Powiat nie dla Tandyraka: wybory w PO do powtórki.
01.04.2010
, aktualizacja: 02.04.2010 18:03
Władze regionalne PO unieważniły zjazd powiatowych struktur w Olsztynie. Tym samym Jan Tandyrak nie jest szefem PO w Olsztynie. Protestujący zapowiadają, że na tym się nie skończy i będą walczyć o odnowę w partii
ZOBACZ TAKŻE
- Walka o władzę w Platformie. Decydujące starcie (08-04-10, 18:48)
- Wybory władz w Olsztynie podzieliły Platformę (26-03-10, 18:13)
- Stało się: Jan Tandyrak na czele PO w Olsztynie (25-03-10, 16:07)
- Jana Tandyraka przepis na sukces w polityce (03-07-11, 16:53)
- Tandyrak ponownie szefem Platformy w powiecie. Na jak długo? (09-04-10, 20:59)
- Jan Tandyrak niemal pewnym kandydatem do kierowania PO (07-03-10, 17:59)
SONDAŻ
W ubiegły czwartek dowiedzieliśmy się, że nowym szefem w Olsztynie został wybrany Jan Tandyrak, znany restaurator i radny, który stracił tę funkcję za prowadzenie działalności gospodarczej na majątku gminy.
Ten wybór, a także jego okoliczności spowodowały sprzeciw części działaczy. Wielu delegatów uznało, że podczas zjazdu nie przestrzegano podstawowych zasad: nie został zrealizowany m.in. porządek obrad. Zabrakło np. sprawozdania poprzednich władz. Na dodatek do uczestników nie wysłano zawiadomień z datą i miejscem spotkania.
Czarę goryczy przelało zdominowanie przez zwolenników Tandyraka wyborów delegatów na zjazd regionalny. - Na ich wsparcie mógł potem liczyć marszałek Jacek Protas, który chce utrzymać władzę w partii - twierdzi jeden z działaczy. "Wycięto" np. prof. Wojciecha Maksymowicza, który także aspiruje do przewodnictwa partii w regionie.
Nic dziwnego, że niemal natychmiast po zjeździe pojawiły się głosy, że wybory zostały "ustawione". Członkowie Platformy, niezadowoleni z tego, w jakich okolicznościach odbywał się zjazd, zdecydowali się odwołać do władz regionalnych PO. Posłanka Lidia Staroń przygotowała pismo, pod którym podpisało się ok. 30 osób. Wskazała na szereg nieprawidłowości, których mieli się dopuścić organizatorzy. Wśród zarzutów był m.in. brak powiadomienia o zjeździe członków partii. W wyborach miały brać udział osoby do tego nieuprawnione, nie zapewniono też tajności głosowania. Na dodatek mówi się o instrukcjach i ściągach, które otrzymali uczestnicy zjazdu sprzed tygodnia.
W czwartek zarząd regionu partii uznał, że zjazd i głosowanie trzeba przeprowadzić jeszcze raz. Gdyby stało się inaczej, kolejne odwołanie trafiłoby już do Warszawy. Oznacza to, że Jan Tandyrak niedługo cieszył się z ubiegłotygodniowego sukcesu. - Najważniejszym powodem unieważnienia zjazdu było nieprawidłowe zawiadomienie jego uczestników. Jest to rażące naruszenie uchwały zarządu krajowego PO - mówi posłanka Beata Bublewicz, zasiadająca w zarządzie regionu PO. - Moim celem jest to, żeby wszystkie koła były reprezentowane w radzie i zarządzie powiatu. Tylko wtedy można będzie budować siłę partii na solidnym fundamencie, a nie na piasku.
Wybory trzeba zatem powtórzyć, a niektórzy obserwatorzy zjazdu twierdzą wręcz, że cała sytuacja jest kompromitacją dla tych polityków PO, którzy jeszcze kilka dni temu zapewniali o tym, że wybory odbyły się zgodnie z regulaminem i statutem partii.
Jednak to dopiero początek walki o władzę w mieście. Jan Tandyrak już zapowiedział, że na powtórzonym zjeździe będzie ponownie ubiegał się o funkcję przewodniczącego. - Dużo ludzi zadeklarowało mi poparcie, więc nie powinienem się wycofywać - mówi polityk. Jest wyraźnie zawiedziony, że olsztyńskie posłanki podważyły wyniki zjazdu. - Są ludzie, którzy szermując hasłami walki o ideały, walczą o własne sprawy. Oczywiście możemy powtarzać wybory do momentu, aż zwyciężą osoby, które będą po ich myśli. Ale nie o to chyba tutaj chodzi.
Tandyrak przewiduje, że ponowny zjazd odbędzie się w najbliższy piątek (co ciekawe, wówczas posłowie, którzy chcą zmian, będą na obradach Sejmu). Stąd propozycja, żeby przed ponownymi wyborami zweryfikować, kto jest członkiem olsztyńskiej PO, a kto jest tylko członkiem "wirtualnym". Nadużyciem miało być bowiem sztuczne zawyżanie liczebności kół, tylko w celach wyborczych. Co ciekawe, władze regionalne otrzymały tę informację jeszcze przed zjazdem. Był to główny powód rezygnacji, jaki podał Tomasz Głażewski, poprzedni szef powiatu, kiedy ustąpił z tej funkcji jeszcze przed wyborami.
O tym, że niektóre koła w Olsztynie nie działają zbyt aktywnie, można było wnioskować m.in. na podstawie wysokości ściąganych składek. W niektórych kołach były to kwoty wręcz symboliczne.
Posłanka Lidia Staroń już zapowiedziała, że w związku z wątpliwościami co do prawidłowości zwołania i przeprowadzenia ponownych wyborów, skieruje wniosek o powołanie zarządu komisarycznego, właśnie w celu weryfikacji członków oraz prawidłowego zwołania przeprowadzenia ponownych wyborów w Olsztynie.
Niektórzy mają nadzieję, że obecne zawirowania mimo wszystko wyjdą Platformie na dobre. - To niepowtarzalna szansa na odnowę tej partii w mieście i regionie - mówi jeden z działaczy.
Ten wybór, a także jego okoliczności spowodowały sprzeciw części działaczy. Wielu delegatów uznało, że podczas zjazdu nie przestrzegano podstawowych zasad: nie został zrealizowany m.in. porządek obrad. Zabrakło np. sprawozdania poprzednich władz. Na dodatek do uczestników nie wysłano zawiadomień z datą i miejscem spotkania.
Czarę goryczy przelało zdominowanie przez zwolenników Tandyraka wyborów delegatów na zjazd regionalny. - Na ich wsparcie mógł potem liczyć marszałek Jacek Protas, który chce utrzymać władzę w partii - twierdzi jeden z działaczy. "Wycięto" np. prof. Wojciecha Maksymowicza, który także aspiruje do przewodnictwa partii w regionie.
Nic dziwnego, że niemal natychmiast po zjeździe pojawiły się głosy, że wybory zostały "ustawione". Członkowie Platformy, niezadowoleni z tego, w jakich okolicznościach odbywał się zjazd, zdecydowali się odwołać do władz regionalnych PO. Posłanka Lidia Staroń przygotowała pismo, pod którym podpisało się ok. 30 osób. Wskazała na szereg nieprawidłowości, których mieli się dopuścić organizatorzy. Wśród zarzutów był m.in. brak powiadomienia o zjeździe członków partii. W wyborach miały brać udział osoby do tego nieuprawnione, nie zapewniono też tajności głosowania. Na dodatek mówi się o instrukcjach i ściągach, które otrzymali uczestnicy zjazdu sprzed tygodnia.
W czwartek zarząd regionu partii uznał, że zjazd i głosowanie trzeba przeprowadzić jeszcze raz. Gdyby stało się inaczej, kolejne odwołanie trafiłoby już do Warszawy. Oznacza to, że Jan Tandyrak niedługo cieszył się z ubiegłotygodniowego sukcesu. - Najważniejszym powodem unieważnienia zjazdu było nieprawidłowe zawiadomienie jego uczestników. Jest to rażące naruszenie uchwały zarządu krajowego PO - mówi posłanka Beata Bublewicz, zasiadająca w zarządzie regionu PO. - Moim celem jest to, żeby wszystkie koła były reprezentowane w radzie i zarządzie powiatu. Tylko wtedy można będzie budować siłę partii na solidnym fundamencie, a nie na piasku.
Wybory trzeba zatem powtórzyć, a niektórzy obserwatorzy zjazdu twierdzą wręcz, że cała sytuacja jest kompromitacją dla tych polityków PO, którzy jeszcze kilka dni temu zapewniali o tym, że wybory odbyły się zgodnie z regulaminem i statutem partii.
Jednak to dopiero początek walki o władzę w mieście. Jan Tandyrak już zapowiedział, że na powtórzonym zjeździe będzie ponownie ubiegał się o funkcję przewodniczącego. - Dużo ludzi zadeklarowało mi poparcie, więc nie powinienem się wycofywać - mówi polityk. Jest wyraźnie zawiedziony, że olsztyńskie posłanki podważyły wyniki zjazdu. - Są ludzie, którzy szermując hasłami walki o ideały, walczą o własne sprawy. Oczywiście możemy powtarzać wybory do momentu, aż zwyciężą osoby, które będą po ich myśli. Ale nie o to chyba tutaj chodzi.
Tandyrak przewiduje, że ponowny zjazd odbędzie się w najbliższy piątek (co ciekawe, wówczas posłowie, którzy chcą zmian, będą na obradach Sejmu). Stąd propozycja, żeby przed ponownymi wyborami zweryfikować, kto jest członkiem olsztyńskiej PO, a kto jest tylko członkiem "wirtualnym". Nadużyciem miało być bowiem sztuczne zawyżanie liczebności kół, tylko w celach wyborczych. Co ciekawe, władze regionalne otrzymały tę informację jeszcze przed zjazdem. Był to główny powód rezygnacji, jaki podał Tomasz Głażewski, poprzedni szef powiatu, kiedy ustąpił z tej funkcji jeszcze przed wyborami.
O tym, że niektóre koła w Olsztynie nie działają zbyt aktywnie, można było wnioskować m.in. na podstawie wysokości ściąganych składek. W niektórych kołach były to kwoty wręcz symboliczne.
Posłanka Lidia Staroń już zapowiedziała, że w związku z wątpliwościami co do prawidłowości zwołania i przeprowadzenia ponownych wyborów, skieruje wniosek o powołanie zarządu komisarycznego, właśnie w celu weryfikacji członków oraz prawidłowego zwołania przeprowadzenia ponownych wyborów w Olsztynie.
Niektórzy mają nadzieję, że obecne zawirowania mimo wszystko wyjdą Platformie na dobre. - To niepowtarzalna szansa na odnowę tej partii w mieście i regionie - mówi jeden z działaczy.
- 116 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






