Jaroty też będą kwaterować razem dłużników
2009-08-18
, aktualizacja: 18.08.2009 19:10
Spółdzielnia Mieszkaniowa Jaroty przykręca śrubę mieszkańcom, którzy nie płacą czynszu. Najnowszy pomysł, by "przekonać" ich do spłacenia zaległości - to kwaterowanie kilku dłużników w jednym mieszkaniu
ZOBACZ TAKŻE
- Spółdzielnia walczy z dłużnikami, lokatorzy pod zastaw (08-02-10, 19:13)
- Eksmisje uciążliwych lokatorów do baraku (12-01-10, 17:55)
- Nie płacisz czynszu? Czeka się przeprowadzka (15-11-09, 17:50)
- Dłużnicy zakładają firmę, by spłacić zaległości (24-09-09, 18:54)
- Zalegającym z czynszami dokwaterują lokatora (15-03-09, 20:32)
Dług lokatorów Jarot wynosi obecnie ok. 6,5 mln zł. Szefowie spółdzielni łapią się różnych pomysłów, by wyegzekwować te należności. Zaczynali od wywieszania na klatkach schodowych list z podaną wysokością zadłużenia lokatorów, choć bez podawania nazwisk dłużników. Potem konkretnego sąsiada każdy spółdzielca mógł namierzyć w imiennym rejestrze wyłożonym w administracji Jarot. Dane zalegających z największymi kwotami spółdzielnia przekazuje do Krajowego Rejestru Długów. - Dzięki tym działaniom zadłużenie w ciągu ostatnich lat zmniejszyło się o 1 mln zł. Gdybyśmy nie podejmowali żadnych kroków, to zaległości na pewno wciąż by rosły - uważa Roman Przedwojski, prezes SM Jaroty.
Spółdzielnia nie zamierza na tym poprzestać. Najnowszy pomysł to kwaterowanie zadłużonych spółdzielców do wspólnego mieszkania. Pierwszy taki lokal - o powierzchni ok. 40 m kw - czeka już na Nagórkach. - Mieszkania pozyskujemy, gdy ktoś traci prawo lokatorskie do lokalu lub w przypadkach losowych, jak śmierć lokatora - wyjaśnia prezes.
Szefowie Jarot przeprowadzkę do wspólnego mieszkania "zaproponowali" już dwóm rodzinom zalegającym z czynszem. W pierwszym przypadku był to strzał w dziesiątkę. - Jedna z nich - mając wizję przymusowego przekwaterowania do mieszkania z innym dłużnikiem - spłaciła nam od razu 18 tys. zł - mówi Roman Przedwojski. - Niestety, druga rodzina konsekwentnie unika odbioru korespondencji. W tej sytuacji wystąpiliśmy do komornika, a ofertę zamiany lokalu wysłaliśmy już do kolejnego dłużnika.
Władze spółdzielni liczą, że groźba przeniesienia do mniejszego lokalu, a na dodatek przymusowe sąsiedztwo, poprawi egzekucję należności.
Taką przeprowadzkę spółdzielnia może "zaproponować" tylko ludziom, którzy mieszkają w mieszkaniu spółdzielczym. Inne kroki trzeba podejmować wobec tych, którzy w ostatnich latach się uwłaszczyli, czyli stali się rzeczywistymi właścicielami mieszkań - wcześniej spółdzielczych - ale zalegają z płaceniem czynszu spółdzielni, pełniącej tylko rolę administratora budynków. Spółdzielnia - mając nakazy sądowej egzekucji - będzie zakładała hipoteki na zajmowane przez dłużników lokale. To dla niej wydatek jedynie 200 zł, a dla właściciela mieszkania kłopoty: niemożliwość zaciągnięcia kredytu w banku, a także trudności ze sprzedażą zadłużonego mieszkania.
Jak przeważnie w takich sytuacjach, kroki podejmowane przez władze Jarot pochwalają lokatorzy, którzy systematycznie płacą czynsze. - Odnoszę wrażenie, że część dłużników to tak naprawdę ludzie, którzy nie mają dużych problemów finansowych i stać ich na wiele rzeczy. Może właśnie dlatego, że nie płacą po 500 zł comiesięcznego czynszu - mówi Aneta Kowalczyk, lokatorka z bloku przy ul. Wańkowicza. - Oni z nas mogą się pośmiać. Uważają nas za frajerów, że my ponosimy koszty wydatków na remonty, za które oni też powinni płacić.
Wcześniej - o czym pisaliśmy w marcu - na łączenie dłużników zdecydowało się miasto. Długi lokatorów mieszkań komunalnych sięgają 12 mln zł, czyli dwa razy więcej niż w Jarotach. Zakład Budynków i Lokali Komunalnych na początek wybrał 140-metrowe mieszkanie przy ul. Kętrzyńskiego, zajmowane przez zadłużoną rodzinę. - Po wykonaniu remontu i podzieleniu mieszkania na mniejsze lokale, udało nam się tam zakwaterować 19 osób - mówi Zbigniew Karpowicz, dyrektor ZBiLK. - Przymierzamy się do kolejnych takich przesiedleń.
Gdy o tym pomyśle napisała "Gazeta" do dyrektora olsztyńskiego ZLiBK, zaczęli dzwonić administratorzy z całej Polski z pytaniami, jak pomysł kwaterowania dłużników zrealizować w praktyce.
Spółdzielnia nie zamierza na tym poprzestać. Najnowszy pomysł to kwaterowanie zadłużonych spółdzielców do wspólnego mieszkania. Pierwszy taki lokal - o powierzchni ok. 40 m kw - czeka już na Nagórkach. - Mieszkania pozyskujemy, gdy ktoś traci prawo lokatorskie do lokalu lub w przypadkach losowych, jak śmierć lokatora - wyjaśnia prezes.
Szefowie Jarot przeprowadzkę do wspólnego mieszkania "zaproponowali" już dwóm rodzinom zalegającym z czynszem. W pierwszym przypadku był to strzał w dziesiątkę. - Jedna z nich - mając wizję przymusowego przekwaterowania do mieszkania z innym dłużnikiem - spłaciła nam od razu 18 tys. zł - mówi Roman Przedwojski. - Niestety, druga rodzina konsekwentnie unika odbioru korespondencji. W tej sytuacji wystąpiliśmy do komornika, a ofertę zamiany lokalu wysłaliśmy już do kolejnego dłużnika.
Władze spółdzielni liczą, że groźba przeniesienia do mniejszego lokalu, a na dodatek przymusowe sąsiedztwo, poprawi egzekucję należności.
Taką przeprowadzkę spółdzielnia może "zaproponować" tylko ludziom, którzy mieszkają w mieszkaniu spółdzielczym. Inne kroki trzeba podejmować wobec tych, którzy w ostatnich latach się uwłaszczyli, czyli stali się rzeczywistymi właścicielami mieszkań - wcześniej spółdzielczych - ale zalegają z płaceniem czynszu spółdzielni, pełniącej tylko rolę administratora budynków. Spółdzielnia - mając nakazy sądowej egzekucji - będzie zakładała hipoteki na zajmowane przez dłużników lokale. To dla niej wydatek jedynie 200 zł, a dla właściciela mieszkania kłopoty: niemożliwość zaciągnięcia kredytu w banku, a także trudności ze sprzedażą zadłużonego mieszkania.
Jak przeważnie w takich sytuacjach, kroki podejmowane przez władze Jarot pochwalają lokatorzy, którzy systematycznie płacą czynsze. - Odnoszę wrażenie, że część dłużników to tak naprawdę ludzie, którzy nie mają dużych problemów finansowych i stać ich na wiele rzeczy. Może właśnie dlatego, że nie płacą po 500 zł comiesięcznego czynszu - mówi Aneta Kowalczyk, lokatorka z bloku przy ul. Wańkowicza. - Oni z nas mogą się pośmiać. Uważają nas za frajerów, że my ponosimy koszty wydatków na remonty, za które oni też powinni płacić.
Wcześniej - o czym pisaliśmy w marcu - na łączenie dłużników zdecydowało się miasto. Długi lokatorów mieszkań komunalnych sięgają 12 mln zł, czyli dwa razy więcej niż w Jarotach. Zakład Budynków i Lokali Komunalnych na początek wybrał 140-metrowe mieszkanie przy ul. Kętrzyńskiego, zajmowane przez zadłużoną rodzinę. - Po wykonaniu remontu i podzieleniu mieszkania na mniejsze lokale, udało nam się tam zakwaterować 19 osób - mówi Zbigniew Karpowicz, dyrektor ZBiLK. - Przymierzamy się do kolejnych takich przesiedleń.
Gdy o tym pomyśle napisała "Gazeta" do dyrektora olsztyńskiego ZLiBK, zaczęli dzwonić administratorzy z całej Polski z pytaniami, jak pomysł kwaterowania dłużników zrealizować w praktyce.
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...




