Budową spalarni w Olsztynie zainteresowana jest spółka Rindi Energi, która prowadzi już śmieciowe ciepłownie w Chojnicach i Hajnówce. W październiku firma i władze miasta podpisały list intencyjny w sprawie dalszej współpracy. We wtorek doszło do kolejnego spotkania. Do końca marca ma być podpisana umowa na wykonanie biznesplanu. Z niego dowiemy się, czy inwestycja będzie opłacalna.
Dlaczego Olsztynowi zależy na budowie spalarni? Teraz olsztyńskie śmieci wożone są na składowisko aż do Mławy. Przez to stawki za odebranie śmieci z osiedli są wysokie. Każdy mieszkaniec płaci za to ok. 10 zł miesięcznie. A ma być jeszcze więcej. Po wybudowaniu spalarni na wysypisko byłoby wywożonych zaledwie 10-15 proc. tego, co obecnie.
Spalarnia byłaby częścią nowoczesnego Zakładu Utylizacji Odpadów. - Trafiać do niego będą przetworzone śmieci z blisko 40 gmin - mówi Ryszard Szymański, prezes Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi.
Cały ZUO ma kosztować pół mld zł, w tym spalarnia 250 mln zł. Większość pieniędzy ma pochodzić z unijnych dotacji. - Jednak Szwedzi są gotowi wyłożyć 250 mln zł na budowę spalarni - mówi prezydent Piotr Grzymowicz, choć zaraz dodaje, że wiążące decyzje jeszcze nie zapadły.
Gdyby spalarnia została wybudowana i ze spalanych odpadów było pozyskiwane ciepło, miejska ciepłownia mogłaby się uniezależnić się od dostaw energii z kotłowni Michelin - teraz pochodzi z niej ok. 40 proc. zapotrzebowania.
Adam Krzyśków, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, który także brał udział w spotkaniu: - Bardzo ważną sprawą przed rozpoczęciem tego projektu jest przekonanie mieszkańców, że spalarnia nie powoduje żadnych zagrożeń dla otoczenia.
Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn