnicy też nie są szczęśliwi, gdy czeka ich perspektywa oddania części majątku. Wójt, radny, urzędnik nauczyciel, leśniczy, ksiądz... to lokalne autorytety.

To może źle, że na utworzenie parku muszą zgodzić się miejscowe władze.

- Nie o to chodzi, by coś wprowadzać wbrew woli, stawiać miejscowych przed faktami dokonanymi. W badaniach dotyczących konfliktów wokół powstawania parków narodowych po 1989 roku powtarzają się w większości te same przyczyny - brak rzetelnego informowania ludności o funkcjonowaniu parku, hermetyczne środowisko naukowe, które przygotowując jego plany, nie brało pod uwagę potrzeb okolicznych mieszkańców, brak wystarczających konsultacji społecznych na poziomie gmin, brak konkretnych planów dotyczących ochrony środowiska dla terenów sąsiadujących z parkiem - chodzi np. o budowę oczyszczalni ścieków, zmianę systemów ogrzewania, termomodernizację, itp. Jeśli lokalni samorządowcy sami podejmą uchwałę o tym, że widzą potrzebę utworzenia parku i otoczenia szczególną ochroną obszarów cennych przyrodniczo, to nie będzie on w przyszłości sztucznym tworem. Trzeba przekonać, a nie narzucać.

Jak to zrobić?

- Przede wszystkim szczerze mówić mieszkańcom nie tylko o korzyściach, jakie przyniesie park narodowy, ale i o utrudnieniach. Nie można ludziom opowiadać o "szklanych domach", gdy praktyka pokazuje, że wcale tak różowo od razu nie będzie. Nie ukrywać kwestii związanych z ograniczeniami i zakazami, bo przecież taka jest idea parku, że muszą być ograniczenia. Na podstawie istniejących już parków narodowych trzeba wskazać ich dobre i złe strony, i przekonać, że korzyści przewyższą niedogodności. Konieczna jest szeroka akcja informacyjna, że park narodowy może stać się wielkim atutem, jeśli tylko lokalne władze potrafią to odpowiednio wykorzystać i wypromować.

A konkretnie?

- Najlepszy sposób by przekonać ludzi to sprawić, by na własne oczy zobaczyli, że nie taki diabeł straszny. Można zorganizować wycieczkę np. do Borów Tucholskich, by pokazać jak funkcjonuje tamtejszy park narodowy. Niech ludzie z Mazur, którzy mają wątpliwości w sprawie parku, albo są mu przeciwni, spotkają się i porozmawiają z tymi, co przed laty protestowali, gdy miał zostać utworzony Park Narodowy Bory Tucholskie. Wielu dawnych zagorzałych przeciwników teraz czerpie dochody z tytułu bliskości parku, bo prowadzą np. gospodarstwa agroturystyczne. Ważne są też argumenty naukowców, że właśnie ten teren jest szczególnie cenny i trzeba go chronić. To wcale nie musi być takie oczywiste dla miejscowej ludności - dla nich las, przyroda to coś zwykłego, co mają od zawsze na wyciągnięcie ręki i z czego czerpią - niekiedy w znacznej mierze - środki na utrzymanie. Dlatego tak trudno przekonać miejscowych do idei utworzenia parku, ale nie jest to niemożliwe.

Od kogo zacząć edukację?

- Edukacją należy objąć wszystkich mieszkańców, a przede wszystkim dzieci i miejscowych liderów. O potrzebie istnienia parku narodowego powinno się mówić w szkołach, bo droga do jego powstania jest często bardzo długo. Być może dopiero dzisiejsi uczniowie po latach o tym zadecydują. Trzeba więc wychować ich na świadomych ekologicznie i szanujących przyrodę ludzi. Trzeba też organizować spotkania informacyjne dla lokalnych decydentów i autorytetów - radnych, przedsiębiorców. Oni często są przeciw, bo boją się, że np. nie będą mogli rozbudować swoich zakładów, czy prowadzić działalności w określonych branżach. I nie zapominać o Kościele. Szczególnie na obszarach wiejskich duchowieństwo cieszy się wielkim zaufaniem i poważaniem, warto więc włączyć parafie do akcji upowszechniającej rzetelną wiedzę o parku.

Jakie informacje trzeba przede wszystkim przekazać?

- Jak funkcjonuje park narodowy i jakie to będzie miało przełożenie na codzienne życie ludzi. Co będą mogli robić, a czego nie. Bo przecież zakazów wymienionych w ustawie jest bardzo dużo. Jeśli nie ma rzetelnej informacji, zaczynają się pojawiać plotki, które funkcjonują na zasadzie kuli śnieżnej. Gdy przymierzano się do stworzenia Parku Narodowego Bory Tucholskie, krążyły opowieści, że bez biletu nie wejdzie się do lasu, że w okolicznych domach nie będzie można palić drewnem, że dookoła parku stanie płot, a wychodzących z lasu będzie się kontrolować. Zaczyna się od drobiazgu, który z czasem urasta do niestworzonej historii. To dla ludzi, którzy dotąd korzystali bardzo mocno z tego, co dawała przyroda, brzmi przerażająco. Jak usłyszą, że odtąd nie będą mogli nawet patyczka wynieść z lasu, czy zbierać grzybów i jagód, to na pewno będą przeciw.

Czy są jakieś sprawdzone metody przekonywania, które można by zastosować i przy tworzeniu Mazurskiego Parku Narodowego?

- Każdy region ma swoją specyfikę. Najpierw należy wysłuchać ludzi, zebrać informacje jak chcieliby żyć, a potem przedstawić argumenty i rozpocząć dyskusję. Kluczowe jest rozpoznanie sytuacji, oczekiwań mieszkańców, ich nastrojów i stosunku do wielkoobszarowych sposobów ochrony przyrody. Ważne są nawet uwarunkowania historyczne, a przede wszystkim struktura własności gruntów, na których miałby powstać park narodowy. Bez godziwych rekompensat dla prywatnych właścicieli za utracone na rzecz parku tereny, nie ma co liczyć na brak konfliktów. Nie bez powodu jedyny park narodowy jaki powstał z inicjatywy mieszkańców to Ujście Warty. Tam są same bagna. Park Bory Tucholskie, który utworzono w 1996 roku, początkowo miał zajmować ponad 13 tys. ha, ale po protestach został okrojony do niecałych 5 tys. ha i zajmuje tylko grunty należące do skarbu państwa.

A kiedy wystartować z akcją informacyjną?

- Jeszcze zanim na dobre ruszy machina, która ma doprowadzić do powstania parku. Trzeba ludzi oswoić z myślą, że być może on powstanie. I przekonać, że jak już do tego dojdzie, to nie będzie to dla nich żadna tragedia.



* pracownik Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Zajmuje się m.in. konfliktami społecznymi związanymi z tworzeniem w Polsce parków narodowych po 1989 roku.



Apel w sprawie parku

Latem zaczęliśmy akcję starań o utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego. List otwarty do premiera i ministra środowiska można podpisać na stronie internetowej "Gazety" - www.olsztyn.gazeta.pl.



Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos