Rodzice dzieci, które chodzą do przeszkoli miejskich, mają do wyboru dwie opcje. Mogą zostawić maluchy na pięć godzin. W tym czasie nauczyciele realizują podstawę programową, czyli zajęcia wychowawczo-dydaktyczne. Rodzice nic za to nie płacą, bo zajęcia są obowiązkowe dla dzieci. Druga opcja to dłuższy pobyt w przedszkolu. Gdy dziecko zostaje po zajęciach obowiązkowych, rodzice muszą wyłożyć 140 zł - to tzw. opłata stała, dochodzi do tego 100 zł na wyżywienie i 30 zł na przygotowanie posiłków. I to niezależnie, czy dziecko zostaje do godz. 13 czy 16.
Miasto pracuje nad nowym rozwiązaniem, które radykalnie może zmienić system naliczania opłat za pobyt dzieci w przedszkolach. - Zamiast opłaty stałej planujemy wprowadzić rozliczenie za godziny - mówi Hanna Kowalska, dyrektor wydziału edukacji Urzędu Miasta. - Zanim jednak na to się zdecydujemy, chcemy poznać opinię rodziców w tej sprawie.
Nie będziemy mieli wyjścia
W związku z tym rodzice odprowadzający swoje dzieci do miejskich przedszkoli wypełniają ankietę, w której odpowiadają na dwa pytania: ** ile godzin dziecko przebywa obecnie w przedszkolu? ** ile godzin przebywałoby, gdyby zmieniono system naliczania opłat?
Z nowego systemu ucieszyliby się rodzice, którzy zostawiają dzieci na krótko. Grażyna Kucharska, dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 6 przy ul. Pieniężnego: - W wielu przypadkach dotyczy to rodzeństw z niezamożnych rodzin. Dla nich to będzie duża oszczędność.
Ci, którzy odbierają dzieci dopiero po pracy, i to czasami późno - a jest ich coraz więcej - zastanawiają się, czy w propozycji ratusza nie ma jakiegoś haczyka. Spodziewają się podwyżek. Dlatego niektórzy przyznają, że są zaniepokojeni. W dodatku boją się, że zadeklarowana liczba godzin będzie decydowała o przyszłym naborze do placówek. - Może w pierwszej kolejności zostaną przyjęte dzieci tych rodziców, którzy zadeklarują największą liczbę godzin w przedszkolu - zastanawia się matka, która odprowadza swoją córkę do przedszkola nr 17 przy ul. Pstrowskiego. - A przecież wiadomo, jak ciężko jest znaleźć wolne miejsce dla dzieci.
Zmianom w sposobie płacenia niechętnych było kilkoro rodziców, z którymi rozmawialiśmy w przedszkolu nr 6 przy ul. Pieniężnego. Głównie dlatego, że długo pracują, więc płaciliby więcej. Młody mężczyzna powiedział: - Podejrzewam, że za tym pomysłem kryje się podwyżka, którą miasto chce wprowadzić. 270 zł, które płacimy co miesiąc wystarczy. Dojdzie do tego, że przedszkole będziemy traktować jak fabrykę, w której przy bramie wybija się godziny przyjścia i wyjścia.
Jolanta Pardo, którą spotkaliśmy, gdy odbierała swojego 5-letniego syna dodała: - Ale co ja mogę zrobić, jeżeli pracujemy razem z mężem, a dziadkowie i rodzice są poza Olsztynem? Jeżeli zapadną decyzje w sprawie nowego systemu, to nie będziemy mieli innego wyjścia, jak się zgodzić.
Nauczyciele stracą pracę?
Dyrektor Kowalska twierdzi, że deklarowana liczba godzin nie powinna mieć wpływu przy zapisach i dodaje, że rodzice nie powinni się obawiać braku miejsc w przedszkolach, bo w razie kłopotów na pewno znajdą je w prywatnych placówkach. - Jest ich kilka, a jedno nowe przedszkole - na 120 miejsc - jest właśnie budowane na Jarotach - mówi szefowa ratuszowego wydziału edukacji.
- Może nowy system naliczania opłat na godziny spowoduje, że przedszkola nie będą traktowane jak przechowalnie - zastanawia się dyrektorka "szóstki". - Niektóre z dzieci odstawiane są do nas punktualnie o godz. 6 rano i odbierane przed godz. 17, choć ich rodzice czas spędzają na zakupach. Znamy takie przypadki.
Rewolucja w płaceniu może mieć też inne skutki. Jeśli po zmianach rodzice będą odbierali dzieci o kilka godzin wcześniej, może to dać konkretne oszczędności, ale kosztem zatrudnienia nauczycieli. - Dopiero analizujemy sytuację i jest jeszcze za wcześnie, by mówić o tak poważnych konsekwencjach - uspokaja Jerzy Szmit, wiceprezydent odpowiedzialny m.in. za oświatę.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn