Ratusz: damy 100 zł więcej. Związkowcy: mało
2009-06-28
, aktualizacja: 28.06.2009 17:40
Sto złotych brutto miesięcznie i dopiero od stycznia 2010 roku - to propozycja podwyżek dla szkolnych kucharek, sprzątaczek i sekretarek. Związkowcy chcą dwa razy więcej i na dodatek w tym roku.
ZOBACZ TAKŻE
- Nauczyciele bronią swoich przywilejów i protestują (15-06-10, 17:57)
- Zmiany w opłatach za przedszkole: im dłużej, tym drożej (19-11-09, 19:23)
- Podwyżki nie tylko dla woźnych i kucharek (16-07-09, 19:02)
- Dzieci odpoczywają, urzędnicy szukają "kasy" (19-06-09, 20:32)
- Woźne, sprzątaczki i kucharki grożą strajkiem (01-06-09, 20:23)
W tym tygodniu rozstrzygnie się sprawa wysokości płac dla 1,5 tysiąca tzw. niepedagogicznych pracowników oświaty. Dyrektorzy przedszkoli i szkół tworzą m.in. dla nich regulaminy płac na nowy rok szkolny. Mają być przedstawione najpóźniej do 2 lipca. Jednak są niewielkie szanse, że zostaną przyjęte z zadowoleniem, bo jak się okazuje, nie uwzględniają propozycji związków zawodowych żądających podwyżek. Teraz pensje sekretarek, woźnych czy sprzątaczek wynoszą średnio 900 zł - 1 tys. zł. I przypominają, że w 2008 r. Anna Wasilewska, ówczesna wiceprezydent miasta odpowiedzialna za edukację, złożyła deklarację, że od 1 stycznia 2009 r. kwota bazowa, która stanowi podstawę wyliczania wynagrodzeń dla szkolnej administracji, zostanie podwyższona o 200 zł. Na początku czerwca związkowcy wysłali do prezydenta pismo, w którym żądają podwyżki o obiecaną kwotę. Pisaliśmy o tym w "Gazecie".
To jeszcze nie wszystko. Związkowcy chcą też ujednolicić zasady wyliczania poborów tak, by zatrudnieni zarabiali we wszystkich szkołach tyle samo. Teraz jest tak, że zarobki sprzątaczek czy kucharek w każdej szkole różnią się.
Związkowcy ostrzegają: albo podwyżki, albo strajk. Rozważają możliwość rozpoczęcia bezterminowej akcji protestacyjnej od 1 września 2009 r. Ratusz w końcu zareagował i przedstawił swoją propozycję podwyżek. - Jesteśmy skłonni do każdego etatu dać po 100 zł brutto miesięcznie więcej. Podwyżki weszłyby w życie 1 stycznia 2010 roku - mówi Jerzy Szmit, wiceprezydent odpowiedzialny m.in. za sprawy oświaty.
Związkowcy twierdzą, że propozycja ratusza jest nie do przyjęcia i zapowiadają negocjacje. - To w Olsztynku pracownicy niepedagogiczni otrzymają dwukrotnie więcej niż w Olsztynie - mówi Teresa Zaworowska, szefowa oświatowej Solidarności. - W naszym przypadku od lat pracownicy administracji nie otrzymują podwyżek. Czas to zmienić. Należy też podpisać nowy układ zbiorowy, w którym zawarte byłyby zasady naliczania pensji.
Przypomnijmy, że w 2002 roku były prezydent Czesław Małkowski wypowiedział układ zbiorowy gwarantujący pracownikom szkolnym, którzy nie są nauczycielami, przywileje socjalne i finansowe, m.in. coroczne podwyżki wynagrodzeń, 20-procentowy fundusz na premie, dodatki za wysługę lat oraz pracę w szkodliwych warunkach i w godzinach nocnych, nagrody jubileuszowe i za szczególne osiągnięcia.
Również Tomasz Branicki, przewodniczący miejskich struktur Związku Nauczycielstwa Polskiego, twierdzi, że propozycja władz Olsztyna, to zdecydowanie za mało. - 200 zł brutto na osobę to nie są zbyt wygórowane żądania. Podwyżki powinny zostać wprowadzone jak najszybciej - stwierdził. I dodaje, że kolejną zmianą powinno być wprowadzenie jednolitego regulaminu płac dla wszystkich olsztyńskich placówek oświatowych. - Teraz mamy do czynienia z radosną twórczością dyrektorów, którym trudno powiązać finansowy koniec z końcem - mówi szef ZNP.
Jerzy Szmit uważa, że w tym roku trudno będzie coś zrobić, aby znalazły się pieniądze na spełnienie żądań związkowców. - Bo tak naprawdę zmiany w budżecie są ciągle wprowadzane. Wszystko przez to, że poprzednia ekipa rządząca miastem, tworząc ten budżet w ubiegłym roku, nie doszacowała go - mówi.
W magistracie nie mówią jednak "nie" na żądania związków i szukają rozwiązania. Brakujące pieniądze urzędnicy chcą znaleźć m.in. w kasie gmin, których dzieci uczęszczają do olsztyńskich przedszkoli. Samorządy powinny za to płacić. - Jednak tego nie robiły. Zaległości sięgają trzech ostatnich lat i wynoszą ok. 1,5 mln zł. To niemała kwota - uważa wiceprezydent. - Rozmowy idą opornie. Jak na razie chęć zapłaty zaległych pieniędzy zadeklarowały władze gminy Dobre Miasto. Z resztą zamierzamy zorganizować spotkanie, na którym przedstawimy swoje racje.
To jeszcze nie wszystko. Związkowcy chcą też ujednolicić zasady wyliczania poborów tak, by zatrudnieni zarabiali we wszystkich szkołach tyle samo. Teraz jest tak, że zarobki sprzątaczek czy kucharek w każdej szkole różnią się.
Związkowcy ostrzegają: albo podwyżki, albo strajk. Rozważają możliwość rozpoczęcia bezterminowej akcji protestacyjnej od 1 września 2009 r. Ratusz w końcu zareagował i przedstawił swoją propozycję podwyżek. - Jesteśmy skłonni do każdego etatu dać po 100 zł brutto miesięcznie więcej. Podwyżki weszłyby w życie 1 stycznia 2010 roku - mówi Jerzy Szmit, wiceprezydent odpowiedzialny m.in. za sprawy oświaty.
Związkowcy twierdzą, że propozycja ratusza jest nie do przyjęcia i zapowiadają negocjacje. - To w Olsztynku pracownicy niepedagogiczni otrzymają dwukrotnie więcej niż w Olsztynie - mówi Teresa Zaworowska, szefowa oświatowej Solidarności. - W naszym przypadku od lat pracownicy administracji nie otrzymują podwyżek. Czas to zmienić. Należy też podpisać nowy układ zbiorowy, w którym zawarte byłyby zasady naliczania pensji.
Przypomnijmy, że w 2002 roku były prezydent Czesław Małkowski wypowiedział układ zbiorowy gwarantujący pracownikom szkolnym, którzy nie są nauczycielami, przywileje socjalne i finansowe, m.in. coroczne podwyżki wynagrodzeń, 20-procentowy fundusz na premie, dodatki za wysługę lat oraz pracę w szkodliwych warunkach i w godzinach nocnych, nagrody jubileuszowe i za szczególne osiągnięcia.
Również Tomasz Branicki, przewodniczący miejskich struktur Związku Nauczycielstwa Polskiego, twierdzi, że propozycja władz Olsztyna, to zdecydowanie za mało. - 200 zł brutto na osobę to nie są zbyt wygórowane żądania. Podwyżki powinny zostać wprowadzone jak najszybciej - stwierdził. I dodaje, że kolejną zmianą powinno być wprowadzenie jednolitego regulaminu płac dla wszystkich olsztyńskich placówek oświatowych. - Teraz mamy do czynienia z radosną twórczością dyrektorów, którym trudno powiązać finansowy koniec z końcem - mówi szef ZNP.
Jerzy Szmit uważa, że w tym roku trudno będzie coś zrobić, aby znalazły się pieniądze na spełnienie żądań związkowców. - Bo tak naprawdę zmiany w budżecie są ciągle wprowadzane. Wszystko przez to, że poprzednia ekipa rządząca miastem, tworząc ten budżet w ubiegłym roku, nie doszacowała go - mówi.
W magistracie nie mówią jednak "nie" na żądania związków i szukają rozwiązania. Brakujące pieniądze urzędnicy chcą znaleźć m.in. w kasie gmin, których dzieci uczęszczają do olsztyńskich przedszkoli. Samorządy powinny za to płacić. - Jednak tego nie robiły. Zaległości sięgają trzech ostatnich lat i wynoszą ok. 1,5 mln zł. To niemała kwota - uważa wiceprezydent. - Rozmowy idą opornie. Jak na razie chęć zapłaty zaległych pieniędzy zadeklarowały władze gminy Dobre Miasto. Z resztą zamierzamy zorganizować spotkanie, na którym przedstawimy swoje racje.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Sąsiedzi rodziny z Węgorzewa: Kolor ...
- Wściekła na Manor: brudna pościel, tapety ...
- Basen UWM tańszy od miejskiej Aquasfery. ...
- Naprawdę ekstremalna dyscyplina sportu ...
- Prohibicja na studniówce, wódka do zlewu. ...
- TOP 7 najbardziej bezmyślnych przykładów ...
- Ojciec spacerował z dzieckiem. Zabił go ...



