Koszary bez grosza. Co z odszkodowaniem?
2009-08-25
, aktualizacja: 25.08.2009 18:12
Miasto ma poważny problem z uzyskaniem odszkodowania za spalony budynek w koszarach na ul. Gietkowskiej. Ubezpieczyciel nie chce płacić powołując się na ustalenia swoich rzeczoznawców. Bez tego gmina nie będzie miała pieniędzy na ewentualną odbudowę zabytku
ZOBACZ TAKŻE
- Dla miasta wyburzyć zabytek to najłatwiejsze (17-08-09, 20:43)
- Bez olsztynian Koszary Dragonów nie ożyją (29-06-11, 18:14)
- Bliski koniec śledztwa w sprawie pożaru w koszarach (20-09-10, 19:03)
- Z ubezpieczycielem do sądu za pożar koszar (09-07-10, 18:35)
- Zabytek poszedł z ogniem. I co dalej? (01-03-10, 18:56)
- Ratusz planuje odbudowę spalonej stajni (05-10-09, 19:50)
- Elity wolą ser i latawce (28-08-09, 20:38)
Budynek przy Gietkowskiej 10 zwany stajniami oficerskimi był jednym z najbardziej interesujących i najlepiej zachowanych obiektów kompleksu koszar kawalerii. W maju tego roku wybuchł pożar i większa część budynku stanęła w płomieniach. Strażakom z trudem udało się uratować dwa spośród 4 segmentów budowli. Pozostałe ocalały tylko częściowo i wymagają poważnych prac konserwatorskich i remontowych.
Należące do miasta koszary były ubezpieczone i te pieniądze dają szansę na odbudowę zniszczonej części stajni. Jednak uzyskanie odszkodowania nie będzie proste i na pewno nie stanie się to szybko. Już kilka tygodniu po majowym pożarze miasto wysłało prośbę o wypłatę odszkodowania. Urzędnicy uznali, że gminie należy się cała kwota ubezpieczenia koszar, czyli 7 mln zł. Tymczasem firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty odszkodowania. - Ubezpieczyciel stwierdził, że pożar miał swój początek w składowisku sprasowanych plastikowych butelek złożonych wokół budynku. Tak ustalił ekspert działający na zlecenie firmy - mówi Aneta Szpaderska, rzecznik Urzędu Miasta.
Urzędnicy domagają się teraz, by firma przysłała ratuszowi pełną opinię biegłego, na którą powoływano się w korespondencji odmawiającej wypłaty. Tymczasem wolą nie ujawniać nawet, gdzie były ubezpieczone koszary. - Mogłoby to osłabić naszą pozycję - wyjaśnia rzeczniczka.
Miasto wysłało już kolejne pismo, w którym domaga się na początek wypłaty 500 tys. zł zaliczki na poczet pełnego odszkodowania.
Niektórzy już teraz są pewni, że miasto nie ma co liczyć na miliony. - Był tu rzeczoznawca i dziwił się, że obiekty mogą być tak źle utrzymane i zabezpieczone. Nic dziwnego, że będzie problem z odszkodowaniem - mówi jeden z działających w koszarach przedsiębiorców. - Dlatego miasto woli zburzyć tę część budynku. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że pieniędzy na odbudowę nie dostaną.
Być może dlatego pracownicy ratusza woleli się zabezpieczyć i odwołali się od decyzji wojewódzkiego konserwatora zabytków chcącego, żeby ocalałe z ognia mury zostały zachowane. Dzięki temu uniknęliby kosztów odbudowy. Pisaliśmy o tym dwa tygodniu temu.
O tym że pieniądze będzie trudno odzyskać, wie dyrektor Zakładu Budynków i Lokali Komunalnych. - Na pewno sprawa znajdzie finał w sądzie, bo przy takich kwotach nikt "nie odpuści" - przewiduje Zbigniew Karpowicz. - Musimy być przygotowani na długie miesiące, a może lata postępowań.
Na razie za wcześnie także mówić o tym, czy miasto wystąpi na drogę cywilną przeciwko najemcom, którzy mogli nieprawidłowo eksploatować obiekty. - Czekamy na ustalenia prokuratury w tej sprawie. Dopiero po zakończeniu tych prac możemy decydować, co robić dalej - wyjaśnia Karpowicz.
O tym, że eksploatujący obiekt najemcy nie zawsze podporządkowywali się oczekiwaniom właściciela, wiadomo było już wcześniej. - Jeszcze przed pożarem wezwaliśmy działającą tam firmę do usunięcia składowiska butelek - przyznaje szef ZBiLK.
Na ustalenia prokuratury dotyczące przyczyn wybuchu pożaru nie można jednak liczyć w najbliższym czasie. - Najbardziej optymistyczny termin na wydanie opinii przez biegłego eksperta w dziedzinie pożarnictwa to grudzień. Do analizy zostały także zapisy z monitoringu - mówi Jarosław Krzysztoń, prokurator okręgowy Olsztyn Północ.
Tymczasem dyrektor ZBiLK ma zamiar wystąpić do prezydenta o pieniądze na dalsze zabezpieczenie spalonego budynku. Od tego będzie zależało, czy uda się powstrzymać dewastację obiektu.
Komentarz Tomasza Kursa
Miasto czeka. Przecież się nie pali
Zostawione samym sobie zabytkowe koszary przy ul. Gietkowskiej niszczały przez ostatnie lata. Niektórzy wynajmujący je przedsiębiorcy zupełnie nie brali pod uwagę, że swoją działalnością mogą narazić obiekt na pożar. To, co się stało przy ul. Gietkowskiej, to nauczka, że brak decyzji miasta (co z zabytkiem zrobić, by nie był traktowany tylko jako zwykły magazyn) przynosi tragiczne konsekwencje. Niestety, jednym tchem można wymienić kolejne zabytki administrowane przez miasto, które stoją niezagospodarowane i w każdej chwili mogą stać się ofiarą równie nieszczęśliwego wypadku, jak koszary przy ul. Gietkowskiej. Stoi jeszcze dwór Beliana w Tracku, malownicza willa przy ul. Knosały w Zakolu Łyny i koszarowiec przy ul. Kasprowicza. Co z tego, że są ubezpieczone, skoro to żadna gwarancja, że pieniądze uda się odzyskać? Czas na decyzje, jak je uchronić przed podobną tragedią.
Należące do miasta koszary były ubezpieczone i te pieniądze dają szansę na odbudowę zniszczonej części stajni. Jednak uzyskanie odszkodowania nie będzie proste i na pewno nie stanie się to szybko. Już kilka tygodniu po majowym pożarze miasto wysłało prośbę o wypłatę odszkodowania. Urzędnicy uznali, że gminie należy się cała kwota ubezpieczenia koszar, czyli 7 mln zł. Tymczasem firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty odszkodowania. - Ubezpieczyciel stwierdził, że pożar miał swój początek w składowisku sprasowanych plastikowych butelek złożonych wokół budynku. Tak ustalił ekspert działający na zlecenie firmy - mówi Aneta Szpaderska, rzecznik Urzędu Miasta.
Urzędnicy domagają się teraz, by firma przysłała ratuszowi pełną opinię biegłego, na którą powoływano się w korespondencji odmawiającej wypłaty. Tymczasem wolą nie ujawniać nawet, gdzie były ubezpieczone koszary. - Mogłoby to osłabić naszą pozycję - wyjaśnia rzeczniczka.
Miasto wysłało już kolejne pismo, w którym domaga się na początek wypłaty 500 tys. zł zaliczki na poczet pełnego odszkodowania.
Niektórzy już teraz są pewni, że miasto nie ma co liczyć na miliony. - Był tu rzeczoznawca i dziwił się, że obiekty mogą być tak źle utrzymane i zabezpieczone. Nic dziwnego, że będzie problem z odszkodowaniem - mówi jeden z działających w koszarach przedsiębiorców. - Dlatego miasto woli zburzyć tę część budynku. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że pieniędzy na odbudowę nie dostaną.
Być może dlatego pracownicy ratusza woleli się zabezpieczyć i odwołali się od decyzji wojewódzkiego konserwatora zabytków chcącego, żeby ocalałe z ognia mury zostały zachowane. Dzięki temu uniknęliby kosztów odbudowy. Pisaliśmy o tym dwa tygodniu temu.
O tym że pieniądze będzie trudno odzyskać, wie dyrektor Zakładu Budynków i Lokali Komunalnych. - Na pewno sprawa znajdzie finał w sądzie, bo przy takich kwotach nikt "nie odpuści" - przewiduje Zbigniew Karpowicz. - Musimy być przygotowani na długie miesiące, a może lata postępowań.
Na razie za wcześnie także mówić o tym, czy miasto wystąpi na drogę cywilną przeciwko najemcom, którzy mogli nieprawidłowo eksploatować obiekty. - Czekamy na ustalenia prokuratury w tej sprawie. Dopiero po zakończeniu tych prac możemy decydować, co robić dalej - wyjaśnia Karpowicz.
O tym, że eksploatujący obiekt najemcy nie zawsze podporządkowywali się oczekiwaniom właściciela, wiadomo było już wcześniej. - Jeszcze przed pożarem wezwaliśmy działającą tam firmę do usunięcia składowiska butelek - przyznaje szef ZBiLK.
Na ustalenia prokuratury dotyczące przyczyn wybuchu pożaru nie można jednak liczyć w najbliższym czasie. - Najbardziej optymistyczny termin na wydanie opinii przez biegłego eksperta w dziedzinie pożarnictwa to grudzień. Do analizy zostały także zapisy z monitoringu - mówi Jarosław Krzysztoń, prokurator okręgowy Olsztyn Północ.
Tymczasem dyrektor ZBiLK ma zamiar wystąpić do prezydenta o pieniądze na dalsze zabezpieczenie spalonego budynku. Od tego będzie zależało, czy uda się powstrzymać dewastację obiektu.
Komentarz Tomasza Kursa
Miasto czeka. Przecież się nie pali
Zostawione samym sobie zabytkowe koszary przy ul. Gietkowskiej niszczały przez ostatnie lata. Niektórzy wynajmujący je przedsiębiorcy zupełnie nie brali pod uwagę, że swoją działalnością mogą narazić obiekt na pożar. To, co się stało przy ul. Gietkowskiej, to nauczka, że brak decyzji miasta (co z zabytkiem zrobić, by nie był traktowany tylko jako zwykły magazyn) przynosi tragiczne konsekwencje. Niestety, jednym tchem można wymienić kolejne zabytki administrowane przez miasto, które stoją niezagospodarowane i w każdej chwili mogą stać się ofiarą równie nieszczęśliwego wypadku, jak koszary przy ul. Gietkowskiej. Stoi jeszcze dwór Beliana w Tracku, malownicza willa przy ul. Knosały w Zakolu Łyny i koszarowiec przy ul. Kasprowicza. Co z tego, że są ubezpieczone, skoro to żadna gwarancja, że pieniądze uda się odzyskać? Czas na decyzje, jak je uchronić przed podobną tragedią.
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Zamienil stryjek siekierke na kijek
samozwaniec1
26.08.09, 10:13
Juz widac wyraznie,ze Grzymowicz nie jest prezydentem,jakiego sobie wymarzylismy.To nieudacznik dbajacy jedynie o to,aby dotrwac do konca kadencji. Reszta dzialan podporzadkowana jest »
Najczęściej czytane24 htydzień




