Szukają sposobu na namiot na Targu Rybnym
2009-05-25
, aktualizacja: 25.05.2009 21:11
Urzędnicy miejscy dopatrzyli się nieprawidłowości przy uzyskiwaniu zezwoleń na jego ustawienie. Sprawdzi to powiatowy inspektor nadzoru budowlanego
ZOBACZ TAKŻE
- Studentki dostaną salę do przewijania dzieci (27-05-09, 19:24)
- Ogromny namiot zniknie z Targu Rybnego (27-05-09, 19:19)
- Wspólny bunt przedsiębiorców na Targu Rybnym (01-05-09, 18:27)
- Namiot na Targu Rybnym: atrakcja czy szkarada (27-04-09, 19:38)
- Na podstawie dokumentów zdecydujemy, czy skończy się to rozbiórką, czy legalizacją - mówi Jacek Wesołek z powiatowego inspektoratu budowlanego.
Namiot ma 15 m szerokości, a 30 m długości. Jego ustawienie to inicjatywa Grzegorza Młynarskiego, właściciela Bohema Jazz Club. Pod namiotem organizuje od roku imprezy muzyczne, które - jak oceniają widzowie i fachowcy - mają szansę stać się ciekawym, cyklicznym wydarzeniem artystycznym, znanym nie tylko w mieście. Jednak miesiąc temu Piotr Grzymowicz uznał, że konstrukcja szpeci miasto. Nazwał ją "paskudą na Targu Rybnym". Od tego momentu nad Młynarskim zawisły czarne chmury. - Właściciel zgłosił zamiar ustawienia konstrukcji i postawił ją, nie czekając na odpowiedź - mówi Grzymowicz. - Nie dał szansy sobie i nam na uregulowanie sprawy.
W dodatku wytyka właścicielowi Bohemy, że w 2008 roku po atrakcyjnych cenach wynajmował od miasta teren, na którym pierwszy raz stanął namiot, a potem podnajmował go właścicielom innych lokali. - Okoliczni przedsiębiorcy przynosili nawet rachunki na potwierdzenie - mówi prezydent.
Tymczasem Młynarski zrzuca winę za rozpętanie konfliktu na zawistnych sąsiadów, w dodatku twierdzi, że mimo podejmowanych prób nie udało mu się spotkać w tej sprawie z prezydentem. Przeciw namiotowi wystąpiło w tym roku kilku właścicieli okolicznych lokali i sklepów. Skarżyli się, że po jego ustawieniu spadły im obroty, a oni nie mogą na Targu Rybnym ustawić swoich ogródków. Grzymowicz twierdzi, że rozmawiał już w tej sprawie z kupcami ze stowarzyszenia Starówka Razem i umówił się na dziś na spotkanie ze stronami konfliktu.
Młynarski i tak ciągle ma nadzieję, że sprawa dobrze się dla niego skończy. - Mam wszystkie zgody. Decyzje urzędników zagrażają występom, a planujemy 33 koncerty - mówi właściciel Bohemy. - Jeśli namiotu nie będzie, grupom trzeba będzie zapłacić odszkodowania. W grę wchodzą miliony złotych.
Jeśli imprezy zostałyby w tym roku odwołane, ich przyszłość w następnych latach w Olsztynie także byłaby zagrożona. - Mam propozycje, by przenieść je do Gdyni i Elbląga. Być może będę musiał z nich skorzystać - dodaje Młynarski.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że radni chcą wesprzeć koncerty pod namiotem pieniędzmi z miejskiej kasy. Zaplanowali na nie 120 tys. zł
Namiot ma 15 m szerokości, a 30 m długości. Jego ustawienie to inicjatywa Grzegorza Młynarskiego, właściciela Bohema Jazz Club. Pod namiotem organizuje od roku imprezy muzyczne, które - jak oceniają widzowie i fachowcy - mają szansę stać się ciekawym, cyklicznym wydarzeniem artystycznym, znanym nie tylko w mieście. Jednak miesiąc temu Piotr Grzymowicz uznał, że konstrukcja szpeci miasto. Nazwał ją "paskudą na Targu Rybnym". Od tego momentu nad Młynarskim zawisły czarne chmury. - Właściciel zgłosił zamiar ustawienia konstrukcji i postawił ją, nie czekając na odpowiedź - mówi Grzymowicz. - Nie dał szansy sobie i nam na uregulowanie sprawy.
W dodatku wytyka właścicielowi Bohemy, że w 2008 roku po atrakcyjnych cenach wynajmował od miasta teren, na którym pierwszy raz stanął namiot, a potem podnajmował go właścicielom innych lokali. - Okoliczni przedsiębiorcy przynosili nawet rachunki na potwierdzenie - mówi prezydent.
Tymczasem Młynarski zrzuca winę za rozpętanie konfliktu na zawistnych sąsiadów, w dodatku twierdzi, że mimo podejmowanych prób nie udało mu się spotkać w tej sprawie z prezydentem. Przeciw namiotowi wystąpiło w tym roku kilku właścicieli okolicznych lokali i sklepów. Skarżyli się, że po jego ustawieniu spadły im obroty, a oni nie mogą na Targu Rybnym ustawić swoich ogródków. Grzymowicz twierdzi, że rozmawiał już w tej sprawie z kupcami ze stowarzyszenia Starówka Razem i umówił się na dziś na spotkanie ze stronami konfliktu.
Młynarski i tak ciągle ma nadzieję, że sprawa dobrze się dla niego skończy. - Mam wszystkie zgody. Decyzje urzędników zagrażają występom, a planujemy 33 koncerty - mówi właściciel Bohemy. - Jeśli namiotu nie będzie, grupom trzeba będzie zapłacić odszkodowania. W grę wchodzą miliony złotych.
Jeśli imprezy zostałyby w tym roku odwołane, ich przyszłość w następnych latach w Olsztynie także byłaby zagrożona. - Mam propozycje, by przenieść je do Gdyni i Elbląga. Być może będę musiał z nich skorzystać - dodaje Młynarski.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że radni chcą wesprzeć koncerty pod namiotem pieniędzmi z miejskiej kasy. Zaplanowali na nie 120 tys. zł
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


