Wartownia - mały budynek, wielki problem
2009-07-07
, aktualizacja: 07.07.2009 20:37
Urzędnicy zdecydowali, że przy okazji budowy nowej ul. Artyleryjskiej trzeba wyburzyć XIX-wieczny budynek wartowni. Nie muszą jednak tego robić - pisze Wojciech Grejciun
ZOBACZ TAKŻE
- Ratusz chce zburzyć spalone zabytkowe koszary (16-08-09, 17:55)
- Ukryte skarby z czerwonej cegły na Zatorzu (22-05-09, 18:34)
- Dla miasta wyburzyć zabytek to najłatwiejsze (17-08-09, 20:43)
- Burzą wartownie, bo nikomu nie są już potrzebne (14-06-10, 20:08)
- Koszary przy ul. Artyleryjskiej będą zabytkiem (20-10-09, 19:59)
- Ratusz zbroi koszary (14-07-09, 20:21)
- Zabytkowy tartak Raphaelsohnów do wzięcia (29-04-09, 18:19)
W poniedziałek w "Gazecie" opisaliśmy starania Stowarzyszenia Sadyba o wpisanie do rejestru zabytków koszar przy dworcu zachodnim. Na 40 ha powstały w latach 1887-1889 zabudowania dla wojsk pruskich. Gdy w latach 90. XX wieku wyprowadziło się stąd wojsko, okazało się, w jak tragicznym stanie są zabudowania. Z każdym rokiem jest coraz gorzej. Ale kompleks kilkunastu XIX-wiecznych obiektów wciąż warto chronić. Właśnie dlatego Sadyba chce je wpisać do rejestru zabytków. Mogłoby się to stać nawet w tym roku.
Jednak zanim do tego dojdzie, miasto zacznie budowę nowej ul. Artyleryjskiej. Inwestycja jest miastu potrzebna, bo Artyleryjska to od lat najgorsza ulica w mieście. Według dokumentacji, w miejscu wartowni ma być chodnik. Wybór między nowym chodnikiem a starą wartownią okazał się dla urzędników łatwy: poświęcili wartownię. Budynek nie jest może duży, na terenie koszar są ładniejsze i cenniejsze, ale nie znaczy to, że jest mniej ważny niż pozostałe wojskowe obiekty. - Jest tym, czym są drzwi do domu - mówi Krzysztof Worobiec, prezes Sadyby.
Wydaje się jednak, że jest sposób, by ocalić wartownię. Wystarczy spojrzeć na okolicę dawnego biura przepustek z góry, na przykład z nasypu kolejowego. Wartownię można ominąć, budując chodnik na tyłach budynku. Dla pieszych oznaczałoby to konieczność nadrobienia kilkunastu metrów. Chociaż trudno mówić o pieszych w tej części miasta, gdzie dominują hurtownie, do których mieszkańcy przyjeżdżają samochodami.
Okazuje się, że nie jest to pomysł nowy. Także konserwatorzy zabytków i ludzie, którzy wcześniej robili dokumentację koszar, wiedzieli o tej możliwości. Ich zdaniem chodnik bez problemu można przeprowadzić tak, aby nie burzyć XIX-wiecznej wartowni.
Nie wiem, czy miasto wiedziało o tym rozwiązaniu. Nie wiem, czy brało je pod uwagę. Jeśli urzędnicy nie wiedzieli, mogli się dowiedzieć podczas poniedziałkowego spotkania w Urzędzie Wojewódzkim w sprawie ochrony koszar. Niestety byli na nim wszyscy zainteresowani oprócz przedstawicieli ratusza. A tylko oni mogą zmienić plany przebudowy ul. Artyleryjskiej. Krzysztof Worobiec nie krył swojego rozczarowania, że urzędników z magistratu nie było. - To kolejny dowód, jak ratusz traktuje zabytki w Olsztynie - mówi.
Nieliczne olsztyńskie przykłady pokazują, że udaje się pogodzić inwestycje z ochroną zabytków. Udawało się nawet w latach PRL. Karol Głębocki, rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie opowiada, jak w latach 70. ocalono neorenesansową Willę Bayer przy ul. Szrajbera. - Ulica miała być zmodernizowana i przebiegać w miejscu, gdzie stoi ten zabytek - wspomina. - Za obronę willi zabrał się bardzo szanowany prof. Wiktor Zin [był wtedy generalnym konserwatorem ochrony zabytków - red.]. Udało mu się tę walkę wygrać. I dzisiaj mamy i zabytek, i drogę - przyznaje Głębocki.
Drogowcy nieraz musieli zmieniać swoje plany inwestycyjne, by ocalić to, co warte ochrony. Najbardziej znany przykład to przebudowa drogi krajowej nr 58 w 2007 roku. Drogowcy - choć mieli inne plany - nie wycięli ani jednego drzewa z zabytkowej alei dębów koło wsi Dłużek. Zastosowali proste rozwiązania: zostawili zwężoną drogę, ustawili czytelne znaki i ograniczenie prędkości.
Sprawa wartowni wydaje się prosta. O wiele prostsza niż z zagospodarowaniem innych niszczejących zabytków w mieście, jak chociażby koszar przy ul. Gietkowskiej. Niewielkim kosztem urzędnicy mogliby ocalić budynek i przy okazji udowodnić, że nie traktują zabytków po macoszemu. Mają też szansę częściowo zrehabilitować się za zaniedbania przy innych niszczejących cennych obiektach.
wojciech.grejciun@olsztyn.agora.pl
Jednak zanim do tego dojdzie, miasto zacznie budowę nowej ul. Artyleryjskiej. Inwestycja jest miastu potrzebna, bo Artyleryjska to od lat najgorsza ulica w mieście. Według dokumentacji, w miejscu wartowni ma być chodnik. Wybór między nowym chodnikiem a starą wartownią okazał się dla urzędników łatwy: poświęcili wartownię. Budynek nie jest może duży, na terenie koszar są ładniejsze i cenniejsze, ale nie znaczy to, że jest mniej ważny niż pozostałe wojskowe obiekty. - Jest tym, czym są drzwi do domu - mówi Krzysztof Worobiec, prezes Sadyby.
Wydaje się jednak, że jest sposób, by ocalić wartownię. Wystarczy spojrzeć na okolicę dawnego biura przepustek z góry, na przykład z nasypu kolejowego. Wartownię można ominąć, budując chodnik na tyłach budynku. Dla pieszych oznaczałoby to konieczność nadrobienia kilkunastu metrów. Chociaż trudno mówić o pieszych w tej części miasta, gdzie dominują hurtownie, do których mieszkańcy przyjeżdżają samochodami.
Okazuje się, że nie jest to pomysł nowy. Także konserwatorzy zabytków i ludzie, którzy wcześniej robili dokumentację koszar, wiedzieli o tej możliwości. Ich zdaniem chodnik bez problemu można przeprowadzić tak, aby nie burzyć XIX-wiecznej wartowni.
Nie wiem, czy miasto wiedziało o tym rozwiązaniu. Nie wiem, czy brało je pod uwagę. Jeśli urzędnicy nie wiedzieli, mogli się dowiedzieć podczas poniedziałkowego spotkania w Urzędzie Wojewódzkim w sprawie ochrony koszar. Niestety byli na nim wszyscy zainteresowani oprócz przedstawicieli ratusza. A tylko oni mogą zmienić plany przebudowy ul. Artyleryjskiej. Krzysztof Worobiec nie krył swojego rozczarowania, że urzędników z magistratu nie było. - To kolejny dowód, jak ratusz traktuje zabytki w Olsztynie - mówi.
Nieliczne olsztyńskie przykłady pokazują, że udaje się pogodzić inwestycje z ochroną zabytków. Udawało się nawet w latach PRL. Karol Głębocki, rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie opowiada, jak w latach 70. ocalono neorenesansową Willę Bayer przy ul. Szrajbera. - Ulica miała być zmodernizowana i przebiegać w miejscu, gdzie stoi ten zabytek - wspomina. - Za obronę willi zabrał się bardzo szanowany prof. Wiktor Zin [był wtedy generalnym konserwatorem ochrony zabytków - red.]. Udało mu się tę walkę wygrać. I dzisiaj mamy i zabytek, i drogę - przyznaje Głębocki.
Drogowcy nieraz musieli zmieniać swoje plany inwestycyjne, by ocalić to, co warte ochrony. Najbardziej znany przykład to przebudowa drogi krajowej nr 58 w 2007 roku. Drogowcy - choć mieli inne plany - nie wycięli ani jednego drzewa z zabytkowej alei dębów koło wsi Dłużek. Zastosowali proste rozwiązania: zostawili zwężoną drogę, ustawili czytelne znaki i ograniczenie prędkości.
Sprawa wartowni wydaje się prosta. O wiele prostsza niż z zagospodarowaniem innych niszczejących zabytków w mieście, jak chociażby koszar przy ul. Gietkowskiej. Niewielkim kosztem urzędnicy mogliby ocalić budynek i przy okazji udowodnić, że nie traktują zabytków po macoszemu. Mają też szansę częściowo zrehabilitować się za zaniedbania przy innych niszczejących cennych obiektach.
wojciech.grejciun@olsztyn.agora.pl
- 38 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




