Tajemnicze Sanatorium pod Klepsydrą w Jaraczu
2009-10-11
, aktualizacja: 11.10.2009 16:29
Poetycka opowieść o wędrówce po świecie, który znajduje się poza czasem, to najnowsza propozycja Teatru im. Stefana Jaracza. - Przeniesienie prozy Brunona Schulza na scenę to marzenie, a zarazem lęk wielu reżyserów - mówi Julia Wernio, która podjęła się tego niełatwego zadania.
ZOBACZ TAKŻE
- Sen na scenie, czyli nowa premiera w Jaraczu (07-10-09, 19:07)
Czy może istnieć miejsce, gdzie dawno zmarli ludzie wciąż żyją? Zdaniem Doktora Gotarda (Dariusz Poleszak) tak. To tajemnicze Sanatorium pod Klepsydrą, gdzie czas płynie inaczej, a wydarzenia sprzed lat rozgrywają się wciąż na nowo. I nigdy nie wiadomo, jak się zakończą, bo istnieje nieograniczona ilość scenariuszy, według których może rozwinąć się akcja. Łącznie z tym, że śmiertelnie chorzy ludzie, którzy odeszli wiele lat temu, wyzdrowieją.
W takim miejscu przebywa kupiec Jakub (Marian Czarkowski), do którego w odwiedziny przyjeżdża syn Józef (Marek Szkoda). Chłopak spotyka tam nie tylko ojca, ale wiele innych postaci z przeszłości. W Sanatorium pod Klepsydrą mieszka jego matka (Joanna Fertacz), wciąż prowadząca ze służącą Adelą (Agnieszka Grzybowska) błahe rozmowy o soku z malin i zaletach strażaków. Codziennymi zajęciami pochłonięty jest starszy subiekt Teodor (Jarosław Borodziuk), żyje też Szloma (Grzegorz Gromek), złodziej-filozof łączący "wdzięk" dresiarza z wrażliwością poety i Bianka (Milena Gauer), pierwsza miłość Józefa. Wszyscy oni istnieją, przynajmniej w pewnym sensie. Nie jest to pełna egzystencja, bo czas, którego używa Doktor Gotard, pochodzi z odzysku. Jest zużyty, pełen dziur, niekiedy tak cienki, że aż prześwitujący, rwie się i psuje, czyniąc istnienie mieszkańców sanatorium podobnym do snu, w którym miesza się chronologia i wątki.
Spektakl powstał na podstawie opowiadań Brunona Schulza "Sanatorium pod Klepsydrą", które po raz pierwszy wydano w 1937 roku. Niełatwego zadania przeniesienia prozy na scenę podjęła się Julia Wernio. - To marzenie, a zarazem lęk wielu reżyserów - mówi. - Niektórzy uważają, że twórczość Schulza jest zupełnie nieprzekładalna na środki teatralne. Dla mnie praca nad spektaklem była radością z obcowania z wyobraźnią i osobowością autora.
Reżyserka oparła się głównie na "Sanatorium pod Klepsydrą", ale w przedstawieniu można odnaleźć wątki i postaci z innych opowiadań Schulza, także z pisanych przez niego listów. - Gdy powstał główny szkic sztuki, wróciłam jeszcze raz do "Sanatorium..." i zdziwiłam się, jak wiernie udało się je opowiedzieć - dodaje Julia Wernio.
W rezultacie powstał poetycki spektakl, w którym widz podąża za snami Józefa. W klimat pomagają mu się wczuć piękne, plastyczne dekoracje przygotowane przez Elżbietę Wernio. Gra świateł i cieni, zawoalowane światy podkreślają metafizyczny wymiar historii. Atmosferę tajemniczości oddaje też muzyka napisana przez Piotra Salabera.
Julia Wernio jest współzałożycielką Teatru im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Zakopanem i atmosferę charakterystyczną dla tej sceny można odczuć także oglądając przedstawienie w Jaraczu. Kto lubi klimat z pogranicza marzeń i snu, powinien dać się ponieść opowieści o podróży Józefa po tajemniczej krainie wspomnień. Z pewnością dla niektórych scen warto zobaczyć "Sanatorium pod Klepsydrą". Chodźmy tej, w której Szloma w jednej sekundzie z aroganckiego luja zmienia się w uduchowionego czciciela złotego pantofelka. Sporo scen wydaje się jednak niepotrzebnych, bo niewiele wnoszą do przedstawienia lub są niezrozumiałe, a ponad miarę je przedłużają.
Od wtorku do soboty przedstawienie "Sanatorium pod Klepsydrą" na dużej Scenie Teatru im. Stefana Jaracza będzie wystawiane o godz. 19. Bilety po 30 i 20 zł (ulgowy), 15 zł z Kartą Przyjaciela Teatru.
W takim miejscu przebywa kupiec Jakub (Marian Czarkowski), do którego w odwiedziny przyjeżdża syn Józef (Marek Szkoda). Chłopak spotyka tam nie tylko ojca, ale wiele innych postaci z przeszłości. W Sanatorium pod Klepsydrą mieszka jego matka (Joanna Fertacz), wciąż prowadząca ze służącą Adelą (Agnieszka Grzybowska) błahe rozmowy o soku z malin i zaletach strażaków. Codziennymi zajęciami pochłonięty jest starszy subiekt Teodor (Jarosław Borodziuk), żyje też Szloma (Grzegorz Gromek), złodziej-filozof łączący "wdzięk" dresiarza z wrażliwością poety i Bianka (Milena Gauer), pierwsza miłość Józefa. Wszyscy oni istnieją, przynajmniej w pewnym sensie. Nie jest to pełna egzystencja, bo czas, którego używa Doktor Gotard, pochodzi z odzysku. Jest zużyty, pełen dziur, niekiedy tak cienki, że aż prześwitujący, rwie się i psuje, czyniąc istnienie mieszkańców sanatorium podobnym do snu, w którym miesza się chronologia i wątki.
Spektakl powstał na podstawie opowiadań Brunona Schulza "Sanatorium pod Klepsydrą", które po raz pierwszy wydano w 1937 roku. Niełatwego zadania przeniesienia prozy na scenę podjęła się Julia Wernio. - To marzenie, a zarazem lęk wielu reżyserów - mówi. - Niektórzy uważają, że twórczość Schulza jest zupełnie nieprzekładalna na środki teatralne. Dla mnie praca nad spektaklem była radością z obcowania z wyobraźnią i osobowością autora.
Reżyserka oparła się głównie na "Sanatorium pod Klepsydrą", ale w przedstawieniu można odnaleźć wątki i postaci z innych opowiadań Schulza, także z pisanych przez niego listów. - Gdy powstał główny szkic sztuki, wróciłam jeszcze raz do "Sanatorium..." i zdziwiłam się, jak wiernie udało się je opowiedzieć - dodaje Julia Wernio.
W rezultacie powstał poetycki spektakl, w którym widz podąża za snami Józefa. W klimat pomagają mu się wczuć piękne, plastyczne dekoracje przygotowane przez Elżbietę Wernio. Gra świateł i cieni, zawoalowane światy podkreślają metafizyczny wymiar historii. Atmosferę tajemniczości oddaje też muzyka napisana przez Piotra Salabera.
Julia Wernio jest współzałożycielką Teatru im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Zakopanem i atmosferę charakterystyczną dla tej sceny można odczuć także oglądając przedstawienie w Jaraczu. Kto lubi klimat z pogranicza marzeń i snu, powinien dać się ponieść opowieści o podróży Józefa po tajemniczej krainie wspomnień. Z pewnością dla niektórych scen warto zobaczyć "Sanatorium pod Klepsydrą". Chodźmy tej, w której Szloma w jednej sekundzie z aroganckiego luja zmienia się w uduchowionego czciciela złotego pantofelka. Sporo scen wydaje się jednak niepotrzebnych, bo niewiele wnoszą do przedstawienia lub są niezrozumiałe, a ponad miarę je przedłużają.
Od wtorku do soboty przedstawienie "Sanatorium pod Klepsydrą" na dużej Scenie Teatru im. Stefana Jaracza będzie wystawiane o godz. 19. Bilety po 30 i 20 zł (ulgowy), 15 zł z Kartą Przyjaciela Teatru.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Recydywista. Cukierkami znów kusił młode ...
- Wkrótce otwarcie nowej galerii handlowej ...
- Robotnicy w końcu wzięli się za budowę ...
- Olsztyn nie jest już wolny od Euro. Mamy ...
- Uwaga pasażerowie MPK. Zmiana trasy na ...
- Prezydent Bronisław Komorowski jedzie na ...
- Drogowcy zamknęli kolejną ulicę i korki gotowe




