Olga Lipińska: Ratujmy Mazury przed najazdem
2009-10-09
, aktualizacja: 09.10.2009 20:45
Oby Mazury nie stały się drugim Zakopanem, gdzie na Krupówkach czuć zapach pizzy i smażonego tłuszczu. I ten straszny tłok... - o utworzeniu Mazurskiego Parku Narodowego mówi znana reżyserka Olga Lipińska
ZOBACZ TAKŻE
- Nie taki park straszny, dowodzą w Borach Tucholskich (23-10-09, 19:05)
- Dzikie Mazury mają ściągnąć turystów jesienią i zimą (18-10-09, 17:41)
- Co park narodowy może nam dać, a co jednak zabiera (16-10-09, 19:51)
- Młodzi upomną się o park narodowy dla Mazur (02-10-09, 18:19)
- Utworzenie parku to nasz obowiązek (11-09-09, 19:28)
- Apel do rządu: lepiej chrońmy Mazury (04-08-09, 20:30)
SERWISY
Magdalena Spiczak-Brzezińska: - To, o czym będziemy rozmawiać, nie ma nic wspólnego z kabaretem, z pani specjalnością. Mazury wciąż nie są chronione Parkiem Narodowym, co wcale nie jest śmieszne.
Olga Lipińska*: - Utworzenie parku narodowego to pilna konieczność. Obawiam się, że jeśli Mazury wygrają plebiscyt na cud natury, rozpęta się prawdziwe piekło. Miejscowi notable zrobią wszystko, żeby powstało wiele "luksusowych" hoteli, wytyczą ścieżki i wszędzie założą strzyżone trawniki. Nie rozumieją, że turyści przyjeżdżają tu, szukając ciszy i dzikiej przyrody, a nie hoteli klasy lux, w których będą sączyć zimne drinki z parasolkami.
Panią Mazury urzekły już na początku lat 60.
- Wychowałam się w ogrodzie, nawet śmieję się, że piosenkę "Pamiętajcie o ogrodach" Jonasz Kofta napisał o mnie. Gdy jeszcze jako studentka pierwszego roku przyjechałam z przyjaciółmi ze Studenckiego Teatru Satyryków do Krzyży nad jeziorem Nidzkim, zamieszkaliśmy u Mazurów. Wtedy było tu ich jeszcze wielu, dopiero potem wyjechali. To byli niezwykle kulturalni i mili ludzie. Nie mieliśmy wtedy pieniędzy, a oni nie chcieli nawet, żebyśmy płacili im za jajka czy mleko. Potem wpadliśmy na pomysł, żeby zagospodarować ugory po byłych kartofliskach. Kupiliśmy je za grosze, postawiliśmy domy. Na swojej działce sadziłam drzewa jak kwiaty - tak blisko siebie. Teraz jest przez nie ciemno, ale to nie powód, by je wyciąć. Jeździłam niemal po całym świecie. Mieszkałam w luksusowych hotelach w Grecji, Turcji, Brazylii, na Lazurowym Wybrzeżu. Ale to Mazury mnie urzekły. Nie czuję potrzeby, żeby stąd wyjeżdżać, bo piękniejszego miejsca nie ma nigdzie na świecie.
Czego się pani najbardziej obawia?
- Żeby Mazury nie stały się drugim Zakopanem. Ja pamiętam jeszcze, jak tam kiedyś pachniało, a teraz jak się idzie Krupówkami, czuć tylko zapach pizzy i smażonego tłuszczu. A do tego panuje straszny tłok. Domy to chyba nie stoją tylko na szczytach gór. Zakopane to zniszczony cud natury.
Na Mazurach też źle się dzieje.
- Dlatego powinien tu powstać park narodowy, który powstrzyma ingerencję w przyrodę. Oczywiście w turystykę trzeba inwestować, ale z głową. Zaś miejscowi władcy, ja ich nazywam najeźdźcami, najchętniej wybetonowaliby wszystko, by zamienić raj na ziemi w miasto. Wycięliby wszystkie aleje, a przecież zielone tunele przy drogach i jeziora to właśnie Mazury. A co będzie się działo, gdy Mazury oficjalnie staną się cudem? To nawet trudno sobie wyobrazić. Mam nadzieję że czarny scenariusz, który mam przed oczyma, nie zostanie zrealizowany.
Może tak się dzieje, bo większość obecnych mieszkańców, także tych we władzach, to ludzie przyjezdni. Niewielu już zostało prawdziwych Mazurów.
- Szkoda, bo oni byli rozsądnymi i gospodarnymi ludźmi, wychowanymi w kulcie pracy i poszanowaniu dla tego, co ich otacza. Teraz te wartości nie mają znaczenia, liczą się tylko pieniądze. Stały się fetyszem naszych czasów. Pieniądze są potrzebne, ale tylko po to, by godnie żyć.
Nie boi się pani zakazów związanych z powstaniem parku narodowego?
- Przecież na przykład w Tatrzańskim Parku Narodowym niemal wszędzie można wejść. Oczywiście są ograniczenia - nie można wjeżdżać samochodami, niszczyć roślin, ale przecież nikt niczego nie ogradza płotem. Sama nazwa "park" sugeruje, że jest to miejsce dla ludzi, gdzie można chodzić, oglądać przyrodę, odpoczywać. To, że nie powstaną na terenie Mazurskiego Parku Narodowego kolejne daczowiska i nie będzie można budować wszystkiego, co się chce, to bardzo dobrze. Gdzieś musi być miejsce, w którym można odetchnąć od betonu.
Ale jeśli zbuduje się hotele, ludzie będą mieli pracę. A to ważny tutaj argument.
- Będą mieli pracę, jeśli przyjadą turyści. A gdy zniszczymy przyrodę, to kto będzie chciał tu wypoczywać? Pogoda niepewna, hotele drogie... Jak chce się wypocząć w luksusie, lepiej pojechać do ciepłych krajów. A jak komuś zależy na dzikich ostępach, to wybierze Rosję albo Bory Tucholskie.
Tylko jak doprowadzić do tego, żeby w końcu powstał Mazurski Park Narodowy?
- Potrzebne jest edukowanie, by zmienić myślenie miejscowych notabli i decydentów. Niestety jesteśmy chłopskim narodem, który nie szanuje przyrody.
* Olga Lipińska, reżyserka, scenarzystka i satyryk; stworzyła telewizyjny Kabaret Olgi Lipińskiej. W sierpniu ukazała się jej książka pt. "Co by tu jeszcze", której sporą część poświęciła wspomnieniom z pobytu na Mazurach.
Poprzyj apel ws. parku
Pod apelem do premiera i ministra środowiska o utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego podpisali się już znani pisarze, artyści, naukowcy, historycy, w tym Andrzej Wajda, Wisława Szymborska i Krzysztof Penderecki. List otwarty w tej sprawie kilka tygodni temu opublikowały "Gazeta Wyborcza" i "Tygodnik Powszechny". Autorzy apelu ze smutkiem stwierdzają, że Kraina Wielkich Jezior Mazurskich w ostatnich latach jest dewastowana w niespotykany sposób. Jeśli chcesz poprzeć apel do rządu, podpisz go na stronie internetowej www.olsztyn.gazeta.pl.
Olga Lipińska*: - Utworzenie parku narodowego to pilna konieczność. Obawiam się, że jeśli Mazury wygrają plebiscyt na cud natury, rozpęta się prawdziwe piekło. Miejscowi notable zrobią wszystko, żeby powstało wiele "luksusowych" hoteli, wytyczą ścieżki i wszędzie założą strzyżone trawniki. Nie rozumieją, że turyści przyjeżdżają tu, szukając ciszy i dzikiej przyrody, a nie hoteli klasy lux, w których będą sączyć zimne drinki z parasolkami.
Panią Mazury urzekły już na początku lat 60.
- Wychowałam się w ogrodzie, nawet śmieję się, że piosenkę "Pamiętajcie o ogrodach" Jonasz Kofta napisał o mnie. Gdy jeszcze jako studentka pierwszego roku przyjechałam z przyjaciółmi ze Studenckiego Teatru Satyryków do Krzyży nad jeziorem Nidzkim, zamieszkaliśmy u Mazurów. Wtedy było tu ich jeszcze wielu, dopiero potem wyjechali. To byli niezwykle kulturalni i mili ludzie. Nie mieliśmy wtedy pieniędzy, a oni nie chcieli nawet, żebyśmy płacili im za jajka czy mleko. Potem wpadliśmy na pomysł, żeby zagospodarować ugory po byłych kartofliskach. Kupiliśmy je za grosze, postawiliśmy domy. Na swojej działce sadziłam drzewa jak kwiaty - tak blisko siebie. Teraz jest przez nie ciemno, ale to nie powód, by je wyciąć. Jeździłam niemal po całym świecie. Mieszkałam w luksusowych hotelach w Grecji, Turcji, Brazylii, na Lazurowym Wybrzeżu. Ale to Mazury mnie urzekły. Nie czuję potrzeby, żeby stąd wyjeżdżać, bo piękniejszego miejsca nie ma nigdzie na świecie.
Czego się pani najbardziej obawia?
- Żeby Mazury nie stały się drugim Zakopanem. Ja pamiętam jeszcze, jak tam kiedyś pachniało, a teraz jak się idzie Krupówkami, czuć tylko zapach pizzy i smażonego tłuszczu. A do tego panuje straszny tłok. Domy to chyba nie stoją tylko na szczytach gór. Zakopane to zniszczony cud natury.
Na Mazurach też źle się dzieje.
- Dlatego powinien tu powstać park narodowy, który powstrzyma ingerencję w przyrodę. Oczywiście w turystykę trzeba inwestować, ale z głową. Zaś miejscowi władcy, ja ich nazywam najeźdźcami, najchętniej wybetonowaliby wszystko, by zamienić raj na ziemi w miasto. Wycięliby wszystkie aleje, a przecież zielone tunele przy drogach i jeziora to właśnie Mazury. A co będzie się działo, gdy Mazury oficjalnie staną się cudem? To nawet trudno sobie wyobrazić. Mam nadzieję że czarny scenariusz, który mam przed oczyma, nie zostanie zrealizowany.
Może tak się dzieje, bo większość obecnych mieszkańców, także tych we władzach, to ludzie przyjezdni. Niewielu już zostało prawdziwych Mazurów.
- Szkoda, bo oni byli rozsądnymi i gospodarnymi ludźmi, wychowanymi w kulcie pracy i poszanowaniu dla tego, co ich otacza. Teraz te wartości nie mają znaczenia, liczą się tylko pieniądze. Stały się fetyszem naszych czasów. Pieniądze są potrzebne, ale tylko po to, by godnie żyć.
Nie boi się pani zakazów związanych z powstaniem parku narodowego?
- Przecież na przykład w Tatrzańskim Parku Narodowym niemal wszędzie można wejść. Oczywiście są ograniczenia - nie można wjeżdżać samochodami, niszczyć roślin, ale przecież nikt niczego nie ogradza płotem. Sama nazwa "park" sugeruje, że jest to miejsce dla ludzi, gdzie można chodzić, oglądać przyrodę, odpoczywać. To, że nie powstaną na terenie Mazurskiego Parku Narodowego kolejne daczowiska i nie będzie można budować wszystkiego, co się chce, to bardzo dobrze. Gdzieś musi być miejsce, w którym można odetchnąć od betonu.
Ale jeśli zbuduje się hotele, ludzie będą mieli pracę. A to ważny tutaj argument.
- Będą mieli pracę, jeśli przyjadą turyści. A gdy zniszczymy przyrodę, to kto będzie chciał tu wypoczywać? Pogoda niepewna, hotele drogie... Jak chce się wypocząć w luksusie, lepiej pojechać do ciepłych krajów. A jak komuś zależy na dzikich ostępach, to wybierze Rosję albo Bory Tucholskie.
Tylko jak doprowadzić do tego, żeby w końcu powstał Mazurski Park Narodowy?
- Potrzebne jest edukowanie, by zmienić myślenie miejscowych notabli i decydentów. Niestety jesteśmy chłopskim narodem, który nie szanuje przyrody.
* Olga Lipińska, reżyserka, scenarzystka i satyryk; stworzyła telewizyjny Kabaret Olgi Lipińskiej. W sierpniu ukazała się jej książka pt. "Co by tu jeszcze", której sporą część poświęciła wspomnieniom z pobytu na Mazurach.
Poprzyj apel ws. parku
Pod apelem do premiera i ministra środowiska o utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego podpisali się już znani pisarze, artyści, naukowcy, historycy, w tym Andrzej Wajda, Wisława Szymborska i Krzysztof Penderecki. List otwarty w tej sprawie kilka tygodni temu opublikowały "Gazeta Wyborcza" i "Tygodnik Powszechny". Autorzy apelu ze smutkiem stwierdzają, że Kraina Wielkich Jezior Mazurskich w ostatnich latach jest dewastowana w niespotykany sposób. Jeśli chcesz poprzeć apel do rządu, podpisz go na stronie internetowej www.olsztyn.gazeta.pl.
- 36 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Olga Lipińska: Ratujmy Mazury przed najazdem
acer0
10.10.09, 10:23
Pani Olgo to nie mazurzy i nie mieszkańcy urodzeni na mazurach dewastują tąziemię. Niech Pani spojży w akta notarialne- to warszawiacy za psie pieniądzewykupili te tereny i robią co chcą. To»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...




