Elity wolą ser i latawce
2009-08-28
, aktualizacja: 28.08.2009 20:38
Na naszych oczach Olsztyn zamienia się bezkształtną magmę, miasto bez wyrazu, bez charakteru, bez tożsamości. Dlaczego rządzący od lat miastem nie umieją tego powstrzymać i wskazać wizji rozwoju?

Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Tzw. Sarkofag stał się symbolem bylejakiej nowoczesności.

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Kino Kopernik - bezpowrotnie stracona świetna architektura współczesna.

Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Mienie gminy, czyli spalone koszary kawalerii na Gietkowskiej.

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Opuszczony dwór na Tracku: doczeka się zagospodarowania czy spłonie?

Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Parki mogłyby być naszą wizytówką, trzeba im jednak gospodarza...
ZOBACZ TAKŻE
- Koszary bez grosza. Co z odszkodowaniem? (25-08-09, 18:12)
- Jest nadzieja dla parku w Jakubowie (24-08-09, 18:46)
- Po co pakować kamienice w styropian? (07-08-09, 19:14)
- Prezydent: Mamy koncepcję rozwoju Olsztyna (22-06-09, 18:14)
- Blokowisko wśród willi na Gutkowie (04-09-09, 19:17)
- Felieton: Promocyjny odlot (31-08-09, 19:45)
- Można burzyć, bo polskie? (26-03-09, 18:55)
- Brakoniecki: - Promocja miasta bez tożsamości (23-02-09, 19:07)
- Olsztyn to dryfujący statek - rozmowa z architektem (15-06-09, 18:16)
Coraz częściej słyszymy, że w Olsztynie to, co najpiękniejsze - historyczne parki, architektura, układ przestrzenny - jest psute, a w najlepszym wypadku niszczeje w oczekiwaniu na lepsze czasy. Wiele o podejściu do naszego dziedzictwa świadczy niedawna próba uzyskania przez urzędników ratusza zgody na zburzenie spalonego budynku w koszarach przy ul. Gietkowskiej. Do tego dochodzi sprawa zburzenia kina Kopernik czy Dukat, który po przebudowie straci pierwotną - zniszczoną przez lata przeróbek - wartość. Jak to możliwe, że nie dbamy o nasze dziedzictwo? Odnowiona kamienica Naujacka pokazuje przecież, że takie inwestycje przynoszą miastu i prestiż, i uznanie.
Na razie wydaje się, jakby historyczne dziedzictwo było w Olsztynie kłopotliwym balastem, którego na wszelki wypadek lepiej się pozbyć. - Władze nie zdają sobie sprawy z tego bogactwa i nie mają pomysłu na jego wykorzystanie. Widocznie nie czują wystarczającej więzi z miastem i nie słuchają tych, którym na nim zależy - mówi Marian Juszczyński, założyciel Stowarzyszenia Dom Warmiński.
- Większość mieszkańców też nie czuje związku z miastem. Elity są zaś takie, jak wybierające je społeczeństwo - dodaje Sławomir Hryniewicz, prezes olsztyńskiego od-działu Stowarzyszenia Architektów Polskich. - Jednak powinniśmy oczekiwać od tych elit nieco więcej.
Kazimierz Brakoniecki, pisarz i dyrektor Centrum Polsko-Francuskiego mówi wprost o arogancji władzy. - Ma ona swoje źródło jeszcze w PRL-u. Urzędnicy izolują się od miasta, którym administrują, odgradzają od jego mieszkańców - przekonuje. - Olsztyn tak naprawdę zaczął się intensywnie rozwijać na początku XX wieku. Wielkie wrażenie robi nasza secesja, ulice takie jak Warmińska czy Mickiewicza, niezwykłe powiązanie urbanistyki miasta i przyrody. Powinniśmy nawiązywać do tego dziedzictwa, robić z Olsztyna miejsce, z którego młodzi nie będą uciekać. Żeby dobrze rządzić miastem, nie wystarczy być uczciwym fachowcem. Potrzebne są szerokie horyzonty i śmiała wizja rozwoju. Tymczasem władza nie reaguje na oczekiwania społeczeństwa. To prowadzi do infantylizacji, której najlepszym symbolem jest puszczanie latawców i festiwal serów [imprezy organizowane przez miasto, które mają wypromować Olsztyn - red.].
Więcej optymizmu zachowuje Piotr Gadomski, członek komisji urbanistycznoarchitektonicznej doradzającej prezydentowi. - Wierzę, że władze są świadome, że trzeba chronić nasze dziedzictwo, inaczej nie podjąłbym się w ogóle pracy w komisji - mówi architekt. - Bardzo brakuje nam jednak planu działania. Szamoczemy się zarówno jeśli chodzi o nowe budownictwo, jak i to historyczne.
ROZMOWA Z MARIANEM JUSZCZYŃSKIM
Ocieplanie historycznych budynków styropianem jest dla wielu symbolem gospodarności. Nie brakuje chętnych do burzenia starych, ale zniszczonych obiektów. Dlaczego nie przeszkadza im taka destrukcja?
Marian Juszczyński*: - Nasz krajobraz robi się styropianowy, bo taka jest świadomość ludzi, niestety także elit. Przykrywa się tynkami starą czerwień cegły, od rewolucji roku '89 budujemy, jak chcemy, według tanich projektów z "Muratora". Krajobraz miasta i regionu traci historię. A życie bez tradycji to życie zubożone - bez właściwości regionalnych, narodowych, nowoczesnych. Nijakie dla nas i dla obcych.
Historia dla wielu polityków i inwestorów jest czymś abstrakcyjnym.
- Niech więc porównają, czym dla krajobrazu Olsztyna jest otynkowany gmach sądu i mur aresztu, "czarna trumna" przy ratuszu, a czym gmach dawnej rejencji, kamienica Naujacka, starówka. Niech zdecydują, co przyniosło miastu i mieszkańcom korzyść? Co lepsze, nowa tradycja "przestrzeni radości" [takie hasło promocyjne wymyślili dla Olsztyna spece od marketingu - red.] czy powrót do tradycji "miasta ogrodu". Jeśli gospodarz jest związany z miejscem i utożsamia się z jego krajobrazem, będzie go raził brak kontynuacji tradycji. Inny kombinuje, jak pozbyć się niepotrzebnego, a kosztownego bagażu. Czeka na rozbiórkę, bo przecież taniej, sprawniej i szybciej postawi się nowe budynki i nie trzeba będzie się męczyć z konserwatorem. Tak rodzi się styropianowa tożsamość.
A w Olsztynie jakiego mamy gospodarza?
- Dr Jan Salm mówił w "Gazecie" [z 18 sierpnia] o lekceważeniu dziedzic-twa kultury przez elity. Zarządzają pieniędzmi i ludźmi, a nie zarządzają, choć powinni, jakością przestrzeni, w której mieszkańcy żyją. Przypadek niszczejącej kamienicy przy pl. Bema pokazuje też inny problem: niską tożsamość kulturową z miejscem, a przez to nieumiejętność współpracy między władzą, urzędami a inwestorem. Dr Salm mówi, że zamiast tego panuje ogólna niemoc. Prezydent nic nie może, konserwator zrobił wszystko, co w jego mocy, a inwestor, że jakoś to będzie, byle tanio.
Coraz więcej mieszkańców dostrzega jednak konieczność ochrony historycznego Olsztyna.
- Olsztynianie za pośrednictwem apelu "Gazety" o ratowanie kamienicy przy pl. Bema kierują do elit wołanie o zmianę ich postawy wobec dziedzictwa, a nie tylko tej jednej kamienicy. Wyczuwają, że to grozi spustoszeniem tożsamości i kulturowej świadomości mieszkańców. A bez tego trudno mówić o satysfakcji z bycia olsztynianinem, Warmiakiem, Mazurem.
Uważa pan, że rządzący od lat miastem mają problem z tożsamością?
- Powinni odpowiedzieć sobie na pytanie: czy ten krajobraz i jego tradycja są moje, czy bliżej im do świata bezimiennego "mcdonalda". Prawdziwy gospodarz musi umieć nazwać się Warmiakiem czy Mazurem. Tymczasem wielu z nas powie dziś o sobie wymijająco: mieszkam na Warmii i Mazurach. To się może zmienić dopiero w przysłowiowym trzecim pokoleniu tu urodzonych, którzy nie niosą już ciężaru bycia przybyszami, którzy po 1945 roku zostawili swoje krajobrazy za Bugiem czy w centralnej Polsce. Już dzisiejsi młodzi, będąc w kulturowym konflikcie pokoleniowym ze starszymi, z ich postawą wobec tutejszej tradycji i historii, nie zgadzają się na ich obojętność, szukają starych wiosek i cmentarzy, walczą o zachowanie tożsamości regionu. To stowarzyszenie Borussia, młodzi architekci z Forum Rozwoju Olsztyna, ludzie z wiejskich stowarzyszeń, domów kultury, którzy nie odżegnują się od dziedzictwa regionu. Nie chcą pogodzić się ze styropianizacją historii zapisanej od setek lat w przestrzeni oraz krajobrazie i architekturze, kształtowanej od pokoleń.
* założyciel Stowarzyszenia Dom Warmiński
Na razie wydaje się, jakby historyczne dziedzictwo było w Olsztynie kłopotliwym balastem, którego na wszelki wypadek lepiej się pozbyć. - Władze nie zdają sobie sprawy z tego bogactwa i nie mają pomysłu na jego wykorzystanie. Widocznie nie czują wystarczającej więzi z miastem i nie słuchają tych, którym na nim zależy - mówi Marian Juszczyński, założyciel Stowarzyszenia Dom Warmiński.
- Większość mieszkańców też nie czuje związku z miastem. Elity są zaś takie, jak wybierające je społeczeństwo - dodaje Sławomir Hryniewicz, prezes olsztyńskiego od-działu Stowarzyszenia Architektów Polskich. - Jednak powinniśmy oczekiwać od tych elit nieco więcej.
Kazimierz Brakoniecki, pisarz i dyrektor Centrum Polsko-Francuskiego mówi wprost o arogancji władzy. - Ma ona swoje źródło jeszcze w PRL-u. Urzędnicy izolują się od miasta, którym administrują, odgradzają od jego mieszkańców - przekonuje. - Olsztyn tak naprawdę zaczął się intensywnie rozwijać na początku XX wieku. Wielkie wrażenie robi nasza secesja, ulice takie jak Warmińska czy Mickiewicza, niezwykłe powiązanie urbanistyki miasta i przyrody. Powinniśmy nawiązywać do tego dziedzictwa, robić z Olsztyna miejsce, z którego młodzi nie będą uciekać. Żeby dobrze rządzić miastem, nie wystarczy być uczciwym fachowcem. Potrzebne są szerokie horyzonty i śmiała wizja rozwoju. Tymczasem władza nie reaguje na oczekiwania społeczeństwa. To prowadzi do infantylizacji, której najlepszym symbolem jest puszczanie latawców i festiwal serów [imprezy organizowane przez miasto, które mają wypromować Olsztyn - red.].
Więcej optymizmu zachowuje Piotr Gadomski, członek komisji urbanistycznoarchitektonicznej doradzającej prezydentowi. - Wierzę, że władze są świadome, że trzeba chronić nasze dziedzictwo, inaczej nie podjąłbym się w ogóle pracy w komisji - mówi architekt. - Bardzo brakuje nam jednak planu działania. Szamoczemy się zarówno jeśli chodzi o nowe budownictwo, jak i to historyczne.
ROZMOWA Z MARIANEM JUSZCZYŃSKIM
Ocieplanie historycznych budynków styropianem jest dla wielu symbolem gospodarności. Nie brakuje chętnych do burzenia starych, ale zniszczonych obiektów. Dlaczego nie przeszkadza im taka destrukcja?
Marian Juszczyński*: - Nasz krajobraz robi się styropianowy, bo taka jest świadomość ludzi, niestety także elit. Przykrywa się tynkami starą czerwień cegły, od rewolucji roku '89 budujemy, jak chcemy, według tanich projektów z "Muratora". Krajobraz miasta i regionu traci historię. A życie bez tradycji to życie zubożone - bez właściwości regionalnych, narodowych, nowoczesnych. Nijakie dla nas i dla obcych.
Historia dla wielu polityków i inwestorów jest czymś abstrakcyjnym.
- Niech więc porównają, czym dla krajobrazu Olsztyna jest otynkowany gmach sądu i mur aresztu, "czarna trumna" przy ratuszu, a czym gmach dawnej rejencji, kamienica Naujacka, starówka. Niech zdecydują, co przyniosło miastu i mieszkańcom korzyść? Co lepsze, nowa tradycja "przestrzeni radości" [takie hasło promocyjne wymyślili dla Olsztyna spece od marketingu - red.] czy powrót do tradycji "miasta ogrodu". Jeśli gospodarz jest związany z miejscem i utożsamia się z jego krajobrazem, będzie go raził brak kontynuacji tradycji. Inny kombinuje, jak pozbyć się niepotrzebnego, a kosztownego bagażu. Czeka na rozbiórkę, bo przecież taniej, sprawniej i szybciej postawi się nowe budynki i nie trzeba będzie się męczyć z konserwatorem. Tak rodzi się styropianowa tożsamość.
A w Olsztynie jakiego mamy gospodarza?
- Dr Jan Salm mówił w "Gazecie" [z 18 sierpnia] o lekceważeniu dziedzic-twa kultury przez elity. Zarządzają pieniędzmi i ludźmi, a nie zarządzają, choć powinni, jakością przestrzeni, w której mieszkańcy żyją. Przypadek niszczejącej kamienicy przy pl. Bema pokazuje też inny problem: niską tożsamość kulturową z miejscem, a przez to nieumiejętność współpracy między władzą, urzędami a inwestorem. Dr Salm mówi, że zamiast tego panuje ogólna niemoc. Prezydent nic nie może, konserwator zrobił wszystko, co w jego mocy, a inwestor, że jakoś to będzie, byle tanio.
Coraz więcej mieszkańców dostrzega jednak konieczność ochrony historycznego Olsztyna.
- Olsztynianie za pośrednictwem apelu "Gazety" o ratowanie kamienicy przy pl. Bema kierują do elit wołanie o zmianę ich postawy wobec dziedzictwa, a nie tylko tej jednej kamienicy. Wyczuwają, że to grozi spustoszeniem tożsamości i kulturowej świadomości mieszkańców. A bez tego trudno mówić o satysfakcji z bycia olsztynianinem, Warmiakiem, Mazurem.
Uważa pan, że rządzący od lat miastem mają problem z tożsamością?
- Powinni odpowiedzieć sobie na pytanie: czy ten krajobraz i jego tradycja są moje, czy bliżej im do świata bezimiennego "mcdonalda". Prawdziwy gospodarz musi umieć nazwać się Warmiakiem czy Mazurem. Tymczasem wielu z nas powie dziś o sobie wymijająco: mieszkam na Warmii i Mazurach. To się może zmienić dopiero w przysłowiowym trzecim pokoleniu tu urodzonych, którzy nie niosą już ciężaru bycia przybyszami, którzy po 1945 roku zostawili swoje krajobrazy za Bugiem czy w centralnej Polsce. Już dzisiejsi młodzi, będąc w kulturowym konflikcie pokoleniowym ze starszymi, z ich postawą wobec tutejszej tradycji i historii, nie zgadzają się na ich obojętność, szukają starych wiosek i cmentarzy, walczą o zachowanie tożsamości regionu. To stowarzyszenie Borussia, młodzi architekci z Forum Rozwoju Olsztyna, ludzie z wiejskich stowarzyszeń, domów kultury, którzy nie odżegnują się od dziedzictwa regionu. Nie chcą pogodzić się ze styropianizacją historii zapisanej od setek lat w przestrzeni oraz krajobrazie i architekturze, kształtowanej od pokoleń.
* założyciel Stowarzyszenia Dom Warmiński
- 70 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Olsztyn nie ma szczescia do gospodarzy i elit
samozwaniec1
29.08.09, 12:04
Ostatni prawdziwy gospodarz miasta nad Lyna nazywal sie Gotowiec i byl naszym najlepszym wojewoda a jednoczesnie jedynym z calej plejady nieudacznikow,ktory naprawde dbal o miasto.I byl »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Recydywista. Cukierkami znów kusił młode ...
- Wkrótce otwarcie nowej galerii handlowej ...
- Robotnicy w końcu wzięli się za budowę ...
- Olsztyn nie jest już wolny od Euro. Mamy ...
- Uwaga pasażerowie MPK. Zmiana trasy na ...
- Prezydent Bronisław Komorowski jedzie na ...
- Drogowcy zamknęli kolejną ulicę i korki gotowe



