"Zaniedbane zabytki powinno zabierać państwo"

pisze Krzysztof Worobiec, szef Stowarzyszenia Sadyba
2009-05-29 , aktualizacja: 29.05.2009 20:10
A A A Drukuj
Nie można nadal traktować niszczenia zabytków jako czynów o niskiej szkodliwości społecznej. Należy karać niesolidnych właścicieli, a zaniedbane budynki powinien przejmować skarb państwa.
Jeden z największych na Mazurach pałac, w Drogoszach, jest w coraz gorszym stanie.
Fot. Tomasz Waszczuk / AG
Jeden z największych na Mazurach pałac, w Drogoszach, jest w coraz gorszym stanie.
Dwie wiadomości w "Gazecie" na temat zabytków: pierwsza, dobra - konserwatorzy wydali (w końcu!) wojnę właścicielom zaniedbanych zabytków, chcą odebrać nawet pałac w Sztynorcie, druga, zła - spłonął zabytkowy budynek koszarowy w Olsztynie przy ul. Gietkowskiej. W ten dramatyczny sposób miasto straciło kolejny fragment swojej historycznej zabudowy. Pożar jest zawsze wydarzeniem dramatycznym - gwałtownym, tragicznym i budzącym grozę.

Ale czyż nie jest dramatyczna sytuacja wielu zabytków w regionie? Czy większej grozy nie wywołuje lekceważący stosunek do zabytków przejawiający się choćby pozostawieniem na pastwę losu tylu zabytkowych obiektów? Przecież równie groźne jak ogień są obojętność, spekulacje i zakusy inwestorów (łasych na nowe tereny budowlane) czy nieprzemyślane decyzje urzędników, traktujących często zabytki jak hamulec ograniczający rozwój miast? Nie dziwi więc pytanie zaniepokojonego internauty "co dalej z Gietkowską, Dąbrowskiego, a także: tartakiem Raphaelsohnów, Knosały 1a, dworkiem w Tracku i koszarowcem przy Kasprowicza?". Obawa uzasadniona, tym bardziej że większość z wymienionych obiektów miała już zniknąć z krajobrazu miasta - nie tak dramatycznie, w pożarze, ale w sposób legalny i zorganizowany, za sprawą stosownych decyzji administracyjnych i wysłanych przez nich buldożerów. Przecież los tartaku Raphaelsohnów, willi na ul. Leśnej czy koszarowca na Kasprowicza był już przesądzony - miały być rozebrane. Budynki te - wpisane do rejestru zabytków - na szczęście jeszcze stoją, ale są opustoszałe i póki nie znajdzie się dla nich funkcji użytkowej, są zagrożone zniszczeniem. Pora zmienić stosunek ich właścicieli i tzw. opinii społecznej do zabytków stanowiących przecież ważne świadectwo historii i kultury. Bo tak jak ogień, groźne są zaniedbania, brak opieki, czas i opady atmosferyczne. Z takich powodów zawalił się pałac w Silginach czy Prośnie, a zagrożone są Drogosze czy Sztynort. Dobrze, że konserwatorzy zabytków zabrali się za walkę z właścicielami zaniedbanych zabytków, ale taka jednorazowa akcja to mało. Konserwatorów jest za mało, mają ograniczone możliwości działania, więc póki z pomocą nie wkroczą nadzory budowlane (które mają przecież prawo wymagać, nakazywać i egzekwować zabezpieczenie obiektów) oraz policja, prokuratury i sądy (które mogą i mają obowiązek ścigać osoby ignorujące prawo), sytuacja się nie zmieni. Nie można nadal traktować niszczenia zabytków jako czynów o niskiej szkodliwości społecznej i karać symbolicznie. Kary muszą być nieuchronne, a zaniedbane zabytki powinien przejmować skarb państwa. Należy karać niesolidnych właścicieli dotkliwymi karami pieniężnymi (zgodnie z obowiązującym prawem sąd może przecież orzec nawiązkę na wskazany cel społeczny związany z opieką nad zabytkami w wysokości do trzydziestokrotnego minimalnego wynagrodzenia, czyli prawie 40 tys. zł - ale czy kiedykolwiek sąd taką karę nałożył?!). Kary to nie wszystko, dlatego trzeba także nagradzać właścicieli dbających o swoje zabytki. W wielu województwach organizowanie są konkursy na najlepiej odnowione zabytki czy "zabytek zadbany". W Podlaskiem marszałek województwa, wspólnie ze skansenem w Ciechanowcu od kilku lat organizuje konkurs na najlepiej zachowany zabytek wiejskiego budownictwa drewnianego. Nagrodzone obiekty oprócz wyróżnienia i nagrody pieniężnej są prezentowane w mediach i wydawnictwach pokonkursowych, co przyczynia się to do "propagowania wiedzy na temat wartości zabytkowej i piękna dawnej wiejskiej architektury drewnianej, zachęca władze i właścicieli do dbania o stan obiektów zabytkowych, kształtuje poczucie tożsamości regionalnej oraz pokazuje możliwości dostosowania obiektów zabytkowych do współczesnych potrzeb". Dając dobry przykład, można osiągnąć wiele. Dlatego jest tak ważne, by władze Olsztyna taki przykład dały i zajęły się na poważnie opustoszałym tartakiem przy Knosały, zamiast szukać "nowego gospodarza, który będzie umiał wykorzystać jego potencjał" ("G. Wyborcza", 30.04.2008 r.). Bo to jest zadanie dla miasta! Z wielu powodów, choćby dlatego, że to wymarzona lokalizacja na wizytówkę miasta, jaką mogło by być Muzeum Techniki i Rozwoju Regionalnego. W Krakowie nagrodę zdobyła adaptacja budynku zabytkowej zajezdni tramwaju konnego (podobnego nawet do olsztyńskiego tartaku) na potrzeby... Muzeum Inżynierii Miejskiej. W Radomsku powstaje Centrum Sztuki Współczesnej - w budynku dawnej elektrowni. Podobne muzeum w dawnej fabryce włókienniczej jest dumą Łodzi, a władze Wrocławia ogłosiły konkurs na projekt Muzeum Sztuki Współczesnej, który ma stać się wizytówką miasta, dlatego zwycięzcy konkursu otrzymali 200 tys. zł nagrody. Tam wszędzie władze miasta doceniają wagę zabytkowych obiektów postindustrialnych oraz/lub znaczenie dobrych muzeów jako atrakcji miasta. Pora, by władze Olsztyna poszły ich śladem. Po to, byśmy nie byli świadkami mniej lub bardziej dramatycznych wypadków, jak ten na ul. Gietkowskiej.

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów