Olsztyn to dryfujący statek - rozmowa z architektem

Tomasz Kurs
2009-06-15 , aktualizacja: 15.06.2009 18:21
A A A Drukuj
Są ludzie, którym bardzo zależy na mieście. Ale urzędnicy traktują ich z przymrużeniem oka. Władza musi zmienić do nich podejście - apeluje prezes olsztyńskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich

Fot. Przemysław Skrzydło / AG


Kilka tygodni po wyborach Piotr Grzymowicz zapowiedział, że decyzje związane z rozwojem przestrzennym miasta i zabudową będzie konsultował z radą architektoniczną. Ma to zapobiec obecnemu chaosowi. Jednak żeby naprawdę coś się zmieniło, potrzebna jest dyskusja o mieście i kierunkach jego rozwoju. Do takiej dyskusji namawia czytelników i urzędników Sławomir Hryniewiczprezes SARP.

Tomasz Kurs: Prezydent Piotr Grzymowicz zapowiedział, że chce, by środowiska architektów pomagały mu w tworzeniu wizji rozwoju Olsztyna. To rewolucja?

Sławomir Hryniewicz: Zależy, czy stoi za tym rzeczywista chęć rozmowy o naszym mieście. Działania władzy muszą odpowiadać potrzebom mieszkańców. Tymczasem teraz w Olsztynie panuje kompletny rozdźwięk między tym, czego oczekują ludzie, a tym, co robią decydenci. Władze muszą postępować w taki sposób, by mieszkańcy poczuli, że są u siebie. A właśnie tego bardzo mi brakuje. To, co robią rządzący, jest od ludzi tak odległe, jak za komuny. Kto wie, jak w Olsztynie powstają decyzje, w jakim kierunku zmierza miasto? Mieszkańcy nie mają wpływu na decyzje i nie wiedzą, czym kieruje się władza. Przypomina mi to statek z pasażerami, którym kapitan nie zdradza celu podróży.

Może większość olsztynian nie odczuwa potrzeby, by ktoś im tę wizję przedstawiał?

- Są ludzie, którym bardzo zależy na mieście. To stowarzyszenia i organizacje, które chcą coś zmienić. Ale urzędnicy traktują ich z przymrużeniem oka. Władza musi zmienić do nich swoje podejście. Inna sprawa, że Olsztyn to specyficzne miasto. Jest jak przystanek dworcowy, na którym jesteśmy tylko przez chwilę. To wynika z historii, bo niemal cała ludność napłynęła tu dopiero po II wojnie światowej, więc ludzie - także rządzący - nie traktują go jako nasz wspólny dom. Władza przez swe decyzje musi sprawić, byśmy mieli poczucie, że mieszkamy w swoim mieście.

Jak to zrobić?

- Potrzebna jest jasna idea. Urzędnicy muszą wskazać kierunek rozwoju miasta. W Polsce mamy dobre przykłady, gdzie to się udało, np. Wrocław starał się o wystawę Expo. Nie jest ważne, czy to było rozsądne, czy nie. Ważne, że wokół tego udało się zjednoczyć mieszkańców Wrocławia, ludzie zaakceptowali te ideę, uznali, że warto podążać w wyznaczonym przez władze kierunku. My dotychczas nie mieliśmy ani jednego pomysłu, za którym ludzie chcieliby pójść. Brakuje jasnej idei rozwoju i nie ma komu jej przedstawić. Totalnym przeciwieństwem dzisiejszego chaotycznie rozrastającego się Olsztyna jest Olsztyn sprzed wieków, w którego rozwoju była jakaś myśl. Także przedwojenna idea miasta ogrodu z lasem miejskim, ulicami wysadzonymi drzewami, parkami, była czytelna. Dzięki temu ludzie utożsamiali się ze swoim miastem. Oglądając dawne pocztówki, widzimy, że aspiracje Olsztyna były wówczas większe niż ranga miasta. Teraz jest zupełnie odwrotnie. Miasto ma rangę, bo jest stolicą województwa, ale aspiracje i cele są zaniżane. Trzeba się ich wręcz domyślać. Brakuje ludzi, którzy wymyślą, jak urządzić centrum miasta, a to ono jest jego sercem. Mam wrażenie, że naszym rządzącym centrum nie jest potrzebne. Jedyna ich troska polega na tym, by przejechać przez nie jak najszybciej i dotrzeć do domu w oddalonej dzielnicy. Nie buduje się miasta dla mieszkańców. Przykładem są wąskie chodniki i likwidowane przejścia dla pieszych. Ludzie potrącają się na chodnikach nie dlatego, że są u nas takie tłumy, ale dlatego, że jest tak wąsko. Urzędnicze wizje, by Olsztyn był miastem turystycznym, nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość. Nic się nie zmienia. Wystarczy wyjść nad Jezioro Krzywe i zobaczyć, że mamy tu jedną restaurację i nic więcej. Może to jest standard i tak - zdaniem władz miasta - powinno być. Ale niech mają odwagę i to powiedzą.

Ma pan nadzieję, że uda się w końcu naprawić to, co zawodziło przez lata?

- Olsztyn ma nowego prezydenta i pojawia się nadzieja na zmianę. Pytanie, czy Piotr Grzymowicz zechce szukać sojuszników i zależy mu na prawdziwej komunikacji z ludźmi. Pomysły, jak to zmienić, są oczywiste. W sprawach architektonicznych i zagospodarowania otoczenia nie ma lepszej formy komunikacji niż organizowanie konkursów na najlepsze projekty i koncepcje. Ich liczba pokaże prawdziwe intencje prezydenta i jego chęć do zmian. Dzięki konkursom ścierają się poglądy, unikamy sytuacji, gdy inwestor próbuje omamić władze swoimi wizjami, a zaczyna się publiczna dyskusja. Nie brakuje też innych ważnych tematów do dyskusji, jest ich mnóstwo, np. gdzie budować w mieście galerie handlowe. Liczę, że władze w końcu zaczną z ludźmi rozmawiać. Na razie mamy jedynie jałowe spory po tym, gdy urzędnicy przedstawią swoje konkretne decyzje i projekty.



Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów