Mamy dwa lata, by zdążyć przed roszczeniami
2009-03-29
, aktualizacja: 29.03.2009 19:52
Miasto zarządza porządki w księgach wieczystych administrowanych przez siebie nieruchomości. W ten sposób chce uniknąć pozwów dawnych właścicieli i powtórki z przejęcia budynku przy ul. Jagiellońskiej
ZOBACZ TAKŻE
- Agnes Trawny może walczyć o ojcowiznę (05-03-09, 19:22)
- 30 tys. nieruchomości na Mazurach ma błędy w księgach (22-11-09, 20:04)
- Komentarz: Niewiedza publicznej telewizji (29-03-09, 19:38)
- Urzędnicy muszą naprawić błędy sprzed ponad 20 lat (27-02-09, 20:02)
Informacji na temat nieruchomości, o które mogą ubiegać się byli mieszkańcy Olsztyna lub ich spadkobiercy, zażądał Piotr Grzymowicz, prezydent miasta. Urzędnicy przygotowali już raport. - To sprawa drażliwa - przyznaje prezydent. - Nie chcemy ujawniać szczegółów, o jakie nieruchomości chodzi, bo to może uruchomić lawinę pozwów sądowych o odzyskanie mienia.
Za dwa lata będzie po problemie
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w grę wchodzi kilkadziesiąt nieruchomości, o które mogą starać się byli mieszkańcy Olsztyna lub ich spadkobiercy.
Miasto nie zamierza się poddawać, bo ich łączna wartość liczona jest w milionach złotych. Prezydent przyznaje, że rozwiązanie problemu nie będzie proste. - Szacujemy, że na uregulowanie tej sprawy potrzeba nam do dwóch lat. Oczywiście, zrobimy wszystko, by skrócić ten czas - zapewnia.
Chcąc uchronić się przed roszczeniami, miasto musi zrobić dwie rzeczy. Pierwsza to nadrobić niedopatrzenia urzędników, którzy nie wygasili ksiąg wieczystych nieruchomości przejętych w poprzednich latach od dawnych właścicieli. Obecne zapisy dają podstawę do roszczeń. Kolejna sprawa to wpisanie do ksiąg właściciela, jakim jest skarb państwa. - Ale to nie jest takie proste. Istnieje np. rozbieżność pomiędzy numeracją działek zapisanych w księgach wieczystych, a spisem w ratuszowej ewidencji, bo w międzyczasie dokonano nowych podziałów nieruchomości. Ale na pewno damy sobie z tym radę - mówi prezydent.
Dwie sprawy udało się załatwić
Miasto robi porządki w księgach po doświadczeniach z głośną sprawą gruntów na terenie Dajtek i roszczeniami wobec budynku przy ul. Jagiellońskiej 85. W pierwszym przypadku o ziemię, na której stoi ponad sto domów jednorodzinnych, kilka lat temu upomniał się spadkobierca byłego mieszkańca Olsztyna, właściciela tego terenu, który wyjechał z Polski. Na dowód swoich roszczeń przedstawił aktualną księgę wieczystą, gdzie wciąż widniał jako właściciel. Po kilku latach walki obecnym mieszkańcom i właścicielom działek udało się przed sądem sprawę załatwić po swojej myśli. W przypadku budynku przy ul. Jagiellońskiej, po wyjeździe jego właściciela, urzędnicy zapomnieli wpisać do księgi wieczystej nowego właściciela, czyli skarb państwa. W budynku mieszka rodzina Andrzejczyków. Do ich drzwi w 2007 roku zapukał spadkobierca dawnych właścicieli nieruchomości z aktem własności w ręku. Nie czekając na opuszczenie przez nich mieszkania, sprzedał lokal. Po dwóch latach walki Andrzejczykom udało się wymusić na mieście znalezienie nowego mieszkania, do którego będą się mogli wyprowadzić. - Cieszymy się, że w końcu coś zaczęło się dziać w naszej sprawie, choć przedstawione propozycje lokali tak za bardzo nas nie satysfakcjonują. Wszystko powinno się ostatecznie wyjaśnić na początku kwietnia - mówi Stanisława Andrzejczyk.
Zmienić prawo
Pomysł na zahamowanie roszczeń ma też Iwona Arent, posłanka PiS. Jej zdaniem należy zmienić zapisy ustawy o obywatelstwie polskim przygotowanej przez Platformę Obywatelską. - Przyjęcie dokumentu w proponowanej formie spowoduje lawinę pozwów. Przewiduję, że wiele osób będzie występowało o przywrócenie obywatelstwa tylko na krótki czas, by załatwić sprawy z odzyskaniem mienia - twierdzi.
Dlatego proponuje, by w ustawie wprowadzić zapis uzależniający uzyskanie obywatelstwa polskiego od deklaracji zrzeknięcia się roszczeń w przyszłości. - To rozwiąże sprawę - uważa Arent.
Za dwa lata będzie po problemie
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w grę wchodzi kilkadziesiąt nieruchomości, o które mogą starać się byli mieszkańcy Olsztyna lub ich spadkobiercy.
Miasto nie zamierza się poddawać, bo ich łączna wartość liczona jest w milionach złotych. Prezydent przyznaje, że rozwiązanie problemu nie będzie proste. - Szacujemy, że na uregulowanie tej sprawy potrzeba nam do dwóch lat. Oczywiście, zrobimy wszystko, by skrócić ten czas - zapewnia.
Chcąc uchronić się przed roszczeniami, miasto musi zrobić dwie rzeczy. Pierwsza to nadrobić niedopatrzenia urzędników, którzy nie wygasili ksiąg wieczystych nieruchomości przejętych w poprzednich latach od dawnych właścicieli. Obecne zapisy dają podstawę do roszczeń. Kolejna sprawa to wpisanie do ksiąg właściciela, jakim jest skarb państwa. - Ale to nie jest takie proste. Istnieje np. rozbieżność pomiędzy numeracją działek zapisanych w księgach wieczystych, a spisem w ratuszowej ewidencji, bo w międzyczasie dokonano nowych podziałów nieruchomości. Ale na pewno damy sobie z tym radę - mówi prezydent.
Dwie sprawy udało się załatwić
Miasto robi porządki w księgach po doświadczeniach z głośną sprawą gruntów na terenie Dajtek i roszczeniami wobec budynku przy ul. Jagiellońskiej 85. W pierwszym przypadku o ziemię, na której stoi ponad sto domów jednorodzinnych, kilka lat temu upomniał się spadkobierca byłego mieszkańca Olsztyna, właściciela tego terenu, który wyjechał z Polski. Na dowód swoich roszczeń przedstawił aktualną księgę wieczystą, gdzie wciąż widniał jako właściciel. Po kilku latach walki obecnym mieszkańcom i właścicielom działek udało się przed sądem sprawę załatwić po swojej myśli. W przypadku budynku przy ul. Jagiellońskiej, po wyjeździe jego właściciela, urzędnicy zapomnieli wpisać do księgi wieczystej nowego właściciela, czyli skarb państwa. W budynku mieszka rodzina Andrzejczyków. Do ich drzwi w 2007 roku zapukał spadkobierca dawnych właścicieli nieruchomości z aktem własności w ręku. Nie czekając na opuszczenie przez nich mieszkania, sprzedał lokal. Po dwóch latach walki Andrzejczykom udało się wymusić na mieście znalezienie nowego mieszkania, do którego będą się mogli wyprowadzić. - Cieszymy się, że w końcu coś zaczęło się dziać w naszej sprawie, choć przedstawione propozycje lokali tak za bardzo nas nie satysfakcjonują. Wszystko powinno się ostatecznie wyjaśnić na początku kwietnia - mówi Stanisława Andrzejczyk.
Zmienić prawo
Pomysł na zahamowanie roszczeń ma też Iwona Arent, posłanka PiS. Jej zdaniem należy zmienić zapisy ustawy o obywatelstwie polskim przygotowanej przez Platformę Obywatelską. - Przyjęcie dokumentu w proponowanej formie spowoduje lawinę pozwów. Przewiduję, że wiele osób będzie występowało o przywrócenie obywatelstwa tylko na krótki czas, by załatwić sprawy z odzyskaniem mienia - twierdzi.
Dlatego proponuje, by w ustawie wprowadzić zapis uzależniający uzyskanie obywatelstwa polskiego od deklaracji zrzeknięcia się roszczeń w przyszłości. - To rozwiąże sprawę - uważa Arent.
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Mamy dwa lata, by zdążyć przed roszczeniami
weganin11
31.03.09, 12:09
Dużo słów mało treści typowe dla członków PO.Którzy nic do tej pory nie zrobiliw tym i przedstawiający sprawę.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Sąsiedzi rodziny z Węgorzewa: Kolor ...
- Wściekła na Manor: brudna pościel, tapety ...
- Basen UWM tańszy od miejskiej Aquasfery. ...
- Naprawdę ekstremalna dyscyplina sportu ...
- Prohibicja na studniówce, wódka do zlewu. ...
- TOP 7 najbardziej bezmyślnych przykładów ...
- Ojciec spacerował z dzieckiem. Zabił go ...





