Pisarz, muzyk, społecznik: ratujmy Mazury

Magdalena Spiczak-Brzezińska
2009-08-06 , aktualizacja: 06.08.2009 18:27
A A A Drukuj
Pod koniec lat 90. pływałem żaglówką po mazurskich jeziorach, ale szybko stamtąd uciekłem i powiedziałem, że już nie wrócę. Odstraszyły mnie zaśmiecone brzegi, ryk silników i smród spalin - mówi Jacek Winiarski z Greenpeace.

Fot. Przemysław Skrzydło / Agenc
Ludzie ze świata nauki i kultury przygotowali apel do premiera i ministra środowiska o powołanie Mazurskiego Parku Narodowego. Cały tekst został opublikowany w środowej "Gazecie Wyborczej". - Liczbę samowoli budowlanych, jakie powstały tylko w sercu Mazur, można mierzyć w tysiącach. Nieodpowiedzialna gospodarka rybacka nadal prowadzi do trzebieży ryb. (...) Problemów jest bardzo dużo i domagają się one szybkiej interwencji. (...) Apelujemy do rządu o podjęcie negocjacji z lokalną społecznością i opracowania zasad, które doprowadzą do powołania Mazurskiego Parku Narodowego, jednocześnie zapewniając warunki rozwoju mieszkańcom terenów włączonych w teren parku - piszą.

Zapytaliśmy kilku sygnatariuszy listu otwartego, dlaczego zdecydowali się wesprzeć tę inicjatywę?

Mariusz Sieniewicz, pisarz

O tym, że podpisałem apel o utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego, zadecydowały osobiste doświadczenia. Jestem przerażony tym, jak ludzie bezlitośnie drenują krajobraz i wszędzie zostawiają nieusuwalne ślady swojej obecności. Warto zainteresować się tym, co dzieje się na Mazurach, bo jeszcze chwila, a cały region zostanie spustoszony. Warmia i Mazury to piękne, cudowne lasy, jeziora i na tym się kończy. Nie ma inwestycji, które chroniłyby naturalny krajobraz. Ja jestem strasznym PRL-owcem. Nie podoba mi się, że pleni się prywaciarski liberalizm. Ludzie się grodzą, nie zostawiając nawet pasa ziemi przy brzegu, skutery hałasują na wodzie, wszędzie śmieci - ręce opadają.

Mieszkam teraz nad jednym z olsztyńskich jezior i po prostu nie mogę patrzeć na to, co się tam dzieje. Czasem modlę się, by lato było deszczowe, żeby ta przyroda choć trochę odpoczęła.

Grzegorz Turnau, muzyk

Od wielu lat przyjeżdżam na Mazury z przyjemnością ze względów towarzysko-przyjacielskich. Nie jestem co prawda żeglarzem, ale bardzo lubię popatrzeć na jezioro czy miejscową architekturę, pochodzić po lesie. Dlatego chętnie wsparłem starania ludzi takich jak Krzysztof Worobiec ze stowarzyszenia Sadyba i inne osoby związane z tym terenem na dobre i na złe. To, co robią, by uchronić Wielkie Jeziora przed całkowitą komercjalizacją i utratą tego, co jest w nich wyjątkowe, jest bardzo ważne i potrzebne. Nie jestem prawnikiem i nie znam się za bardzo na przepisach, ale przekonanie, że utworzenie parku narodowego spowoduje, że nic nie będzie tu wolno, to mity oparte na niewiedzy.

Jacek Winiarski, Greenpeace Polska

Choć nie jesteśmy w stanie zająć się wszystkimi problemami ekologicznymi w Polsce, sprzyjamy każdej inicjatywie, której celem jest ochrona środowiska. Gdy tylko możemy pomóc ludziom angażującym się w takie akcje, staramy się to zrobić, choćby podpisując się pod apelem o utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego.

Pod koniec lat 90. pływałem kilka razy żaglówką po mazurskich jeziorach, ale szybko stamtąd uciekłem i powiedziałem, że już nie wrócę. Odstraszyły mnie zaśmiecone brzegi, tłumy nowobogackich, ryk silników i smród spalin. Słyszałem, że teraz sytuacja jeszcze się pogorszyła. Mazury, jakie zapamiętałem i o jakich w tej chwili czytam, nie są miejscem, które chciałoby się odwiedzać. Przynajmniej, dopóki nic się nie zmieni.

Warto walczyć o to, by powstał Mazurski Park Narodowy. Cel jest słuszny, dlatego podpisujemy się pod nim obiema rękami.



Apel można poprzeć na naszej stronie internetowej www.olsztyn.gazeta.pl



Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy